Multithumb found errors on this page:

There was a problem loading image 'images/kppo3/articles/crop-1z4Jm04j7SJh3qR_180x130-0.png'
There was a problem loading image 'images/kppo3/articles/crop-1z4Jm04j7SJh3qR_180x130-0.png'
crop-1z4Jm04j7SJh3qR_180x130-0.png
W sprawie Mariusza T. zostały dochowane wszystkie procedury prawne - mówił minister sprawiedliwości, Marek Biernacki. We wtorek Mariusz T. zakończył odbywanie kary w rzeszowskim więzieniu. Wobec zabójcy czterech chłopców toczy się postępowanie dotyczące wniosku o uznanie go za osobę niebezpieczną i umieszczenie mężczyzny w ośrodku w Gostyninie. Kolejna rozprawa w tej sprawie odbędzie się 3 marca.

Minister sprawiedliwości Marek Biernacki wyjaśnił w "Jeden na jeden", że nie widzi powodów do swojej dymisji w związku ze sprawą T. Jak podkreślił, do tej pory nie było żadnej sytuacji, która wskazywałaby na błędy kierowanego przez niego resortu. - Żadnego błędu ministerstwa nie było - zapewnił.

Dodał, że powodem do dymisji będzie dla niego niekorzystna decyzja Trybunału Konstytucyjnego na temat zgodności ustawy o nadzorze nad groźnymi przestępcami z konstytucją.  - Mój licznik bije cały czas - przyznał Marek Biernacki.

Muszę zrealizować swoje zobowiązanie, musi dojść do posiedzenia Trybunału - powiedział minister wykluczając swoją dymisję w tej chwili.

W poniedziałek dyrektor rzeszowskiego więzienia złożył do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. W celi T. miały zostać znalezione materiały o treści pornograficznej z udziałem nieletnich. Prokuratura stwierdziła jednak, że nie ma podstaw do wszczęcia śledztwa w tej sprawie.

Marek Biernacki bronił dyrektora rzeszowskiego zakładu karnego i podkreślił, że śledztwo w tej sprawie dalej trwa. Odpierał również zarzuty dotyczące tego, że znalezienie materiałów w celi T. jest prowokacją, która miała na celu nie dopuszczenie do tego, by mężczyzna opuścił zakład karny. Zapewnił, że materiały nie mogły być podrzucone, bo cela T. była monitorowana.

Tego typu cele są ściśle monitorowane. W takich celach rejestrowanych przez kamery non stop nie można nic podłożyć. A jak się coś podłoży, to będzie to zarejestrowane przez kamery - tłumaczył minister. Zdaniem Marka Biernackiego, głosy krytyki, które spłynęły na dyrektora rzeszowskiego zakładu karnego i ministerstwo sprawiedliwości wynikają z "nieprawdopodobnej presji", jaka została wytworzona wokół ustawy o nadzorze nad groźnymi przestępcami.

W ocenie Marka Biernackiego dyrektor rzeszowskiego więzienia nie mógł postąpić inaczej. - Dyrektor otrzymuje protokół o znalezieniu rzeczy, których tam ( w celi T. - red.) nie powinno być. I co robi dyrektor? W żadnym wypadku tych informacji nie może schować do biurka, choć być może dla mnie byłoby lepiej, gdyby to zrobił - wyjaśnił Marek Biernacki, dodając, że jeśli nie złożyłby zawiadomienia, "byłby skończony jako dyrektor".

Zapytany o to, czy dyrektor konsultował z nim swoją decyzję o złożenia zawiadomienia, Marek Biernacki stwierdził, że "w żadnym wypadku". - Dyrektor zakładu karnego jest osobą suwerenną - zapewnił minister sprawiedliwości.

Dzień wcześniej wiceminister sprawiedliwości Michał Królikowski przyznał reporterowi "Faktów", że choć "wszystkie te decyzje są decyzjami dyrektora zakładu karnego", rozmowa na temat sprawy T. się odbyła. - Rozmawialiśmy tylko, że w obecnych warunkach procesowych można zrobić to albo tamto. Konsultowaliśmy się, co jest słuszne. Decyzję dyrektor podjął sam - przekonywał wiceminister.

Źródło: tvn24.pl


bg Image