Multithumb found errors on this page:

There was a problem loading image 'images/kppo3/articles/crop-4oGl5deWF9Nx114_180x130-0.png'
There was a problem loading image 'images/kppo3/articles/crop-4oGl5deWF9Nx114_180x130-0.png'
crop-4oGl5deWF9Nx114_180x130-0.png
Chciałabym, aby dziennikarze szybciej dostawali informacje. Chcę też być dla nich bardziej dostępna. Zamierzam wprowadzić zwyczaj, aby częściej były organizowane konferencje, na których ministrowie będą opowiadać o tym, co dzieje się w ich resortach. Oni mają ogromną wiedzę i powinniśmy to wykorzystać - mówi o swojej pracy rzecznik rządu Małgorzata Kidawa-Błońska.

Nie żałuje Pani?
Nie, lubiłam pracę w parlamencie. Praca z koleżankami i kolegami z klubu oraz z dziennikarzami dawała mi wiele satysfakcji. Tutaj typ pracy jest nieco inny, mimo że kontaktuję się z tymi samymi środowiskami. Ale w Sejmie te kontakty były bardziej bezpośrednie, a przez to łatwiejsze. Wystarczyło tylko wyjść na korytarz czy podejść do "stolika dziennikarskiego". Teraz jest to trudniejsze, ale będę starała się pokonywać te bariery.

W Sejmie chyba było weselej, na pewno więcej się działo.
Tutaj też wiele się dzieje, ale inaczej, bez tak nerwowej bieganiny, jaką często obserwujemy w Sejmie: wiele posiedzeń komisji, konferencji, spotkań, często wszystko w tym samym czasie. W kancelarii jest dużo merytorycznej pracy, ale jest inaczej. Więcej obserwacji będę pewnie miała za jakiś czas, bo jestem w tym miejscu zaledwie kilka dni.

Czyli decyzja była trafna?
Podjęłam tę decyzję i chcę się z niej dobrze wywiązać. Długo się zastanawiałam, czy przyjąć propozycję pana premiera, bo mam ogromne poczucie odpowiedzialności. Nie odpowiadam już sama za siebie, ale za większą całość. Muszę więc ważyć słowa i bardziej się pilnować. (śmiech)

Nowy gabinet Pani polubiła?
Przyzwyczajam się. Kiedy przybędzie tu trochę moich rzeczy, zrobi się cieplej.

Ponoć jeden z ministrów, wprowadzając się do nowego gabinetu, pierwsze, co zrobił, to zmienił firanki.
Te są ładne, nie będę ich zmieniać.

Jak będzie teraz wyglądała polityka informacyjna rządu?
Po pierwsze, będę bardziej dostępna dla dziennikarzy, a po drugie - chciałabym, aby szybciej dostawali informacje. Zamierzam wprowadzić zwyczaj, aby poza konferencjami z panem premierem, na które dziennikarze mogą przyjść i zadawać pytania bezpośrednio, częściej były organizowane w kancelarii konferencje pana premiera z ministrami poszczególnych resortów, aby opowiadali o tym, co dzieje się w ich resortach. Oni mają ogromną wiedzę i powinniśmy to wykorzystać. Ponadto stawiam na większą pracę zespołową.

Będą regularne spotkania z dziennikarzami, na przykład raz w tygodniu?
Chciałabym raz w tygodniu robić spotkanie z dziennikarzami. Zastanawiam się, jaką formę przyjąć: czy luźnej rozmowy na przykład w Sejmie, czy bardziej formalnie w formie konferencji czy briefingu prasowego. Decyzję podejmę po spotkaniu z samymi zainteresowanymi. Chciałabym, aby wiedzieli, że raz w tygodniu na takim spotkaniu mogą się pojawić i zadawać pytania.

Dziennikarze będą w szoku!
Inaczej się nie da. Z doświadczenia wiem, że bezpośredni kontakt jest bardzo ważny.

Pewnie, że się da! Najlepszym przykładem jest minister Paweł Graś.
Każdy ma swoje metody pracy. Minister Graś długo był rzecznikiem rządu w dobrych, ale też trudnych czasach. I wydaje mi się, że przez tych kilka lat wykonywał swoją pracę dobrze.

Ponoć duch ministra Grasia wciąż krąży po kancelarii.
Nie tylko duch, ale też ciało. (śmiech) Paweł Graś jest ministrem odpowiedzialnym miedzy innymi za kontakty z parlamentem, to ważny aspekt naszej pracy.

