Multithumb found errors on this page:

There was a problem loading image 'images/kppo3/articles/crop-mhroP51I35sFMg5_180x130-0.png'
There was a problem loading image 'images/kppo3/articles/crop-mhroP51I35sFMg5_180x130-0.png'
crop-mhroP51I35sFMg5_180x130-0.png
Nie uważam, że nagle zrobimy rewolucję i w dwa lata scyfryzujemy cały kraj. Ale liczę na to, że możemy wprowadzić instrumenty, które pozwolą ruszyć do przodu. Zmiana w tym zakresie pozwoliłaby na powolną redukcję administracji - mówi minister administracji i cyfryzacji Rafał Trzaskowski. Czego od nowego ministra administracji i cyfryzacji mamy oczekiwać, że zostawi Polskę cyfrową? Dotychczasowe zapowiedzi PO o powszechnej informatyzacji okazały się mocno na wyrost.

Rafał Trzaskowski, minister administracji i cyfryzacji: Nikt nie oczekuje ode mnie natychmiastowej rewolucji. Kiedy składano mi propozycję objęcia tego resortu, poproszono mnie, bym skupił się na najważniejszych rzeczach, które będę w stanie zrealizować do końca kadencji. Mój poprzednik Michał Boni był rewelacyjnym strategiem. Mało jest ludzi, którzy mają wizję tego, jak państwo powinno wyglądać za 20 czy 30 lat. Może jednak dziś potrzebny jest pragmatyk, który zrobi to, co jest możliwe do zrealizowania w dwa lata.

Wcześniej nie zajmował pan stanowisk wykonawczych, nie zajmował się pan administracją ani cyfryzacją. W PE był pan w komisjach konstytucyjnej oraz jednolitego rynku.

Kilka lat pracowałem w UKIE [Urząd Komitetu Integracji Europejskiej – red.], ale to prawda, że przez 20 lat zajmowałem się sprawami traktatowo-konstytucyjnymi. Trudno jednak zainteresować nimi wyborców. Swą kampanię do PE oparłem na Internecie. Merytoryczne zajęcie się sprawami sieci już jako europoseł było więc czymś naturalnym. Wszystko, co robiłem w komisji jednolitego rynku, koncentrowało się na Internecie: np. dostęp do danych publicznych, kwestia cloud computingu (gromadzenie danych w chmurze), handel w Internecie, dostępność stron internetowych dla niepełnosprawnych czy ochrona danych osobowych.

Krytycy mówili, że ten resort w ogóle nie jest potrzebny. Michał Boni był świetnym doradcą premiera, ale w resorcie cyfryzacji się niezbyt sprawdził.

Uważam, że koncepcja istnienia takiego resortu jest słuszna. W większości krajów europejskich tworzy się albo duże części innych resortów poświęcone cyfryzacji, albo powołuje osobne ministerstwa. W kilku krajach połączono cyfryzację z resortem finansów, gospodarki lub administracją.

Ale w Polsce to patchwork. Co mają wspólnego z cyfryzacją np. Kościoły, mniejszości narodowe czy poczta?

Minister Boni miał koncepcję, by przez pocztę realizować ważne wyzwania cyfryzacyjne. W rządowym dziale „administracja" były także wyznania i mniejszości, stąd razem z administracją trafiły do nas przy podziale MSWiA. Dziś dokładnie analizuję, czy wszystkie elementy pasują do tej układanki. Proszę nie oczekiwać jednak, że po miesiącu będę miał gotową ostateczną wizję ministerstwa.

Na jakich projektach by się pan chciał teraz skupić? Co pan zdoła zrobić w owe 2 lata?

Przede wszystkim dokończenie wydatków z budżetu UE na lata 2007–2013, których rozliczenia musimy zamknąć do 2015 roku. Równolegle musimy kontynuować dwa duże projekty – budowy sieci szerokopasmowego Internetu oraz zintegrowany program informatyzacji państwa, czyli świadczenie przez państwo usług na rzecz obywatela drogą elektroniczną. Musimy skończyć projekty szerokopasmowe w poszczególnych województwach do początku 2015 r. Jeśli chodzi o państwo w Internecie – mamy problem z ePUAP [elektroniczna Platforma Usług Administracji Publicznej], czyli głównym projektem cyfryzacji państwa, który nie był skonstruowany w sposób idealny i teraz są z nim problemy. ePUAP musi zostać unowocześniony i zmieniony. Skłaniam się ku temu, by oprzeć go na innej koncepcji. Budowano go jako portal, który miał przejąć od innych instytucji rozmaite funkcjonalności, plus gromadzić u siebie nowe e-usługi. To zbyt ambitne i prowadzi do konfliktu między nami a innymi resortami, bo oznaczałoby przejęcie ich pracy. Lepszą koncepcją jest stworzenie z ePUAP punktu dostępu, portalu kierującego do różnych ministerstw, które oferują usługi cyfrowe. Wartością dodaną samego ePUAP jest natomiast profil zaufany. Udoskonalony mógłby nam służyć jako jeden kod PIN, za pomocą którego moglibyśmy korzystać z tych wszystkich e-usług. W dodatku bezpieczniej mieć te usługi rozproszone. Zhakowanie rozbudowanego ePUAP mogłoby oznaczać paraliż państwa.

