Multithumb found errors on this page:

There was a problem loading image 'images/kppo3/articles/crop-kEfeepCFlBMlaa1_180x130-0.png'
There was a problem loading image 'images/kppo3/articles/crop-kEfeepCFlBMlaa1_180x130-0.png'
crop-kEfeepCFlBMlaa1_180x130-0.png
Może nie jestem teraz w miejscu, w którym chciałbym być. Sytuacja być może jest trudna, ale - i chciałbym, żeby to zabrzmiało bardzo serio - to ja sam, i tylko ja będę decydował o mojej przyszłości - podkreślał Grzegorz Schetyna w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej".

Jacek Harłukowicz: Za dwa tygodnie kończy pan 51 lat. W jakim momencie swojego życia, tego politycznego, jest dzisiaj Grzegorz Schetyna?

Grzegorz Schetyna: W połowie.

W połowie czego?

- W połowie do setki (śmiech).

Pytam, bo w stosunkowo niedługim czasie, i to kiedy partia, której jest pan członkiem, cały czas była u władzy, stracił pan kolejno stanowisko wicepremiera, szefa klubu parlamentarnego, marszałka Sejmu, wiceprzewodniczącego Platformy i jej szefa na Dolnym Śląsku.

- Wolę patrzeć na to z innej strony: że jakoś udało mi się uzyskać te wszystkie stanowiska i że to nie przypadek. Na szklankę zawsze można patrzeć tak, że jest w połowie pusta albo że w połowie pełna. Ja zawsze wybieram ten drugi wariant.

Teraz jest chyba jednak bardziej pusta niż pełna.

- Po pewnych bardzo intensywnych etapach w moim życiu jestem przed jakimś nowym rozdziałem. Nie wiem jeszcze, jak będzie on wyglądał, ale wiem na pewno, że będzie. Polityka w Polsce jest bardzo dynamiczna, więc nie można niczego zakładać, twierdzić, że coś będzie na pewno. Tu, tak samo jak w życiu, zawsze coś się kończy, ale i coś zaczyna. A ja jestem tego przykładem: nigdy przecież nie podejrzewałem, że dane mi będzie być współtwórcą największej polskiej partii, odbierać PiS-owi władzę, a potem tworzyć rząd i być w nim wicepremierem.

Ale kiedy się to wszystko traci, i kiedy nie jest to wynikiem przegranych wyborów, tym bardziej rodzi się pytanie: co tak właściwie się stało? Do tej pory nikt nigdy oficjalnie nie wytłumaczył Polakom, co takiego zaszło między panem i Donaldem Tuskiem, że wasze drogi się rozeszły.

- To bardzo dobre pytanie, tyle że z rodzaju tych, na które odpowiedzi znajduje się dopiero na emeryturze politycznej. Ja emerytem jeszcze się nie czuję, więc na wyjaśnienia przyjdzie jeszcze czas.

A może to już czas, by pomyśleć o życiu poza polityką?

- Zawsze o tym myślę, bo ja mam życie poza nią. Ale polityka mnie wciągnęła. Ostatnio wciąż słyszę: "masz 50 lat, to dla polityka tyle co nic", i ja wiem, że to prawda. Że życie składa się z różnych etapów. Dlatego jeszcze się nie żegnam. Może nie jestem teraz w miejscu, w którym chciałbym być. Sytuacja być może jest trudna, ale - i chciałbym, żeby to zabrzmiało bardzo serio - to ja sam, i tylko ja będę decydował o mojej przyszłości.

Ta przyszłość wciąż związana jest z Platformą Obywatelską?

- Platforma to był świetny projekt.

Był?

- Był, kiedy go tworzyliśmy. To był projekt zupełnie nowy, stał się wielki i zbudował zupełnie nową jakość w polityce. Dziś trzeba zrobić wszystko, by to nie była wyłącznie partia władzy, jaką po siedmiu latach rządzenia się stała, ale również partia, której o coś chodzi.

Mocne słowa... A przestało?

- Siłą rzeczy. Bo kiedy wygrywa się po raz kolejny wybory: samorządowe, potem parlamentarne i znów samorządowe i parlamentarne, to władza staje się najważniejsza. Nie dla samej władzy, ale dlatego, że to w końcu przez nią ma się wpływ na rzeczywistość. Jednocześnie jednak zaczyna się ulegać złudzeniu, że ludzie cię akceptują takim jakim jesteś, że to właśnie ty masz rację i że jesteś lepszy od innych.

