Multithumb found errors on this page:

There was a problem loading image 'images/kppo3/articles/crop-qvquo02BFR436tv_180x130-0.png'
There was a problem loading image 'images/kppo3/articles/crop-qvquo02BFR436tv_180x130-0.png'
crop-qvquo02BFR436tv_180x130-0.png
Słupki oglądalności są ważne, ale dla mediów publicznych ważniejsza jest treść. Z tego też powodu uważam, iż media publiczne powinny korzystać ze wsparcia publicznego, ale nie bez warunków – mówi Jackowi Nizinkiewiczowi minister kultury i dziedzictwa narodowego Bogdan Zdrojewski. Czy będzie pan kandydował do Parlamentu Europejskiego?

Bogdan Zdrojewski: Nie.

A pańska żona? Podczas ostatnich wyborów parlamentarnych nie kandydowała, bo jak pan powiedział: „żona ma ograniczone prawa obywatelskie tylko, dlatego, że jest moją żoną. Taką płaci cenę. Ten problem musi być rozwiązany".

Ją samą trzeba o to pytać. Jestem przekonany, iż ma do tego prawo i tym razem to jej decyzja powinna ważyć o ewentualnym starcie.

Dlaczego nie przyjął pan propozycji szefowania Klubowi Parlamentarnemu Platformy Obywatelskiej?

Żeby być szefem klubu, trzeba ten klub dobrze znać. Od sześciu lat jestem ministrem kultury i dziedzictwa narodowego. W tym czasie skład klubu zmienił się radykalnie.

Jest pan jednym z nielicznych ministrów, który trwa u władzy tyle samo czasu ile premier.

Nie czuję zmęczenia. Podobnie zmęczenia nie dostrzegam u premiera, a coraz większą determinację w utrzymywaniu Polski na właściwym modernizacyjnym kursie.

Trudno rozstać się władzą i zająć się  pracą u podstaw w klubie PO?

Tu i tu jest władza. Oczywiście inna. W klubie zdecydowanie bardziej polityczna. Nie ukrywam też, że szkoda byłoby mi zrezygnować z pracy, którą wykonuję teraz. Największe sukcesy osiąga się wtedy, kiedy posługuje się długą perspektywą, realizuje zadania, które wymagają jednak stałej determinacji i sporej cierpliwości. Zadania te najczęściej mają charakter niespektakularny i wymagają więcej niż jednej kadencji.

Czy Rafał Grupiński sprawdza się na stanowisku szefa klubu parlamentarnego?

Tą opinię pozostawiam członkom klubu. Uważam, że niedobrze jest, kiedy pracę szefa klubu recenzują ministrowie.

Jakie jest bilans pańskiej pracy w minionym roku?

Największym sukcesem jest cały pakiet edukacyjny: finał wprowadzania muzyki i plastyki do szkół publicznych stopnia podstawowego, potrojenie wydatków na programy edukacji kulturalnej, uruchomienie programu dla dzieci do 16 roku życia „Muzea za złotówkę", zakończenie reformy edukacji artystycznej i oczywiście wejście w rok 2014 z Narodowym Programem Rozwoju Czytelnictwa. Stałym elementem, czy też źródłem mojej satysfakcji jest inwestowanie w infrastrukturę kultury. Rok 2013 był pod tym względem absolutnie rekordowy: blisko 1,2 mld w zaledwie 12 miesięcznym cyklu rozliczeniowym to już fakt, a nie plan.

Krakowskie środowisko naukowe apeluje do pana w sprawie likwidacji funduszu na renowację zabytków.

Kraków jest ostatnim miastem, które może narzekać na brak środków finansowych na zabytki zwłaszcza w ostatnich  20 latach. Brutto, wraz z innymi źródłami finansowania (środki europejskie i programy ministra plus SKOZK) daje sumę około 1 mld zł! To tyle, ile cała Polska otrzymała w ciągu ostatnich 10 lat. Dodam, iż Kraków jest na tyle ważny, iż szczególna pozycja powinna mieć swoją kontynuację, nie ma natomiast już dziś potrzeby utrzymywania aż takiej dysproporcji.

Największa porażka?

Brak ustawy medialnej.

Nie da się ukryć, że media publiczne mają problemy finansowe.

Zdecydowanie tak. Trochę na własne życzenie. Faktem natomiast jest brak zgody politycznej na określony model i poziom finansowania mediów publicznych.

Poruszamy się pomiędzy pomysłami na całkowitą prywatyzację, czyli likwidację mediów publicznych, aż po finansowanie jej w tak wysokim stopniu, by było możliwe jej funkcjonowanie bez udziału w rynku reklamowym. Sam jestem przekonany, iż duże europejskie państwo, o określonych doświadczeniach historycznych, a także ambicjach gospodarczych nie może dopuścić do sytuacji, by na naszym rynku funkcjonowały w finale jedynie „obce podmioty gospodarcze" w dziedzinie szeroko rozumianych rynków medialnych.