Nie sugeruje, jak ma Pani organizować sobie pracę?
Nie. Kiedy zapytałam pana premiera: "Czego pan ode mnie oczekuje? Jak ma wyglądać nasza współpraca?", usłyszałam: "Tak, żeby było dobrze". Ale zawsze mogę liczyć na wsparcie Pawła.

Minister Graś pewnie się cieszy, nie przepadał chyba za nami?
Odnoszę inne wrażenie. Wydaje mi się, że lubi dziennikarzy. Może tylko nie przepadał za wywiadami...

Pani Minister, czemu mają służyć te spotkania poszczególnych ministrów z dziennikarzami. Byli już minister Siemoniak, Lena Kolarska-Bobińska.
Podobnie jak w zeszłym roku pan premier zapowiadał, co rząd będzie robił w najbliższych dwunastu miesiącach. Można powiedzieć, że powstał już taki zwyczaj. Oczywiście jest exposé - plan na całą kadencję, a często wychodzący nawet poza nią, bo należy planować szerzej. Ale konferencje na początku roku dają obraz tego, co jest najważniejsze do zrobienia w najbliższym czasie. Pokazują priorytety rządu. Opowiadał o tym pan premier na piątkowej konferencji, a teraz poszczególni ministrowie, którzy znają dokładnie konkretne rozwiązania, będą je wyjaśniać. W każdym ministerstwie dzieje się wiele rzeczy, powstają ciekawe projekty i rozwiązania, które przemykają niezauważone, i chciałabym to zmienić. Minister Siemoniak mówił o tym, co dzieje się w Ministerstwie Obrony Narodowej, Lena Kolarska-Bobińska opowiadała o nauce i szkolnictwie wyższym.
Jest dużo ważnych tematów i zagadnień, o których ministrowie powinni informować opinię publiczną.

Dużo emocji wzbudziła kwestia tzw. umów śmieciowych. Wielu fachowców podnosi, że koszt ich likwidacji poniosą sami pracownicy.
To poważny problem, który powinniśmy rozwiązać natychmiast. Zdajemy sobie sprawę, że to może w jakiś sposób ograniczyć zatrudnianie, a tego nie chcemy. Ale nie może być tak, że dla wielu ludzi umowy śmieciowe są jedyną formą zatrudnienia przez wiele lat. Osoby pracujące na takich umowach nie mają szansy ustabilizowania swojej sytuacji życiowej, nie mają żadnych zabezpieczeń, takich, jakie powinien mieć każdy pracownik. Nie posiadają praw, o które mogą się upominać, a ich przyszłość nie jest zabezpieczona. Kiedy jest się młodym pracownikiem, to nie myśli się o tym. A nawet jeśli się myśli, to nie ma się wyboru. Pracodawca często daje tylko jedną szansę. Nie mówimy tu o umowach o dzieło czy zlecenie, które dotyczą pracowników mających już inną pracę, kiedy ta druga jest dla nich dodatkowym zajęciem. Mówimy o pracownikach, którzy nie mają prawa wyboru i nie mogą myśleć o swojej przyszłości. Rozumiem, że można przez krótki okres pracować na tzw. umowę śmieciową, ale w pewnym momencie zaczyna się współpracować z konkretnym zakładem pracy i ten powinien brać odpowiedzialność za losy swojego pracownika.

Ale przecież pracodawca zawsze będzie dążył do tego, aby minimalizować koszty!
Polska jest jednym z niewielu krajów w Europie, gdzie istnieje tak duża grupa ludzi, która, pracując, nie ma żadnych zabezpieczeń. Należy wypośrodkować rozwiązania korzystne dla pracodawców i pracowników.

Opozycja mówi, że to propaganda. Dużo się mówi, pytanie, ile z tych zapowiedzi zostanie zrealizowanych.
Zapowiedzi pana premiera z piątkowej konferencji dotyczą planów na ten rok. Możliwe, że nie wszystkie zostaną zrealizowane w stu procentach, niektóre procesy potrwają dłużej, ale to wszystko rozpocznie się w tym roku. Stąd konferencje z poszczególnymi ministrami. Ich zadaniem jest przedstawienie kalendarium i odpowiedź na pytanie, jak ten program będzie realizowany krok po kroku. O tak zwanych umowach śmieciowych, o których rozmawiałyśmy, mówić będą wspólnie minister Kosiniak--Kamysz i minister Szczurek, bo zmiany dotyczą tych dwóch obszarów. To są poważne sprawy, o których trzeba rozmawiać. Ludzie chcą mieć poczucie bezpieczeństwa, a pracodawcy niższe koszty pracy - trzeba to wszystko pogodzić. Nie może być tak, że jedna grupa będzie wykorzystywana przez drugą.

