Multithumb found errors on this page:

There was a problem loading image 'images/kppo3/articles/crop-M0rz1HzE1MRnShM_180x130-0.png'
There was a problem loading image 'images/kppo3/articles/crop-M0rz1HzE1MRnShM_180x130-0.png'
crop-M0rz1HzE1MRnShM_180x130-0.png
Unia będzie rozmawiać z Rosją wyłącznie na poziomie technicznym, w bardzo wąskim zakresie na temat konsekwencji dla handlu po ewentualnym wprowadzeniu umowy stowarzyszeniowej z Ukrainą - mówi wiceprzewodniczący Europejskiej Partii Ludowej oraz członek komisji spraw zagranicznych i komisji budżetowej Parlamentu Europejskiego Jacek Saryusz-Wolski.

"+Super Express+: - Po wtorkowym szczycie Unia-Rosja, na którym zadeklarowano konsultacje z Moskwą umów stowarzyszeniowych w ramach Partnerstwa Wschodniego, nie ma pan wrażenia, że ten projekt jest na wymarciu?

Jacek Saryusz-Wolski: - Musimy być precyzyjni co do ustaleń szczytu. Unia będzie rozmawiać z Rosją wyłącznie na poziomie technicznym, w bardzo wąskim zakresie na temat konsekwencji dla handlu po ewentualnym wprowadzeniu umowy stowarzyszeniowej z Ukrainą. Chodzi o to, czy strefa wolnego handlu z Ukrainą i produkty, które będą trafiać na tamtejszy rynek, nie będą ze szkodą dla rynku rosyjskiego reeksportowane do Rosji.

- Pod przykrywką tych konsultacji nie dojdzie do ingerencji Moskwy w politykę wschodnią UE?

- Unia wykluczyła jakiekolwiek trójstronne rozmowy na ten temat. Nie daje Rosji prawa głosu ani wglądu w jej politykę wschodnią. Od dawna ustami szefa KE José Barroso, ale także innych przedstawicieli UE, mówi, że do rozmów bilateralnych nie dopuszcza stron trzecich. Natomiast chce z Rosją rozmawiać, czy ta ma jakiś problem z niejasnościami, kto i do kogo eksportuje. Będą to rozmowy techniczne dotyczące spraw handlowych, a nie politycznych.

- Gernot Erler, nowo mianowany pełnomocnik rządu Niemiec ds. Rosji, mówił, że Unia popełniła błąd, nie biorąc pod uwagę ewentualnych napięć z Moskwą wokół podpisania umowy stowarzyszeniowej z Ukrainą. Dodał także, że trzeba unikać napięć między Partnerstwem Wschodnim a rosyjską Unią Celną. A przecież tych napięć nie da się uniknąć, jeśli poważnie myślimy o europejskiej polityce wschodniej. Czy klimat dla polityki wschodniej UE prowadzonej w ramach Partnerstwa Wschodniego się nie zmienił na niekorzyść tego projektu?

- Bardzo krytycznie podchodzę do tego, co mówi pan Erler, ale chciałbym zwrócić uwagę, że jest przedstawicielem koalicji rządzącej w Niemczech, a nie Unii Europejskiej.

- Niemcy to jednak czołowy kraj Unii, którego stanowisko wpływa na politykę całej Wspólnoty. Skoro takie tendencje pojawiają się w rządzie niemieckim, to nie zostaną przyjęte przez Brukselę?

- To daleko idące uproszczenie. Zakładanie, że to, co powie ktoś z rządu niemieckiego, staje się automatycznie stanowiskiem Unii, jest nieprawdziwe. Oczywiście każdy kraj ma mniejszy lub większy wpływ na politykę Brukseli, ale od tego, co mówi koalicjant kanclerz Merkel, do przyjęcia tego jako obowiązującego stanowiska całego rządu jeszcze daleko. A jeszcze dalej do tego, aby zarazić takim myśleniem całą Unię Europejską.

- Ale czy powinno niepokoić, że tego typu myślenie, jakie prezentuje pan Erler, pojawia się w kręgach władzy tak ważnego kraju jak Niemcy?

- Oczywiście, to niepokojące słowa. Nie zgadzam się, że kształtując sąsiedzkie stosunki UE z państwami Partnerstwa Wschodniego powinniśmy uwzględniać sprzeciw Rosji. Ale, jak powtarzam, nie można tego typu myślenia utożsamiać ze stanowiskiem Unii jako całości. Prorosyjskie poglądy pana Erlera są znane w Europie. Sytuacja zmieniła się o tyle, że SPD, którego jest członkiem, weszła do rządu. Niemniej między stanowiskiem niemieckich socjaldemokratów a stanowiskiem całego rządu, w którym dominuje jednak CDU, jest ogromna przepaść. (...)"

Cała rozmowa: "Super Express", Nr 27(6916), str. 5


bg Image