Z tego też powodu uważam, iż media publiczne powinny korzystać ze wsparcia publicznego, ale nie bez warunków. Tymi najważniejszymi są oczywiście jakość, wysokie wartości i standardy, a w konsekwencji coś, co w sposób nie do końca sprecyzowany nazywamy „misją publiczną". Brak zgody politycznej na określony model, jest dziś główną przeszkodą w doprowadzeniu do pozytywnego finału. Mam nadzieję, iż w roku 2014 uda się ten impas pokonać.

Prywatyzacja, chociaż jednego kanału TVP wchodzi w rachubę?

Nie. Bo nie o to chodzi. Podział rynku jest prawie optymalny. Nie negują tego także nadawcy prywatni. Ważne jest jedynie, by publiczna telewizja czy też radio nie konkurowały o widza czy słuchacza z mediami korzystającymi z tych samych ofert reklamowych, ale bez instytucjonalnej presji jakościowej.  Słupki oglądalności są ważne, ale dla mediów publicznych ważniejsza jest treść.

Ale z czegoś musi być finansowana.

Zgoda. Abonament dziś dla TVP to mniejszościowe źródło finansowania. Dla radia decydujące. Faktem też jest, iż dziś TVP ma nałożone liczne ograniczenia dotyczące emisji reklam (brak możliwości ich emitowania w czasie filmów, programów dla dzieci, wiadomości, transmisji sportowych), o czym zbyt często zapominamy.

Niemniej jednak, jeśli TVP chce mieć gwarancję udziału w puli środków publicznych, musi zbudować gwarancję właściwego wydania tych środków w kolejnej perspektywie. Zalicza się do nich  przede wszystkim profesjonalny zespół ludzi, od treści, nowych formatów, pomysłów realizacyjnych i oprzyrządowania technologicznego. Funkcje administracyjne mogą być silnie ograniczone, te produkcyjne muszą być nadzwyczajnie chronione. Telewizje publiczną mogą uratować jedynie twórcy o najwyższych kompetencjach. Przy skutecznej walce o jakość, nie będzie problemu z akceptacją wydatków i szans na kolejne bezpieczne ograniczenia pakietów reklamowych.

Na czym miałoby polegać bardziej restrykcyjne ograniczenie reklam?

Nie widzę potrzeby nadmiernych restrykcji. Natomiast stopniowe, dobrze zbudowane instytucjonalne ograniczenia mogą mieć dość prosty sposób realizacji, np. brak możliwości przerywania blokami reklamowymi kolejnych propozycji programowych albo też wyłączenia czasowe z możliwości emisji reklam. Do tego mogą dojść propozycje ograniczenia czasów bloków reklamowych itd.

Ważne jest jednak zbudowanie gwarancji pokrycia strat wynikających z tych kolejnych ograniczeń i misyjność telewizji publicznej w kształcie docelowym.

Czy opłata audiowizualna jest wystarczająca?

Jeżeli będzie powszechna, to 100 zł przy opłacie za rok z góry byłoby wystarczające.

Kiedy możemy się spodziewać, zapowiadanej od sześciu lat, ustawy medialnej?

Ustawa była w ostatnich latach gotowa dwukrotnie. Raz ją skutecznie zawetował prezydent, drugi raz poległa w głosowaniu w efekcie braku zgody na poziom dotacji z budżetu państwa. Trzecia próba nie może być nieudana.

Co blokuje przyjęcie ustawy medialnej i czy przed wyborami uda się ją przyjąć?

Wybory nie przeszkadzają w pracy nad tą ustawą. Ważna jest wysoce uprawdopodobniona zgoda polityczna i także, choć minimalna gwarancja ze strony mediów publicznych, iż pozyskane środki nie będą zmarnowane.

Jakie jeszcze porażki zanotował pan na swoim ministerialnym podwórku?

Poza ustawą są już tylko drobne i w skali innych przedsięwzięć nieistotne. To, co mnie martwi to raczej dość niski stopień wiedzy o skali rozmaitych wysiłków i sukcesów. MKiDN nie może przebić się z takimi informacjami, jak np. wyremontowanymi w ostatnich latach ponad 500 dachami na obiektach zabytkowych, otwarciem takich nowych przestrzeni jak centrum edukacji muzycznej w Lusławicach, wyremontowanymi obiektami teatralnymi w Olsztynie (Teatr Jaracza), Capitol we Wrocławiu, Teatr Witkacego w Zakopanem, zespół obiektów w Gardzienicach etc.

Wiele inwestycji adresowanych jest do najmłodszych. Reformy programów w szkołach także kierowane są do nich. Poprawianie kompetencji kulturowych to w ogóle najważniejszy priorytet.

Młodsze dzieci przyswajają wiedzę lepiej?

