Multithumb found errors on this page:

There was a problem loading image 'images/kppo3/articles/crop-zbIvSGM936tn5m7_180x130-0.png'
There was a problem loading image 'images/kppo3/articles/crop-zbIvSGM936tn5m7_180x130-0.png'
crop-zbIvSGM936tn5m7_180x130-0.png
Budżet UE dla Polski jest ogromny. Żaden kraj w historii Unii nie dostał puli na tym poziomie. Oznacza to ogromne inwestycje, które Europa wspólnie decyduje się zrealizować w Polsce mając świadomość znaczenia polskiej gospodarki i jej dynamizmu także dla przyszłości Europy – mówi europosłanka Danuta Hübner.

Batalia o wspólny budżet UE na lata 2014-2020 już skończona. 960 mld euro na zobowiązania i 908 mld euro na płatności to dużo czy mało?

Wysokość wieloletniego budżetu europejskiego to zawsze przedmiot trudnych debat i negocjacji. Nie przekracza on jednego procenta europejskiego produktu krajowego brutto, a więc mieści się niemal w granicach błędu statystycznego. Jest to niezwykle mały budżet, a mimo to budzi emocje. "Walka budżetowa" dotyczy promili, a nie radykalnej zmiany poziomu wspólnych wydatków. Tym razem nie było inaczej. Chodziło jednak nie tylko o wysokość budżetu, ale i o czas, jaki mieliśmy na podjęcie decyzji. Gdyby nie było przed końcem 2013 r. decyzji, co do Wieloletnich Ram Finansowych, Unia finansowałaby swoje polityki posługując się budżetami rocznymi na poziomie 2013 r. Dla polityki spójności, opartej na wieloletnim programowaniu, byłoby to zabójcze. Jest również wielce prawdopodobne, że byłoby wtedy politycznie niemożliwe przyjęcie budżetu na 2014 r., co oznaczałoby dodatkowe komplikacje. Pozytywna opinia Parlamentu Europejskiego była warunkiem przyjęcia budżetu siedmioletniego. Negocjacje między Parlamentem a Radą były oczywiście bardzo trudne. Niektórzy politycy, jak np. David Cameron, premier Wielkiej Brytanii, chcieli wrócić do kraju i ogłosić z dumą, że budżet UE jest niższy niż 900 mld euro.

Wielu europosłów z Polski kręci jednak nosem twierdząc, że wspólny budżet UE na lata 2014-2020 jest zły, bo za mały...

Są to narzekania dotyczące Wspólnej Polityki Rolnej. Budzi ona szczególnie dużo emocji. Koledzy podnoszą argument sukcesu negocjacyjnego Francji. W Europie jest wielu przeciwników Wspólnej Polityki Rolnej. Francja jest polityczną maszyną ciągnącą tę politykę i to dzięki niej budżet rolny jest wciąż duży. Pośrednio służy to także naszym interesom. Pamiętajmy też, że polityka spójności inwestując w otoczenie rolnictwa jest doskonałym uzupełnieniem środków na rozwój obszarów wiejskich.

No właśnie czy w Polsce nie przeceniamy nieco tego wspólnego budżetu, przecież cały czas oscyluje on wokół 1 proc. unijnego PKB?

W ujęciu procentowym to oczywiście bardzo mało, ale nie chodzi tylko o to. Fundusze europejskie przyciągają także kapitał prywatny. Są też coraz częściej źródłem nowego sposobu finansowania inwestycji poprzez instrumenty finansowe łączące granty z pożyczkami. Sedno sprawy tkwi w konstrukcji europejskiego budżetu po stronie dochodowej. Ponad 90 proc. budżetu to środki bezpośrednio przekazywane z budżetów narodowych proporcjonalnie do poziomu rozwoju. Tzw. płatnicy netto zabiegają więc o jak najniższy budżet, nie uświadamiając swoim obywatelom, że korzyści z integracji to nie tylko transfery bezpośrednie, ale przede wszystkim rynek wewnętrzny, z którego korzysta się tym więcej, im bardziej rozwinięta jest gospodarka. Od lat nie udaje się jednak zreformować strony przychodowej wspólnego budżetu, a z niej ostatecznie wynika niestety niska zdolność inwestycyjna Europy. Gdyby budżet był większy można by było finansować znacznie więcej polityk. Europa cały czas dodaje nowe polityki i projekty. Dąży też do tego, aby coraz więcej wydawać na wspólne badania naukowe. Jednak ograniczony budżet ogranicza zdolność Unii do wspólnego inwestowania, nawet w infrastrukturę, która łączy – nie tylko metaforycznie, ale również w najbardziej dosłownym sensie, jeżeli mówimy np. o transporcie czy energetyce. Przy takim nastawieniu politycznym, nie da się więcej wynegocjować i w tym sensie trzeba przyjąć, że budżet nie może być większy. Jeśli nie zreformujemy strony dochodowej wspólnej kasy, to pozostanie ona na poziomie 1 proc. unijnego PKB.

Polska na lata 2014-2020 otrzyma 82,5 mld euro z polityki spójności i 32 mld euro z Wspólnej Polityki Rolnej. Razem to 114,5 mld euro. Jak powinniśmy postrzegać te pieniądze?

