Multithumb found errors on this page:

There was a problem loading image 'images/kppo3/articles/crop-1wtg994h5GGpt8D_180x130-0.png'
There was a problem loading image 'images/kppo3/articles/crop-1wtg994h5GGpt8D_180x130-0.png'
crop-1wtg994h5GGpt8D_180x130-0.png
Dzisiaj rozpoczyna się spotkanie ministrów obrony NATO. Jutro planowane jest spotkanie komisji NATO-Ukraina, gdzie z przedstawicielami władz ukraińskich będziemy rozmawiali o współpracy Sojuszu, o sytuacji na Ukrainie - zauważył minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak w programie "Sygnały dnia".

Krzysztof Grzesiowski: Minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak. Dzień dobry, panie ministrze.

Tomasz Siemoniak: Dzień dobry panom, dzień dobry państwu.

Konsekwencje kryzysu ukraińskiego dla bezpieczeństwa Polski to jeden z tematów dzisiejszego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Z pana udziałem?

Tak, mam zaszczyt być członkiem Rady od 2,5 roku, tak jak zresztą każdy minister obrony. Rada Bezpieczeństwa Narodowego nie pierwszy raz będzie się zajmowała sprawami Ukrainy, to już jest któreś z posiedzeń, gdzie jest to jeden z głównych tematów. Bardzo dobrze, że prezydent i inne najważniejsze osoby w państwie właśnie w tym gremium znajdują miejsce do omawiania tej ważnej sprawy.

Czyli najpierw spotkanie w Warszawie, posiedzenie w Warszawie, a potem leci pan do Brukseli.

Tak, dzisiaj rozpoczyna się spotkanie ministrów obrony NATO, dzisiaj i jutro w Brukseli, i tam także sprawy ukraińskie będą jednym z głównych tematów dzisiaj wieczorem, a jutro planowane jest spotkanie komisji NATO-Ukraina, gdzie z przedstawicielami władz ukraińskich będziemy rozmawiali o współpracy Sojuszu, o sytuacji na Ukrainie.

Spotkanie u prezydenta, potem spotkanie brukselskie, tymczasem nasz gość, który pojawi się w studiu Sygnałów dnia po godzinie 8.15, były minister rolnictwa Marek Sawicki kilka dni temu w telewizji TVN24 powiedział, że na spotkaniu w sprawie Ukrainy zorganizowanym przez premiera 20 lutego pojawiły się informacje i sygnały o ewentualnym postawieniu w pogotowie, powiedział, czyli w stan pogotowia, wojsk NATO. Czy pan to potwierdza?

Nie znam tej wypowiedzi pana Marka Sawickiego. NATO uważnie przygląda się sytuacji na Ukrainie, o czym świadczy chociażby dzisiejsze i jutrzejsze posiedzenie ministrów obrony planowane od dawna, ale sprawy ukraińskie nie miały być tam głównym tematem, raczej, zresztą to też jest w agendzie, sprawy szczytu NATO, sprawy Afganistanu. Nie potwierdzam tutaj takich informacji, które mówią o jakimś podwyższaniu gotowości. NATO uważnie się przygląda, wielokrotnie wypowiadał się sekretarz generalny w sprawach ukraińskich, dzisiaj i jutro zajmą się tym ministrowie obrony Sojuszu, natomiast nie było tutaj powodu do jakichś innych działań poza uważną obserwacją tego, co się dzieje.

Czyli nie potwierdza pan takiej informacji.

Nie, nie potwierdzam.

Natomiast strona rosyjska potwierdziła, że flota czarnomorska stacjonująca w Sewastopolu została postawiona w stan podwyższonego gotowości bojowej, żołnierze floty czarnomorskiej. Co to oznacza?

Nie chcę tutaj być w roli komentatora tego, co robi Federacja Rosyjska w tych sprawach. To znaczy dokładnie tyle, że na terytorium Ukrainy zgodnie z porozumieniami międzynarodowymi, między rządami Rosji i Ukrainy stacjonuje flota czarnomorska. To zaszłość z czasów Związku Radzieckiego i w związku z tym odbywają się tutaj różne manewry wokół tego.

Flota czarnomorska stacjonuje między innymi na podstawie porozumienia podpisanego przez byłego już prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza do roku 2042. Jeszcze bardziej w historię cofając się, w 54 roku Nikita Chruszczow, zresztą Ukrainiec, przekazał Krym pod administrację Ukraińską, tyle tylko, że zapomniał zdaje się, że Sewastopol był cały czas pod administracją Kremla, więc tutaj mamy różne interpretacje prawne, co jest czyje tak na dobrą sprawę. Czy Sewastopol jako część Krymu jest rosyjska, a reszta Krymu jest ukraińska, czy może nie, bo teraz Krym zaczyna wychodzić na pierwszy plan, jeśli chodzi o przyszłość tego, co może wydarzyć się na Ukrainie.

Myślę, że nikt na świecie nie ma wątpliwości co do tego, że dość świętą sprawą są granice między państwami. Ukraina ma swoje granice potwierdzone także prawem międzynarodowym, mało tego, przypominają publicyści porozumienie z 94 roku, gdzie Ukraina w zamian za to, że pozbyła się arsenału jądrowego, który przypadł jej w spadku po Związku Radzieckim, zyskała gwarancje między innymi Rosji i Stanów Zjednoczonych co do swoich granic. Więc wydaje mi się, że taka dyskusja podważająca integralność terytorialną Ukrainy odwołująca się do historii jest nieuprawniona. Historia całego świata, a Europy i Ukrainy także jest pełna tutaj różnych zmian, przesunięć granic i lepiej takiego wilka z lasu nie wywoływać.

