Multithumb found errors on this page:

There was a problem loading image 'images/kppo3/articles/crop-PD4JPJ7r7S1LmcL_180x130-0.png'
There was a problem loading image 'images/kppo3/articles/crop-PD4JPJ7r7S1LmcL_180x130-0.png'
crop-PD4JPJ7r7S1LmcL_180x130-0.png
Polska za sprawą reakcji na ACTA jest w europejskiej awangardzie, wzmocnienie ochrony prywatności jest dla nas punktem wyjścia do jakichkolwiek rozmów o przyszłości internetu. W innych krajach dopiero zaczynają dostrzegać ten problem. Takie kraje jak Niemcy i Francja patrzą na nas - mówił minister administracji i cyfryzacji Rafał Trzaskowski.

Wojciech Orliński: Z europarlamentu do rządu - to ruch w górę czy w dół?

Rafał Trzaskowski: W każdym państwie europejskim takie przejście to olbrzymi awans. Zawsze żartuję, że każdy, kto wchodzi do polityki ze świata nauki, może tylko stracić. Wykładowca akademicki cieszy się bowiem olbrzymim szacunkiem, a polityków nikt nie lubi. Zanim zostałem politykiem, byłem wykładowcą akademickim i ekspertem do spraw UE. Najpierw pracowałem w Centrum Europejskim "Natolin", a na początku wieku zacząłem pracować z Jackiem Saryuszem-Wolskim w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej. Potem przeniosłem się z nim do Parlamentu Europejskiego jako jego doradca. Z czasem przekonałem się, że tylko polityk, a nie ekspert, może wpływać w pełni na rzeczywistość i że tylko tak będę mógł skutecznie wykorzystać moje doświadczenie. Miałem dużo szczęścia, bo Platforma uzyskała dobry wynik w eurowyborach, dzięki czemu dostali się kandydaci z dalszych miejsc na liście.W europarlamencie działałem w dwóch komisjach. W tej do spraw konstytucyjnych po dwóch latach objąłem wpływową funkcję koordynatora prac oraz rzecznika frakcji chadeckiej, czyli najsilniejszego ugrupowania, do którego należą PO i PSL. A w komisji jednolitego rynku zaangażowałem się we wszystko, co dotyczy internetu: handel w sieci, dostęp do informacji publicznej, sprawy prywatności. Polityka europejska zawsze mnie fascynowała, a te tematy są mi najbliższe.

Co w tym fascynującego? Cały rok 2013 trwały przepychanki w sprawie nowego unijnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych, ale ten parlament nie zdąży go już przyjąć. Kawał solidnej i niepotrzebnej roboty.

- To złe wyobrażenie o działaniu UE, że niedokończone prace w danej kadencji idą do kosza. Debata o ochronie prywatności to narastająca kula śniegowa, która tylko dostała przyśpieszenia po aferze Snowdena. Jeśli nie uda się teraz tego zakończyć, nie będziemy zaczynać od zera. Polska za sprawą reakcji na ACTA jest w europejskiej awangardzie, wzmocnienie ochrony prywatności jest dla nas punktem wyjścia do jakichkolwiek rozmów o przyszłości internetu. W innych krajach dopiero zaczynają dostrzegać ten problem. Takie kraje jak Niemcy i Francja patrzą na nas.

Podstawowym problemem w tej debacie jest to, że w USA mają inny system wartości. Prywatność nie jest tam wartością konstytucyjną. Czwartą poprawkę do konstytucji interpretowano do niedawna wąsko, z pełnym przyzwoleniem na podsłuchiwanie i podglądanie. Dopiero w latach 60. Sąd Najwyższy poszerzył jej interpretację, nadal jednak za prywatne uważa się tylko to, co stanowi tajemnicę. Jeśli kogoś podejrzy helikopter, to jego problem, że się nie schował.

W Europie mamy inne historyczne doświadczenia, zwłaszcza związane z totalitaryzmem. Dla Europejczyków prywatność to wolność podstawowa, niestety dyrektywa dotycząca ochrony danych osobowych, przyjęta w UE w połowie lat 90., przestała przystawać do rzeczywistości, w której nowe technologie zburzyły granice, ściśle łącząc nas z Ameryką.

Kiedy słyszę o interesach, których nie udało się rozbić, budzi się we mnie mój wewnętrzny prezes Kaczyński. Chciałbym walnąć pięścią w stół i powiedzieć Amerykanom: rozumiem, że macie inny system wartości, ale jak chcecie robić interesy w Europie, musicie się dostosować do nas. Dlaczego Unia nie może ostro postawić sprawy?

- Ależ stawia! Na Microsoft Komisja Europejska nałożyła do tej pory ponad miliard euro kary za łamanie unijnych zasad konkurencji. To jest właśnie walnięcie pięścią w stół. Tylko Unia to 28 państw, które muszą się dogadać. Do tego potężne interesy, firmy, które zbudowały miliardowe biznesy na swobodnym podejściu do prywatności, i pryncypialne organizacje pozarządowe. Kompromis w takim kontekście jest niesłychanie trudny, ale możliwy. (...)

Cała rozmowa: wyborcza.pl


bg Image