To dziś główny zarzut pod adresem Platformy, wysuwany również przez jej dawnych zwolenników: że stała się partią ciepłej wody w kranie.

- Jeszcze że nie jest śmiała i nie tworzy reform, ale to w czasach szalejącego kryzysu zrozumiałe. Trzeba było przeprowadzić Polskę przez trudny czas tak, żeby ludzie odczuli to jak najmniej. I mam wrażenie, że to nam się udało. Ale kiedy już się udało, gdy wychodzi się na prostą, to trzeba usłyszeć ten dzwonek wzywający do ostatniego sprintu. Wziąć oddech i jeszcze przyspieszyć.

Ja wciąż wierzę, że Platforma to wielki projekt. Mogę być oczywiście zawiedziony, że przegrałem wybory na Dolnym Śląsku, mogę obawiać się, czy to będzie ta sama Platforma, którą budowałem przez 13 ostatnich lat i o którą walczyłem. To wszystko, przynajmniej w wymiarze regionalnym, okaże się w ciągu najbliższych tygodni. Stawka jest bardzo wysoka, bo od tego, co się teraz wydarzy, zależeć będzie, czy za dziesięć miesięcy będziemy w stanie wygrać tu kolejne wybory samorządowe.

Współtworzył pan dolnośląską politykę Platformy, był jej głównym kreatorem. Dziś jednak nowy przewodniczący Jacek Protasiewicz dokonuje zwrotu o 180 stopni. Pan głośno protestował przeciwko współpracy z Rafałem Dutkiewiczem, mówił o tym, że wchodząc z nim w układ jeszcze przed listopadowymi wyborami, Protasiewicz wywiesza białą flagę i kapituluje.

- Dolnośląską politykę do niedawna kreowaliśmy z Jackiem Protasiewiczem wspólnie. Przecież przez ostatnie siedem lat on był moim zastępcą, do tego szefem wrocławskich struktur. W ciągu ostatnich kilkunastu tygodni zmienił jednak zdanie. Zrobił to, by się ode mnie odróżnić, bo szykował się do rywalizacji o fotel szefa regionu. I ja nie mam o to pretensji. Uważam jedynie, że po tylu deklaracjach, jakie złożył, będzie mu teraz bardzo trudno zapewnić Platformie korzyść w układzie, do którego dzisiaj prowadzi.

Ja wciąż doskonale pamiętam, że stając do wyborów przewodniczącego PO na Dolnym Śląsku, w Karpaczu i wcześniej, obiecując szerokie porozumienie z Rafałem Dutkiewiczem, Protasiewicz mówił, że z jednej strony polegać będzie ono na współpracy w województwie, ale z drugiej na dopuszczeniu Platformy do współdecydowania o losach Wrocławia. Dziś tyle słychać o rozmowach koalicyjnych w sejmiku, a ja nie usłyszałem do tej pory o żadnej propozycji Dutkiewicza dla Platformy we Wrocławiu. Choćby o stanowisku wiceprezydenta. Mówimy tylko o tym, co mamy Dutkiewiczowi oddać. W imię czego?

Dutkiewicz ogrywa Protasiewicza?

- Na razie jeszcze nic się nie zdarzyło. To wszystko to tylko zwykłe negocjacje: słowa, słowa i żadnych konkretów. Jeśli jednak układ sił we Wrocławiu nie zostanie wpisany do rozmów o koalicji w sejmiku, to moim zdaniem Platforma będzie miała ogromny problem. Bo będzie to sygnał, że nie chcemy aplikować o realizowanie tutaj swoich pomysłów. Mówiłem o tym przed Karpaczem i mówiłem później: jest miejsce na rozmowę o współpracy z Rafałem Dutkiewiczem. Ale taka rozmowa musi odbywać się po wyborach.

Lada moment zostanie wymieniony marszałek województwa. Odwołany ma zostać kojarzony z panem Rafał Jurkowlaniec. To pana zdaniem realizacja nowej koncepcji, czy raczej pozbawianie Schetyny ostatecznego wpływu na politykę w regionie?

- Nie wiem dlaczego Jurkowlaniec, który był najpierw bardzo dobrym wojewodą, a teraz jest bardzo dobrym marszałkiem - stworzył świetny budżet dla województwa, wynegocjował wysokie środki z Unii Europejskiej - i o którym nikt złego słowa nie mówi, jest wymieniany na 10 miesięcy przed wyborami. (...)

Cała rozmowa: wyborcza.pl

bg Image