Multithumb found errors on this page:

There was a problem loading image 'images/kppo3/articles/crop-248DAcdO30UOtl4_180x130-0.png'
There was a problem loading image 'images/kppo3/articles/crop-248DAcdO30UOtl4_180x130-0.png'
crop-248DAcdO30UOtl4_180x130-0.png
Ustalimy sumę na ucznia dla danego poziomu i szkoła będzie miała wybór: kupić podręczniki na rynku albo skorzystać z państwowych e-podręczników - mówi minister edukacji narodowej, Joanna Kluzik-Rostkowska.

Piotr Pacewicz: W czyjej głowie narodził się pomysł podręcznika za darmo?

Joanna Kluzik-Rostkowska: To pomysł rządowy z entuzjastycznym poparciem premiera. Odpowiedź na oczekiwania rodziców obarczanych rosnącymi wydatkami na podręczniki. Rynek jest wolny tylko po stronie wydawców, którzy proponują produkt i ceny. Rodzic nie ma wyjścia - nauczyciel zdecydował, on musi kupić.

Podobnie jest z rynkiem mleka, ale rząd nie zakłada mleczarni.

Jest inaczej! Kupujący mleko podejmuje decyzję sam. Ciekawe, jak by wyglądał ten rynek, gdyby o tym, jakie mamy kupić mleko, decydował pośrednik.

Premier powtarza, że podręcznik będzie "obowiązkowy". To sprzeczne z ustawą oświatową i Kartą nauczyciela, które gwarantują nauczycielom wybór.

 Odsyłam do niedawnej czołówki "Wyborczej". Nauczyciele przyznają, że o wyborze podręcznika decydowała oferta uzupełniająca, a nie sam podręcznik. MEN nie ma dobrych doświadczeń z wydawcami. Kiedy ogłosiliśmy plany e-podręcznika, zgłosiły się tylko dwa wydawnictwa. Biznesowo ich rozumiem. Uznali, że stracą na darmowej konkurencji. Ale gdybym teraz ogłosiła, że rząd może kupić od nich podręcznik za rozsądną cenę, to efekt mógłby być taki sam. Okazałoby się, że nie mamy partnera.

Ale czy będzie obowiązkowy?

Zapiszemy ustawowo, że Ministerstwo Edukacji Narodowej zapewnia każdemu pierwszoklasiście podręcznik, który będzie własnością szkoły.

Jeśli szkoła chce skorzystać z innego podręcznika, to może, o ile spełni dwa warunki. Po pierwsze, musi być - jak nasz - bezpłatny dla rodziców, czyli zapłaci organ prowadzący. Jak nauczyciel przekona swój samorząd do podręcznika za 250 zł, to proszę bardzo.

Śmiejesz się z takiego "wyboru"...

Drugi warunek: musi spełniać wymogi wielokrotnego użycia, czyli dziecko niczego w nim nie wpisuje, nie wycina, nie przykleja. Oczywiście wybór podręcznika to w edukacji wartość. Tyle że nauczyciele wybierają z dostępnej oferty, czyli wybierają zeszyty ćwiczeń. Wydawca za nich decyduje, w jakim rytmie mają pracować, nie zostawia czasu na swobodne działania. Chcemy zbić absurdalnie wysokie ceny podręczników oraz osłabić dyktowanie nauczycielom, jak mają pracować.

Rodzice kupują pakiety edukacyjne, tzw. boksy. Podręcznikom towarzyszą m.in. scenariusze lekcji, według których nauczyciele mogą uczyć. To też ci przeszkadza?

Nauczyciele czują się zobowiązani do realizacji wszystkiego, co pojawiło się w "boksie" - krok po kroku, pierwszy zeszyt otwierają we wrześniu, ostatni zamykają w czerwcu. Chcemy wrócić - to postulat nauczycieli - do czegoś, co można naprawdę nazwać podręcznikiem.

Przeglądałem "boksy" kilku wydawnictw. Luksusowe, na pięknym papierze, aż się chce z nich korzystać. Ćwiczenia na prowadzenie ręki, zgadywanki uczące czytać, fajne ćwiczenia manualne, np. sznurowanie buta z kartonu, wycinanki, gry, tablice przyrodnicze, płyty (Zamachowski czyta Brzechwę), wielowarstwowe infografiki. Jakość kosztuje, ale zachęca do nauki.

Doceniam materiały, które pomagają prowadzić dziecku rękę, ale nie muszą być na papierze albumowym. Też przygotujemy dodatkowe materiały, zawisną w internecie do ściągnięcia za darmo.

Zachęcamy do powrotu do tradycyjnych zeszytów. Dzieci powinny same stawiać kropki, przecinki, wielkie litery. Dziś bywa, że wypełniają jedynie przestrzeń w środku zdania. Kiedy pokażemy pierwszą część podręcznika, poprosimy nauczycieli o pomoc w budowaniu zasobów dodatkowych. Nasz podręcznik w przeciwieństwie do dzisiejszych będzie wolny - prawa autorskie nie wykluczą swobodnego korzystania, miksowania, dodawania materiałów. Teraz tylko wydawca może proponować dodatki do podręcznika, co wpływa na koszty.

Nauczyciele boją się, że będzie im trudniej uczyć, zaciekawić uczniów. Wrócą szare kserówki.

Specjaliści mówią, że doprowadziliśmy to wszystko do przesady. Nie widzę niczego złego w tym, że podręczniki trzeba będzie oddać szkole. Odwrotnie - to uczenie szacunku dla książki. Boli mnie serce, gdy dzieci bazgrolą po podręcznikach, bo ktoś tak wymyślił, mając na uwadze zyskowność firmy.

Premier mówił o waszym podręczniku, jakby to miała być jedna książka.

Za chwilę dostanę z Ośrodka Rozwoju Edukacji [podlega MEN] wstępny szpigiel. Będą pewnie cztery części, żeby dziecko nie nosiło zbyt wiele, plus materiały dla nauczycieli. Zawiesimy je w sieci już przed wakacjami. Do szkół dotrą na czas w wersji papierowej. (...)

Cała rozmowa: wyborcza.pl


bg Image