Budżet dla Polski jest ogromny. Żaden kraj w historii Unii Europejskiej nie dostał puli na tym poziomie. Hiszpania w swoim najlepszym okresie miała do dyspozycji nieco ponad 50 mld euro na politykę spójności. To kwota bez precedensu. Oznacza to ogromne inwestycje, które Europa wspólnie decyduje się zrealizować w Polsce mając świadomość znaczenia polskiej gospodarki i jej dynamizmu także dla przyszłości Europy. Jesteśmy dużym europejskim krajem, znajdujemy się w grupie sześciu największych państw Unii. Natomiast ciągle plasujemy się dość nisko, jeśli idzie o udział w europejskim PKB i wykorzystanie potencjału rozwojowego. Jesteśmy krajem wielkich szans. Możemy wyobrazić sobie, jak będzie wyglądało nasze życie, gdy przejdziemy z 12 tys. euro PKB na głowę rocznie do 20 czy 30 tys. euro. To pokazuje skalę naszego potencjału. A przekłada się to potem na możliwości inwestycyjne w innych krajach, na handel z nimi. To wspólny europejski interes, żeby każda, nawet najmniejsza z gospodarek, rzeczywiście rozwijała się dynamicznie. Siła ekonomiczna Unii zależy od wkładu każdej gospodarki. Za tym idzie siła polityczna i militarna, co dziś nie jest bez znaczenia.

Na co wydać górę euro z UE?

Wielkie pieniądze, które Polska otrzyma musimy inwestować także ze świadomością naszej odpowiedzialności za Europę i naszego udziału w budowaniu jej potencjału. Musimy rozwijać to co będzie ważne w przyszłości dla siły całej Europy, a nie tylko krótkookresowo dla Polski. To nie tylko infrastruktura transportowa, która u nas ciągle nie domaga i potrzebuje dalszej modernizacji. Na jej modernizację mamy mało czasu, a właściwie to już niemal wstyd mieć ją ciągle jako inwestycje w budowie. Jeszcze ważniejsza jest infrastruktura energetyczna zarówno w sensie efektywności wykorzystania źródeł energii, które mamy, jak i w sensie połączeń w ramach Polski i Europy. Ta spójność systemu jest bardzo ważna dla rozwoju naszej małej energetyki, która jest dziś ważnym uzupełnieniem rozwiązania problemów energetycznych w wielu krajach. Jeśli chcemy być nadal gospodarką nastawioną na węgiel, choć mam ogromne wątpliwości czy nasza polityka jest w tym zakresie dobra i rzeczywiście strategiczna, to prawdopodobnie będziemy musieli coraz więcej węgla importować. W związku z tym systematyczne wysiłki przekształcające polską energetykę są absolutnie kluczowe. Jeżeli stawiamy na węgiel to powinniśmy rzucić się z determinacją piranii na czyste technologie jego wykorzystania. Chińczycy doprowadzą do dalszego wzrostu cen surowców, więc trzeba będzie coraz większą uwagę zwracać na efektywność ich wykorzystania, obniżanie kosztów i zwiększanie wydajności w energetyce.

A innowacyjność, a raczej jej brak, który urasta prawie że do problemu numer jeden polskiej gospodarki?

W Polsce dopiero zaczynamy o niej mówić, a wyzwaniem jest zacząć działać. Jeśli w Europie jest wiele do zrobienia w tej dziedzinie, to w Polsce wielokrotnie więcej. Jeszcze jako komisarz odpowiedzialny za politykę spójności, wprowadziłam innowacyjność jako wyzwanie nadrzędne.

Powszechnie uważa się, że dostaliśmy duże pieniądze z Unii na innowacyjność, a jednocześnie spadliśmy w jej unijnym rankingu na czwarte miejsce od końca?

Niewątpliwie innowacyjność w Polsce ciągle kuleje. Trzeba dużo lepiej zaprojektować mechanizm związania badań z przedsiębiorczością. On w Polsce działa zbyt słabo. Właściwie nigdy nie działał. Bez aktywnego udziału państwa on nie zaskoczy. Wykorzystanie środków europejskich do budowy więzi między nauką a biznesem jest kluczowe. Czasem siłą wiodącą jest przedsiębiorca, czasem naukowiec. W Europie wygląda to różnie. Na pewno potrzebne są jednak dwie aktywne strony. Jest i drugi ważny aspekt tej sprawy. Jeśli popatrzeć, do kogo trafiają środki europejskie na innowacyjność na Zachodzie Europy, to się okazuje, że bardzo rzadko do pojedynczych firm. W większości do grup przedsiębiorstw, ich konsorcjów, sieci i klastrów. Łączą się w niekonkurujące ze sobą małe przedsiębiorstwa, bo tylko w ten sposób mogą osiągnąć konkretne rezultaty. U nas tego ciągle brakuje. Mam nadzieję, że nowe środki z UE na innowacyjność wymuszą współpracę i działanie sieciowe, bo ciągle nie rozumiemy, że aby zawojować świat w pojedynkę trzeba naprawdę być geniuszem i mieć ogromny kapitał. A małe firmy, które muszą wyjść na rynki europejskie czy światowe, bez działania wspólnego czy z dużą firmą tego nie zrobią.

Tymczasem premier Tusk obiecuje, że każda rodzina odczuje wpływ funduszy UE i jego prześmiewcy już proponują wypłatę środków dla każdego? Jak Pani odczytuje tę deklarację?

Myślę, że premier miał zupełnie co innego na myśli i że doskonale wie, jak funkcjonuje polityka spójności. Nie odczytywałabym jego sformułowania dosłownie, chodzi o to, że to wszystko co zrobimy dzięki pieniądzom z polityki spójności musi przełożyć się na wzrost PKB i zatrudnienie, na bardziej konkurencyjną gospodarkę, która także przez wzrost wydajności pozwoli nam podnieść płace. Premier wskazał, że to szansa na przyśpieszenie wzrostu gospodarczego, który przełoży się na odczucia każdej z rodzin. Chodziło m.in. o lepszy poziom edukacji, łatwiejsze znalezienie pracy przez młodych, generalnie lepsze warunki życia. I taki jest ostateczny cel polityki spójności. Nie jest to przecież abstrakt. Na końcu zawsze chodzi o jakość naszego życia. (...)

Cała rozmowa: rp.pl


bg Image