Z tą świętością granic, panie ministrze,  to tak ostrożnie, bo przykład z 2008 roku i oderwania Abchazji i Osetii od Gruzji pokazuje, że można, zwłaszcza kiedy wcześniej wręczy się paszporty rosyjskim obywatelom tej wówczas części Ukrainy, a potem pod pozorem ich życia i zdrowia wyśle się swoje wojska, bez konsekwencji międzynarodowych, jak się okazuje.

Ale te zjawiska, takie działania, takie dążenia mają negatywną ocenę społeczności międzynarodowej i o tym mówię. Jasne jest i XXI wiek nie jest wolny od wojen, zamieszania i podważania granic, natomiast wydaje się, że demokratyczny, zachodni świat szanuje granice i uważa, że jest to jedno z podstawowych kryterium uczestnictwa w społeczności międzynarodowej. Jeżeli nie będziemy tego szanowali, to mamy tutaj ślepą ulicę.

Czy zatem nieprzypadkowo kilka dni temu Susan Rice, doradca ds. bezpieczeństwa prezydenta Stanów Zjednoczonych, mówiła o tym, że byłoby bardzo poważnym błędem, gdyby Rosja wysłała wojska na Ukrainę?

Wiele było głosów w tej sprawie wskazujących na kwestie integralności Ukrainy i sami Ukraińcy zresztą o tym bardzo wyraźnie mówią, oni dostrzegają tutaj różne wypowiedzi, różne tendencje. Myślę, że dobrze, że w wielu różnych stolicach ten głos, także z Waszyngtonu, ten głos mocno zabrzmiał.

No bo ze strony Unii Europejskiej to bywa różnie. Catherine Ashton gościła ostatnio w Kijowie i powiedziała, że Unia Europejska nie jest zaniepokojona ewentualnym możliwym wprowadzeniem, groźbą wprowadzenia rosyjskich wojsk na Krymie. Traktowała to oczywiście jako doniesienie, ale jednak powiedziała, że to nie jest pora, by teraz omawiać tę sprawę.

No bo wydaje mi się, że jest to zagrożenie absolutnie hipotetyczne, takie bardziej publicystyczne. Nie chce mi się wierzyć w to, że Rosja w XXI wieku wobec tak dużego i ważnego kraju jak Ukraina może wracać do, pamiętamy, doktryny Breżniewa za czasów Związku Radzieckiego, która to doktryna Breżniewa dawała Związkowi Radzieckiemu prawo do ingerowania i wkraczania do innych państw wtedy, gdy nie podobała się Związkowi Radzieckiemu sytuacja w tych państwach. Mamy wiek XXI, demokratyczną Ukrainę, potwierdzone granice, więc wydaje mi się, że nie ma co tego wilka z lasu wywoływać. Wydaje mi się, że jest to zagrożenie dzisiaj absolutnie hipotetyczne.

Jako że w przypadku Krymu nawet nie musieliby wkraczać, bo już tam są, 25 tysięcy żołnierzy stacjonuje na Krymie.

To, że stacjonują na podstawie umowy międzynarodowej żołnierze innego państwa, to jeszcze nie przesądza o tym, że Ukraina nie ma suwerenności. Na tym terytorium działają władze ukraińskie, które podlegają władzom stołecznym na Ukrainie, działają rozmaite służby państwowe, więc wydaje mi się, że jest to takie bardzo efektowne publicystycznie mówienie o tym Krymie. Natomiast dajmy tutaj czas na to, aby sama Ukraina dość wyraźnie określiła swoją pozycję, a nadwartościowanie takich sygnałów, że gdzieś radni się zebrali, gdzieś ktoś coś powiedział, to to są takie emocje, które się zawsze w takich sytuacjach pojawiają.

A czy może pójść jakiś sygnał z Brukseli po dzisiejszym spotkaniu szefów resortów obrony właśnie w tej sprawie, w sprawie integralności Ukrainy?

Takich sygnałów już było kilka z państw zachodnich podkreślających znaczenie integralności Ukrainy. Zobaczymy, jestem przed tą dyskusją. Wiem, że jest duże oczekiwanie co do tego, co my powiemy, co ja tam powiem. Polska w sprawach Ukrainy jest bardzo słuchanym partnerem, po zwłaszcza ostatnich tygodniach, po misji premiera Donalda Tuska, po misji ministra Sikorskiego wydaje się, że tutaj ministrowie obrony będą bardzo zainteresowani naszą opinią, naszymi ocenami sytuacji, sytuacji, która, zwracam uwagę, jest trudna do przewidzenia. Wszyscy mamy nadzieję, że Ukraina jest na dobrej ścieżce, ale czy ktoś tydzień temu by przewidział to, co się wydarzy? Widać, jak jeszcze wiele tutaj jest elementów niepewności co do przyszłej sytuacji, więc na pewno o tym będziemy dzisiaj i jutro w Brukseli rozmawiać. (...)

Cała rozmowa: polskieradio.pl


bg Image