Tak. Zaczynamy już od sześciolatków. Nauka rytmu, tańca, ruchu, elementów muzyki, a także rysunku to zajęcia niezwykle ważne, a dla dzieci zazwyczaj niezwykle przyjemne. Dla dzieci starszych wprowadzono ponownie zajęcia z plastyki i muzyki, najpierw w nauczaniu zintegrowanym, a w klasach IV, V i VI  już jako przedmioty wyodrębnione i obligatoryjne.

Pod względem wprowadzaniach tych przedmiotów szkoły są przygotowanie na przyjęcie sześciolatków?

Zdecydowanie tak. Muzyka i plastyka są z pozoru najłatwiejszymi przedmiotami do przygotowania dla dzieci najmniejszych, bo dzieci chętnie uczestniczą w tych zajęciach. Ale z punktu widzenia odpowiedzialności za prawidłowy finał, zwłaszcza muzyka jest przedmiotem bardzo trudnym. Jeszcze nie osiągnęliśmy poziomu, na jaki ja liczę w pewnej perspektywie. Jesteśmy w połowie realizacji założonego programu. Za moment będzie czas na pełną satysfakcję.

Czy w końcu powstanie Muzeum Historii Polski?

Tak. Czekamy na oficjalne i finalne badania geologiczne dotyczące skarpy (warszawskiej – red.). Cały czas podkreślam, że nie wydam złotówki na kontynuację prac, dopóki nie będę miał gwarancji na całą kwotę. Czas zasady „wbije się łopatę, a potem jakoś to będzie" minął w resorcie bezpowrotnie. To jest jedyna sprawa, która wstrzymuje tą inwestycję.

Przypomnę też, iż konieczne było poszukiwanie nowej lokalizacji. Obecna była niezwykle ciekawa ze względu na równoległe propozycje odtworzenia traktu Ogrodów Królewskich. Dziś te dwie inwestycje dzieli niesprecyzowana przestrzeń czasowa. W znacznym stopniu komplikują to zwłaszcza rozwiązania obsługi komunikacyjnej.

Czy nie lepiej było wytypować inny film do nominacji do Oskarów niż „Wałęsę"? Ile ministerstwo wydało na dofinansowanie tego filmu?

Samo ministerstwo nie partycypowało w tej decyzji, byliśmy natomiast jej patronem. To nie była łatwa decyzja, dlatego, że rok 2013 pod względem propozycji filmowych był fenomenalny.

Nie traktuję tej nominacji w kategorii błędu. Film Andrzeja Wajdy miał wielki sukces  na festiwalu filmowym w Wenecji. W chwili obecnej dostał 89 zaproszeń na festiwale, w tym część już zrealizowana.

Wystarczy wspomnieć „Idę" i „Papuszę".

„Ida" i „Papusza", to byli alternatywni konkurenci „Wałęsy" Andrzeja Wajdy. Czy jeden z tych filmów nie uzyskałby nominacji, tego nie wiemy. Proszę jednak zwrócić uwagę, że w poprzednich latach wskazywano filmy autorów mniej znanych i wówczas padały zarzuty o trudność zbudowania właściwego zainteresowania wśród akademików. Tu i reżyser, i temat sam był atutem.

Nie traktuję tej nominacji w kategorii błędu. Film Andrzeja Wajdy miał wielki sukces  na festiwalu filmowym w Wenecji. W chwili obecnej dostał 89 zaproszeń na festiwale, w tym część już zrealizowana.

A te zaproszenia są efektem, jakości filmu o Wałesie, czy może rozpoznawalności reżysera i głównej postaci?

Z mojego punktu widzenia ten film jest ważniejszy dla świata niż dla Polski i przez ten świat ważny jest dla Polski.

Nie ma pan wrażenia, że historycznie „Wałęsa" jest, mówiąc delikatnie, dyskusyjny?

Przy tworzeniu scenariusza trwał pewien  spór między Andrzejem Wajdą a Januszem Głowackim, twórcą scenariusza. Dwie nieco rozbieżne wizje zakończyły się kompromisem. Z punktu widzenia artystycznego to zawsze gorzej, z punktu widzenia szans na większą akceptację zdecydowanie pewne uproszczenia były niezbędne.

Dla mnie ważne jest, że dzieła Andrzeja Wajdy takie jak „Katyń" czy „Wałęsa" wchodzą do historii kina i do tego będzie się wracać. W związku z tym wartości tego obrazu nie można mierzyć tylko ocenami dnia dzisiejszego, ale  pewną historią przekazów. Jestem pełen uznania dla Wajdy, że podjął decyzję o kręceniu filmu o bohaterze, który żyje i jest przedmiotem sporu, który sam od czasu do czasu swoimi wypowiedziami też nie ułatwia zadania. To nie jest łatwa sytuacja, ale fakt, że się udało, że panowie wspólnie razem się w wielu miejscach pojawili i odbierali wyrazy uznania, to ważne, bo były to wyrazy uznania dla nas, dla Polski, dla naszej historii. (...)

Cała rozmowa: rp.pl


bg Image