Multithumb found errors on this page:

There was a problem loading image 'images/kppo3/articles/crop-ogXb95D162ZTa8a_180x130-0.png'
There was a problem loading image 'images/kppo3/articles/crop-ogXb95D162ZTa8a_180x130-0.png'
crop-ogXb95D162ZTa8a_180x130-0.png
Oprócz tematu debaty, chcielibyśmy poznać też nazwisko tego, który w gabinecie cieni Jarosława Kaczyńskiego, będzie pełnił funkcję ministra zdrowia. Uniki i pokazywanie bliżej nieokreślonego grona ekspertów to rozmowa na dużym poziomie ogólności - mówił wiceminister zdrowia Sławomir Neumann odnosząc się do zapowiadanej przez PiS debaty o służbie zdrowia.

Czy pan i minister zdrowia staniecie naprzeciw ekspertów Prawa i Sprawiedliwości w debacie o zdrowiu 3 marca?

Nie wiem czy akurat 3 marca, bo to jest data prezesa PiS. Jarosław Kaczyński zaprosił na debatę premiera, ale na wieść, że na debacie o zdrowiu powinien być minister zdrowia jakoś pozytywnie nie reaguje. Nie wiem, czy prezes Kaczyński będzie chciał debatować o zdrowiu z ministrem zdrowia.

Jesteście gotowi na taką debatę?

Tak. Chcielibyśmy ją też jakoś usystematyzować. Oprócz tematu debaty, chcielibyśmy poznać też nazwisko tego, który w gabinecie cieni Jarosława Kaczyńskiego, będzie pełnił funkcję ministra zdrowia. Uniki i pokazywanie bliżej nieokreślonego grona ekspertów to rozmowa na dużym poziomie ogólności.

Dlaczego PiS już teraz powinien ujawnić kandydatów na przyszłych ministrów?

Tego chcą Polacy. Rozumiem, że program PiS pisany był przez ekspertów prezesa Kaczyńskiego. Jeśli więc chce być premierem, to powinien mieć już gotową listę ludzi, z którymi będzie współpracował. Dobrym zwyczajem jest, że jeżeli dochodzi do debaty to stają przeciwko sobie ludzie, którzy aspirują do danego stanowiska. Niech Kaczyński ujawni swój gabinet cieni i przyszłych ministrów.

Bolesław Piecha może być ministrem zdrowia?

Trudno mówić za Jarosława Kaczyńskiego. Nie wiem, czy on ma w głowie jako przyszłego ministra zdrowia kogoś, kto jest obecnie aktywny w PiS i w polityce, czy może zupełnie z zewnątrz. Mamy w pamięci profesora Religę, który nie był z PiS-u.

I dzisiaj uważany jest przez PiS za najlepszego z dotychczasowych ministrów zdrowia.

PiS zapomina, albo nie chce pamiętać, że minister Religa był przeciwnikiem budżetowej służby zdrowia i dopuszczał przekształcenia szpitali. Te niekonsekwencje pokazują, że tym bardziej chcielibyśmy, stając do debaty, poznać człowieka, który miałby być odpowiedzialny za polską służbę zdrowia. Bo poza zdawkowym programem, jest jeszcze wiarygodność polityczna osoby, która będzie go wdrażać.

Nie ma pan wrażenia, że czymś absurdalnym jest żądanie premiera, aby rozmawiać o programie Prawa i Sprawiedliwości? Przecież nie PiS dzisiaj rządzi.

Pełna zgoda, ale to oni przedstawili program na wybory w 2015 r. Siada więc premier Tusk i prezes Kaczyński i rozmawiają o tym, co chce zrobić PO do końca tej kadencji i w przyszłej, i co chce zrobić PiS, żeby być lepszym. To jest normalna formuła debaty. Tak samo z jednej strony siada minister zdrowia, a z drugiej kandydat PiS na ministra zdrowia. Wtedy mówimy, co my chcemy zrobić i co planuje PiS. Zresztą jeśli sięgnie pan do historii debat o zdrowiu, to już pan "premier techniczny" Piotr Gliński je przeprowadził. Nic z nich nie wynikło, bo eksperci zaproszeni przez niego mieli sprzeczne opinie na te same tematy.

Musimy mieć jeden spójny przekaz. Wówczas może odbyć się debata jeden na jednego, dwóch na dwóch, ale nie 10 na 10. Taka formuła jest kompletnie pozbawiona sensu. Takie debaty toczą się na Komisji Zdrowia.

A może warto przyznać, że tak naprawdę PO chce się odbić sondażowo, bo jesteście przekonani, że Tusk pokonałby Kaczyńskiego w bezpośrednim starciu?

Sytuacja dzisiaj jest trochę inna. Rządzimy już 6 lat i, jak rozumiem, Kaczyński miałby worek argumentów żeby premierowi dokopać. Oznacza to większe ryzyko z naszej strony. Ale rozumiem też traumę Kaczyńskiego po debatach z 2007 roku. Zatem formuła może też być taka, że skoro mają kandydata na ministra zdrowia, to niech go pokażą i niech stanie do dyskusji z ministrem Arłukowiczem.

Podsumowując temat, wybieracie się na debatę 3 marca?

Jeśli dostaniemy zaproszenie, to pójdziemy, ale na siłę nie będziemy się wpraszać tam, gdzie nas nie chcą. Jarosław Kaczyński ma sporo ochroniarzy a my nie zamierzamy się z nimi szarpać.

