Multithumb found errors on this page:

There was a problem loading image 'images/kppo3/articles/crop-BQ9U7pez7yaAal6_180x130-0.png'
There was a problem loading image 'images/kppo3/articles/crop-BQ9U7pez7yaAal6_180x130-0.png'
crop-BQ9U7pez7yaAal6_180x130-0.png
Konflikt polityczny na Ukrainie został podsycony interwencją rosyjską. Gdy podpisanie umowy stowarzyszeniowej z UE było na wyciągnięcie ręki, Putin rzucił wszystko na szalę - mówi poseł do Parlamentu Europejskiego Paweł Zalewski w rozmowie z Joanną Miziołek.

Ukraina jest u progu wojny domowej?
Nie. Wojna domowa jest w Syrii, gdzie wojska są po obu stronach barykady. Nie sądzę, aby tak się stało na Ukrainie. Tu mamy do czynienia z konfliktem społeczeństwa z rządem. Podziały polityczne są wtórne, bo opozycja przyłączyła się do obywatelskiego Majdanu. Sama nie byłaby w stanie zmobilizować ludzi, bo Ukraińcy systematycznie tracą zaufanie do polityków. Niestety, taka forma konfliktu powoduje, że żadna ze stron nie ma pełnej kontroli nad sytuacją. Wszyscy siedzą na beczce prochu. Jedna iskra może wywołać wielki wybuch. Przejawia się to w starciach, których efektem są ofiary śmiertelne.

Kilkadziesiąt osób nie żyje, a blisko tysiąc jest rannych. Jakie instrumenty działania ma Unia Europejska?
Konflikt polityczny na Ukrainie został podsycony interwencją rosyjską. Gdy podpisanie umowy stowarzyszeniowej z UE było na wyciągnięcie ręki, Putin rzucił wszystko na szalę. Każdy środek był dobry - od gróźb przez obietnice pomocy, od szantażu do fałszywej troski - byleby tylko nie pozwolić Ukrainie na dokonanie europejskiego wyboru. Gigantyczna presja rozpoczęła się blokadą granicy handlowej w sierpniu ubiegłego roku przez Rosję. W końcu doprowadziła do podjęcia przez prezydenta Janukowycza sprzecznej z interesami Ukraińców decyzji. Unia w dalszym ciągu ma instrumenty, dzięki którym mogłaby doprowadzić do pozytywnego rozwoju sytuacji na Ukrainie. Kłopot polega na tym, że do tej pory nie miała woli, aby tych instrumentów użyć. Jednym z nich jest przygotowanie planu pomocy na rzecz ratowania budżetu Ukrainy - oczywiście uwarunkowanego reformami gospodarczymi i politycznymi, oraz wsparcie dla reform, które na Ukrainie powinny być podjęte i powinny być konsekwencją podpisania umowy stowarzyszeniowej. Kryzys polityczny na Ukrainie pogłębia kłopoty gospodarcze, ale ten kryzys był widoczny w ubiegłym roku. Wszyscy wiedzieliśmy o tym, że kryzys budżetowy może doprowadzić do zapaści funkcji państwa na Ukrainie w ciągu kilku tygodni. To się teraz dzieje na naszych oczach. Pierwsza rata pieniędzy z Rosji, która wpłynęła pod koniec ubiegłego roku, dała wytchnienie na kilka tygodni, ale w tym momencie budżet staje się niewydolny, już niedługo nie będą wypłacane pensje, zasiłki. To obnaży stan funkcjonowania Ukrainy. A więc potrzebna jest Unia, która przedstawi plan reform wynikający z umowy stowarzyszeniowej. Użyłem sformułowania "przedstawi plan reform", choć te reformy są już znane, ale dziś potrzebna jest pewna propozycja z zewnątrz. Oprócz pomocy ze strony UE, także USA mogłyby się zaangażować w mediacje między opozycją a rządem. Mimo tragedii w Kijowie nie jest na nią za późno. Ale musi być do tego wola polityczna.

Kiedy rozpoczną się mediacje?
Mam nadzieję, że świadomość sytuacji na Ukrainie skłoni przywódców europejskich do tego, aby takich mediacji się podjąć. Dzisiaj niestety mówi się więcej o sankcjach niż o aktywnym zaangażowaniu Unii, które rzeczywiście mogłoby pomóc w rozwiązaniu konfliktu. Trzeba mieć świadomość, że sankcje do niczego nie doprowadzą. Będą bolesne dla rządu, ale w żaden sposób nie pomogą zwykłym Ukraińcom. Jeżeli Unia zamiast aktywnej mediacji skupi się tylko na sankcjach, będzie to oznaką, że skapitulowała przede wszystkim przed prezydentem Putinem. Bo to on jest odpowiedzialny za krew, która przelała się na Majdanie. (...)

Cała rozmowa: polskatimes.pl


bg Image