Kiedy ten nowy ePUAP będzie działać?

To perspektywa tego roku, zakładając, że uda nam się to wszystko udoskonalić. Już dziś mamy niezłe e-usługi, ale nie są one – jak to się w slangu mówi – „dojrzałe". Dziś można nauczyć się skomplikowanej procedury i wysłać PIT do urzędu skarbowego. Dojrzała usługa polega jednak na tym, że to urząd wysyła nam wypełniony PIT i pyta, czy się wszystko zgadza. Problemem nie jest więc to, że tych usług nie ma, lecz że nie są one w pełni rozwinięte i że nie współpracują. Elektronicznie można załatwić tylko część spraw, reszta wciąż wymaga wizyty w urzędzie. Chcemy zmierzać do tego, by obywatel mógł większość spraw administracyjnych załatwić przez Internet – zdobyć akt urodzenia, zaświadczenie do głosowania itp. Jeśli będzie jedno miejsce w sieci, w którym wszystko to będzie dostępne, a logować będzie się można za pomocą jednego kodu PIN, wtedy to się może udać.

Gdy wprowadzano eWUŚ, okazało się, że niektóre szpitale nie mają dostępu do Internetu.

Dlatego te działania są wielotorowe. Po pierwsze, chcemy polepszyć kompetencje cyfrowe obywateli. Nawet ci, którzy uważają się za relatywnie biegłych w sprawach komputerowych, często mają niewystarczające umiejętności. Po drugie – dostęp do Internetu. Założenie jest takie, że robi to rynek. Tam, gdzie rynkowi przestaje się to opłacać, zwrotną pomoc oferuje państwo, a tam, gdzie to się w ogóle nie opłaca, sieci buduje państwo – najpierw poprzez sieć szkieletową, a potem przez dostarczenie Internetu do poszczególnych placówek i domów. Trzecia rzecz to wspomniane wejście do Internetu administracji państwa ze swoimi usługami. Te trzy cele trzeba realizować równolegle. Usługi przez Internet, gdy obywatele nie mają dostępu do sieci lub nie wiedzą, jak z nich korzystać, nie mają sensu.

Podpis elektroniczny – niezbędny do załatwiania spraw urzędowych przez Internet – na razie się nie sprawdził. Ma pan pomysł, jak go upowszechnić?

Myślimy o tym, żeby ułatwić zdobywanie e-podpisu, czyli wspomnianego już profilu zaufanego – choćby podczas wyrabiania dowodu osobistego. Przede wszystkim jednak profil ten musi być bezpieczny i powszechnie stosowany. Dziś jest mało popularny, bo ludzie nie do końca są świadomi, co mogą z państwem za jego pomocą załatwić. MSW powinno być już niedługo gotowe z systemem CEPiK, gdzie będzie można sprawdzić historię pojazdu, który się kupuje. Do tego dodajmy dwie inne funkcje – np. uzyskiwanie przez Internet kopii aktu urodzenia oraz zaświadczenia na wybory. Jedna, dwie proste rzeczy wystarczą, aby obywatele zauważyli, że warto załatwiać sprawy urzędowe w sieci. Dopiero potem powinno się dodawać większą liczbę nowych funkcji. Nie uważam, że nagle zrobimy rewolucję i w dwa lata scyfryzujemy cały kraj. Ale liczę na to, że możemy wprowadzić instrumenty, które pozwolą ruszyć do przodu. Zmiana w tym zakresie pozwoliłaby na powolną redukcję administracji, co było przecież jednym z postulatów PO.

Polacy szybko weszli do Internetu, mamy świetne firmy programistyczne, państwo zaś zostaje daleko w tyle. Wszystkie ważne projekty, od ZUS, przez eWUŚ, e-administrację, po CEPiK, były opóźnione. To jakieś fatum?

Administracja jest zawsze choć trochę spóźniona w stosunku do rynku, jeśli chodzi o wykorzystanie nowoczesnych rozwiązań cyfrowych. Pytanie oczywiście, na ile państwo może zostać z tyłu. Opóźnienia wynikały z bardzo wielu czynników. Problemem było to, że każdy resort robił swoje, nie było wymiany doświadczeń ani współpracy. Po to powstał MAiC, po to powstał rządowy Komitet ds. Cyfryzacji, przez który muszą teraz przejść wszystkie projekty powyżej 5 mln złotych, aby narzucać innym resortom pewne standardy. Prócz tego były też problemy korupcyjne, które spowodowały zamrożenie przez Komisję Europejską części środków. (...)

Cała rozmowa: rp.pl


bg Image