To będzie ciężki rok, prawda?
Na pewno bardzo ciekawy i pracowity, bo czekają nas dwie zupełnie różne kampanie wyborcze. Myślę, że kampania do europarlamentu będzie merytoryczna. Polacy będą bardziej patrzyli na kandydata, na jego doświadczenie, umiejętności oraz kompetencje niż tylko na listę, z jakiej startuje - pokazały to już poprzednie kampanie do europarlamentu. Poszczególni kandydaci podczas kampanii powinni pokazać, jaką mają wizję swojej pracy w europarlamencie i jakie jest miejsce Polski w Europie. Natomiast wybory samorządowe to wielkie wybory. Tysiące ludzi są w nie zaangażowane. Te wybory niekoniecznie dotyczą tylko partii politycznych, bo uczestniczą w nich także dziesiątki komitetów lokalnych. Będą one niesłychanie ciekawe, ale także wymagające ogromnej pracy.

Kto będzie w Platformie Obywatelskiej odpowiedzialny za przygotowanie tych kampanii?
Sekretarz generalny Platformy Obywatelskiej, czyli Paweł Graś. Zorganizuje sprawny zespół, który przeprowadzi partię przez te kampanie. Wybory do europarlamentu są w maju, a samorządowe późną jesienią, ale nad pomysłami i strategiami trzeba pracować już teraz. Już za chwilę, równolegle rozpoczną się przygotowania do tych wyborów.

Nie będzie Pani brakowało tej adrenaliny związanej z prowadzeniem kampanii wyborczych? Często była Pani w nie zaangażowana.
Owszem, często w kampaniach uczestniczyłam. Uważam, że niezależne od tego, gdzie się jest, to każdy członek Platformy Obywatelskiej, każdy parlamentarzysta, powinien się w pracę w kampaniach wyborczych zaangażować. To nie jest tak, że kampanie wygrywają pojedyncze osoby. Grać musi cały zespół niezależnie od tego, czy jest się kandydatem, czy nie.

Nie boicie się, że wyborcy w wyborach do europarlamentu dadzą wam żółtą kartę? Wielu ekspertów uważa, że te wybory wygra PiS i to sporą przewagą.
To jest zdanie części ekspertów. Sondaże są różne, raz lepsze, raz gorsze, ale tak naprawdę to wyborcy tego dnia, kiedy idą głosować, zadecydują, kto ma ich reprezentować w europarlamencie i samorządzie. Wierzę, że jest możliwy dobry wynik Platformy w tych wyborach, ale wiele pracy przed nami.

A wybory parlamentarne?
Mamy właściwie połowę kadencji. Do wyborów parlamentarnych zostały dwa lata. Wówczas będziemy rozliczać się przed Polakami z realizacji naszych zobowiązań.

Myśli Pani, że macie szansę na trzecią kadencję?
Jestem optymistką, choć intuicja podpowiada mi, że będzie trudniej, ale to zwycięstwo jest w naszym zasięgu. Uważam, że kontynuacja dobrych rządów Platformy byłaby bardzo dobra dla Polski i chciałabym, aby tak się stało, abyśmy wygrali kolejne wybory parlamentarne. Nie możemy zaczynać wszystkiego od początku, jak ostatnio coraz częściej proponuje opozycja. Prezes Kaczyński mówi o powrocie do IV RP, a Leszek Miller o 49 województwach. Szkoda czasu na niszczenie i kolejne odbudowy. Dzisiaj trzeba kontynuować to, co jest rozpoczęte.

Daje Pani jakiekolwiek szanse Jarosławowi Gowinowi, aby wszedł do Sejmu?
Do czasu wyborów parlamentarnych dużo się może jeszcze wydarzyć. Chociaż obserwując Jarosława Gowina podczas jego działalności w parlamencie, mam wrażenie, że na początku zjednuje sobie ludzi, a potem zawsze zostaje sam. Nie potrafi stworzyć zespołu. A polityki nie można robić indywidualnie, trzeba mieć mocną drużynę. Na pewno dużym sprawdzianem dla niego będą wybory samorządowe, bo tutaj może udowodnić, że potrafi zbudować zaplecze, ale do wyborów parlamentarnych jeszcze dwa lata, i - jak mówię - tutaj wszystko jest możliwe. Nie wróżę mu sukcesu. (...)

Cała rozmowa: "Polska The Times", Nr 5(1263), str. 8-9


bg Image