Multithumb found errors on this page:

There was a problem loading image 'images/kppo3/articles/crop-OLR0EUun7TG3yDx_180x130-0.png'
There was a problem loading image 'images/kppo3/articles/crop-OLR0EUun7TG3yDx_180x130-0.png'
crop-OLR0EUun7TG3yDx_180x130-0.png
Sytuacja finansowa polskiej służby zdrowia nie jest łatwa, ale stabilna. Zwiększenie obciążeń podatkowych obywateli nie jest w tej chwili najlepszym rozwiązaniem i jest wiele innych koniecznych zmian - mówi Jackowi Nizinkiewiczowi minister zdrowia Bartosz Arłukowicz.

Czuje się pan kulą u nogi Donalda Tuska?

Pracuję w trudnym resorcie, który zawsze wzbudzał emocje, niezależnie od tego, kto był jego szefem.

Jaki cel postawił pan sobie, przyjmując tekę szefa resortu zdrowia?

Moim podstawowym zadaniem jest zapewnienie stabilności systemu, żeby 1 stycznia oraz każdego innego dnia w roku pacjenci mogli mieć pewność, że jeśli będą potrzebowali pomocy medycznej, to przychodnia lub szpital jej udzielą.

A kiedy zorientował się pan, że są kolejki do lekarzy?

Wiele lat temu, kiedy pracowałem jako lekarz w poradni onkologicznej w szpitalu klinicznym w Szczecinie. Kolejki to powszechny problem, z którym boryka się większość europejskich państw, także i Polska. Zarówno w Polsce, jak i innych krajach nie ma jednego, prostego rozwiązania tego problemu ponieważ jest to system naczyń połączonych.

Dlaczego dopiero po dwóch latach pracy w ministerstwie zaczął się pan zajmować zmniejszaniem kolejek do lekarzy?

To nieprawda – rozwiązania, które służą m.in. skróceniu kolejek są wdrażane od wielu miesięcy. W styczniu 2013 r. zaczęło obowiązywać rozporządzenie o zmianie sposobu kształcenia lekarzy. To są fundamentalne zmiany, które pozwolą na szybsze i lepsze kształcenie, na zwiększenie liczby młodych lekarzy w systemie. Zmienione zostały wszystkie programy specjalizacji lekarskich, wprowadziliśmy modułowy system kształcenia. Przypominam też o nowelizacji ustawy o świadczeniach, nad którą aktualnie debatuje parlament. Zmiany, które proponujemy, sprzyjają wzmocnieniu podstawowej opieki zdrowotnej (POZ), pozwalają prowadzić POZ pediatrom i internistom. Wdrażanie rozwiązań, które skrócą czas oczekiwania pacjentów na świadczenia medyczne to złożony, wieloetapowy proces.

Na ile efektywne były te zmiany?

One przyczynią się do zmniejszenia kolejek, ale to jest długotrwały proces. Nie ma takich rozwiązań, które pozwoliłyby na ich skrócenie z dnia na dzień.

Pana poprzedniczka Ewa Kopacz również starała się skracać kolejki?

Oczywiście. To były widoczne działania – Sejm uchwalił ustawę o działalności leczniczej, przebudowaliśmy system refundacyjny, powstały koszyki świadczeń, które są systematycznie nowelizowane. Wiem, że dla wielu osób brzmi to jak nic nie znaczący slang urzędniczy, ale efekty tych prac są ważne dla pacjentów, wpływają na sposób leczenia, służą temu, by było ono bezpieczne i nowoczesne.

Pańskiego odwołania chce opozycja. PO broni pana bez przekonania. Premier dał panu ultimatum do wiosny. Media krytykują jednym głosem. Czy to nie jest sygnał alarmowy, że nie sprawdza się pan na stanowisku szefa resortu?

Nie przypominam sobie w ciągu ostatnich 20 lat takiego ministra zdrowia, który nie byłby przez media krytykowany. Wotum nieufności kolejny raz składają politycy PiS, podając jako powód to, że rozpoczęliśmy dyskusję o dodatkowych ubezpieczeniach. To bardzo oburzyło prezesa Kaczyńskiego, chociaż szybko się okazało, że sam proponował takie rozwiązanie w 2005 roku.

Jak pan chce zmniejszyć kolejki do lekarzy w trzy miesiące, skoro nie udało się w dwa lata pańskiego ministrowania?

Sprostujmy: premier powiedział bardzo wyraźnie, że oczekuje przedstawienia do wiosny rozwiązań prawnych, których skutkiem będzie zmniejszenie kolejek. Myślę, że efekt ich wprowadzenia będzie widoczny w ciągu kilku, kilkunastu miesięcy.

Ale jeszcze przed wyborami?