Na ile obecny program PiS koresponduje z tym, co proponował profesor Religa?

Szanujemy Zbigniewa Religę wszyscy, ale jego już nie ma. Nie zostawił dokumentów w postaci swojego politycznego testamentu. Dzisiaj w jego usta można włożyć wszystko. Wolałbym, żeby prezes PiS-u pokazał ludzi, którzy będą w przyszłym rządzie, a nie śp. Zbigniewa Religę. Uważam za nieprzyzwoite to, w jaki sposób nazwiskiem profesora Religi gra Jarosław Kaczyński. Tym bardziej, że fundamentalna część programu PiS-u dotycząca budżetowej służby zdrowia jest sprzeczna z poglądami Zbigniewa Religi. Zbigniew Religa dobrze się kojarzy, był szanowanym kardiochirurgiem, ministrem. Ale nie można podpierać się przeszłymi autorytetami. Dzisiaj jest dzisiaj, i powinno się pokazywać w co się gra i z kim.

Jakie są punkty wspólnego programu PiS z  tym, co proponuje PO?

Jedna rzecz nas łączy. Zwiększenie roli lekarza podstawowej opieki zdrowotnej. To jest coś, nad czym wspólnie możemy się pochylić. My pracujemy nad tym już od września zeszłego roku, współpracujemy z porozumieniem Zielonogórskim, porozumieniem Pracodawców Ochrony Zdrowia, Kolegium Lekarzy Rodzinnych, pielęgniarkami rodzinnymi itd. To są jedyne nasze wspólne konstatacje. My propozycje rozwiązań na tym polu wkrótce przedłożymy w formie zmian legislacyjnych i wówczas się okaże czy zapisy, które Prawo i Sprawiedliwość pokazało w swoim programie, rzeczywiście chcą przeprowadzić, czy to jest kolejne modne hasło, którym można szafować bez przywiązywania się do niego. Kolejne hasło, które podnosi Prawo i Sprawiedliwość, czyli likwidacja NFZ-tu, było już w ich wcześniejszym programie z 2004 roku. Potem rządząc nikt się nawet o tym nie zająknął.

Rządzili tylko dwa lata i mieli za koalicjantów Samoobronę i LPR.

W żadnym momencie nie wykazali woli likwidacji NFZ, kiedy PiS rządził. Dlaczego? Ponieważ pomysł przeniesienia środków ze składki z NFZ do budżetu i rozdysponowanie tego przez Wojewodę, jest bez sensu. Nie daje nic poza zwiększeniem kosztów. Dzisiaj Narodowy Fundusz Zdrowia ma specjalistów do rozdzielania kontraktów, pilnowania i dbania o ich dostępność, jest najtańszym w Europie systemem dystrybucji składki. Wszystkie inne formy wprowadzą chaos i będą droższe. Nie ma innej możliwości, chyba że reforma będzie polegała na tym, że zdejmiemy tabliczkę NFZ i napiszemy Wojewódzki Wydział Zdrowia i nie będzie to składka, która jest w NFZ-cie tylko w budżecie. Ryzyko jest jedno, o czym prezes Kaczyński nie raczy wspominać, że budżet można kroić różnie i w czasie kryzysu można obcinać wszędzie, także w zdrowiu. W NFZ składka jest bezpieczna, nie można jej ruszyć.

Chce pan powiedzieć, że powrót do budżetowego finansowania służby zdrowia to jest utopia?

To jest mieszanie herbaty, żeby się zrobiła słodsza, ale bez dosypywania cukru. Wielki zamęt i chaos, zupełnie niepotrzebny. NFZ nie jest rozwiązaniem idealnym, mamy tego świadomość i pomysły zmian np. doprowadzenia do wprowadzenia zdrowotnej polityki regionalnej, wprowadzenia dłuższych w perspektywie kontraktów dla szpitali, wprowadzenia kompleksowego dla regionu planowania inwestycji itd. Nie trzeba likwidować NFZ, tylko należy zmienić jego zasady funkcjonowania.

Ma pan wrażenie, że minister Arłukowicz jest problemem dla koncernów farmaceutycznych?

Problemem była ustawa refundacyjna, która zmieniła reguły gry. Wprowadzenie ustawy refundacyjnej, głównie dzięki minister Kopacz, doprowadziło do zupełnej zmiany w systemie refundacji leków. Stało to się bardzo transparentne, dało ogromne obniżki cen leków w Polsce i ograniczyło rentowność sprzedaży tych leków w Polsce. Ale problemem nie była tu minister Kopacz czy Arłukowicz. Kilka państw europejskich przygląda się nam i stara się wprowadzić podobne mechanizmy u siebie. Koncerny niewątpliwe nie są szczęśliwe.

PiS proponuje znaczne obniżki cen leków. Twierdzi, że lek refundowany nie może kosztować więcej niż 8 zł.

To jest kolejna słabość programu PiS.

Nie dla emerytów, rencistów i osób ubogich.

To demagogia. Brzmi świetnie populistycznie, ale brakuje mu drugiej części. To będzie nas kosztowało tyle i tyle miliardów, a te miliardy zabierzemy tym i tym. Dlaczego PiS nie zaproponuje leków za złotówkę dla wszystkich? My pracujemy nad polityką senioralną i szukamy na nią dodatkowych środków. (...)

Cała rozmowa: rp.pl


bg Image