Wybory nic do tego nie mają. Proces reformowania systemu ochrony zdrowia nie może być układany według kalendarza wyborczego. To jest szczególny system, każdy podpisany akt prawny ma skutki dla każdego z nas, kiedy stajemy się pacjentami. Z reformowaniem systemu ochrony zdrowia jest jak z niesieniem dziecka na rękach – trzeba iść bardzo uważnie i powoli. Można z tym dzieckiem biec, ale czy warto ryzykować, że się przewrócisz? Konsekwencje są zawsze dotkliwe. To jest wrażliwy system. Każdy, kto się na tym zna wie doskonale, że to naczynia połączone - zaczynając od systemu podstawowej opieki zdrowotnej, przez system opieki specjalistycznej, szpitalnej, a także naszą mentalność i sposób korzystania ze służby zdrowia, sposób kształcenia lekarzy, strukturę demograficzną, sposób finansowania świadczeń i na końcu, ilość środków finansowych w tym systemie. Jeżeli ktokolwiek twierdzi, że kolejki można zlikwidować w ciągu kilku tygodni, to mówi nieprawdę.

Jakie prawne regulacje zamierza pan przygotować, żeby zmniejszyć kolejki?

Plany zostały przygotowane już wiele miesięcy temu i są stopniowo wdrażane. Zmieniamy sposób finansowania ambulatoryjnej opieki specjalistycznej i budujemy system przepływu informacji między szpitalami, specjalistami i lekarzami rodzinnymi. Na ukończeniu są prace nad projektem map zapotrzebowania zdrowotnego dla wszystkich regionów. System ochrony zdrowia powinien uwzględniać, że pacjenci ze Śląska chorują trochę inaczej niż pacjenci z Podlasia i potrzebują z tego względu innej dostępności do określonych specjalistów i rodzajów leczenia. A skoro potrzeby zdrowotne pacjentów z tych regionów się różnią, to osoby podejmujące decyzje, które mają wpływ na funkcjonowanie ochrony zdrowia na szczeblu lokalnym i regionalnym, powinny brać to pod uwagę. Dzisiaj każdy właściciel szpitala, czyli kluczowego ogniwa systemu ochrony zdrowia, prowadzi własną politykę zdrowotną. Właścicielami polskich szpitali są obecnie burmistrzowie, prezydenci, starostowie, marszałkowie, rektorzy wyższych uczelni i szefowie kilku resortów – a że każdy z nich podejmuje decyzje osobno, to one nie układają się w spójną całość. Starosta często podejmuje decyzje, o których nie wie marszałek, a rektor nie informuje lokalnych władz, że planuje inwestycje w infrastrukturę medyczną. To trzeba skoordynować, żeby środki finansowe z naszych składek i podatków były racjonalnie wykorzystywane, żeby dostosować system do realnych potrzeb zdrowotnych mieszkańców danego regionu.

Czy pacjenci teraz będą częściej obsługiwani przez lekarzy rodzinnych i nie odsyłani do specjalistów?

Powinni. Musimy zmienić sposób, w jaki rozumiemy rolę podstawowej opieki zdrowotnej. Intencją wprowadzenia instytucji lekarza rodzinnego było objęcie przez niego opieką całej rodziny. Dzisiaj wielu z nas chce od razu korzystać z pomocy specjalistów, omijając lekarzy rodzinnych. To zrozumiałe, że chcemy dla siebie i naszych bliskich najlepszej opieki medycznej, ale zaspokojenie naszych podstawowych potrzeb zdrowotnych jest zadaniem lekarzy rodzinnych. Czy pan zna swojego lekarza rodzinnego? Obawiam się, że nie. Wzmacniamy rolę POZ w systemie m.in. właśnie po to, żeby ci pacjenci, którzy naprawdę wymagają specjalistycznej opieki, szybciej trafiali do lekarzy specjalistów.

Zabierze pan lekarzom z podstawowej opieki zdrowotnej tzw. stawkę kapitacyjną?

Tu nie chodzi o to, żeby komukolwiek cokolwiek zabierać, ale zwiększyć kontrolę nad tym, jak pieniądze są wydawane i mieć pewność, że lekarze zawsze zrobią wszystko żeby prawidłowo i rzetelnie diagnozować pacjentów.

Za co straciła w grudniu stanowisko szefowa NFZ Agnieszka Pachciarz?

Zarządzanie systemem ochrony zdrowia to gra zespołowa. I w tej grze na pierwszym miejscu zawsze musi być pacjent, a dopiero potem – procedura. System eWUŚ miał spowodować, że pacjent nie będzie musiał przynosić ze sobą sterty papierów potwierdzających ubezpieczenie, żeby mógł się wreszcie dostać do lekarza, okazując tylko dowód osobisty. I to się udało. Ja uważam, że nie jest zadaniem pacjenta udowadnianie, że jest ubezpieczony. Zadaniem systemu jest zweryfikowanie, czy nie doszło do jakiegoś błędu proceduralnego, w ZUS czy innej instytucji. I tu rozminęliśmy się z panią prezes w rozumieniu roli eWUŚ.

Czy to prawda, że pani prezes naruszała interesy środowisk lekarskich, którym z kolei pan nie chce się narazić w obawie przed ich protestami, które mogłyby odbić się również na premierze Tusku i notowaniach rządu?

Zmiany trzeba wprowadzać w racjonalny sposób, a decyzje należy podejmować na podstawie wiarygodnych, zweryfikowanych informacji. Jeżeli system eWUŚ wyróżnia kogoś czerwonym kolorem, informując w ten sposób o braku ubezpieczenia, to ta informacja wymaga weryfikacji przez odpowiednie instytucje, a nie natychmiastowego ubiegania się o zwrot środków finansowych. (...)

Cała rozmowa: rp.pl


bg Image