Multithumb found errors on this page:

There was a problem loading image 'images/kppo3/articles/crop-Ev97g6574d6QHk8_180x130-0.png'
There was a problem loading image 'images/kppo3/articles/crop-Ev97g6574d6QHk8_180x130-0.png'
crop-Ev97g6574d6QHk8_180x130-0.png
To nie jest praca na zupełnej pustyni, jak by chcieli to przedstawiać przeciwnicy reformy - powiedziała była minister edukacji narodowej, Katarzyna Hall odnośnie projektu darmowego podręcznika.
Justyna Suchecka: Darmowy podręcznik miał ucieszyć rodziców, a część z nich krzyczy, że go nie chce. Rozumie pani taką reakcję?

Katarzyna Hall: Ludzie uwielbiają narzekać. Gdy mamy jakiś sukces albo przynajmniej dobry pomysł, to trudno się z tym przebić.

A pisanie elementarza przez MEN to dobry pomysł?

To zadanie bardzo trudne, obarczone ryzykiem porażki, ale jest szansa, że się uda, i wtedy to będzie sukces. MEN nie zaczyna od zera. Jest bardzo dużo materiałów edukacyjnych dla dzieci w tym wieku, do których już nabyto prawa autorskie. To nie tylko materiały ze świetnego programu "Włącz Polskę" dla małych emigrantów, ale również liczne projekty tworzone z funduszy unijnych. W Ośrodku Rozwoju Edukacji, który będzie czuwał nad podręcznikiem, zrobili już pełen remanent tego, co posiadają. Największym problemem jest nabywanie praw do różnych utworów: wierszy, rysunków czy fragmentów literatury. To żmudna część tworzenia podręczników. Jeśli już to mamy, szanse na sukces są większe.

Po co robić na szybko elementarz, skoro za chwilę będziemy mieli e-podręcznik?

Nie wszystkie szkoły od razu w 2015 r. zaczną korzystać z e-podręcznika. Koncepcję programową, która do niego powstała, da się wykorzystać przy pracy nad tradycyjną książką. Źle by się stało, gdyby oba te produkty konkurowały, e-podręcznik raczej powinien stać się dobrym uzupełnieniem elementarza. Trzeba obie rzeczy oprzeć na tej samej myśli przewodniej. Mamy więc program, wizję i odpowiednie klocki.

Ale mamy też już początek marca i nadal nie wiemy, kto te klocki będzie układał.

Są specjaliści, którzy na pewno sobie z tym poradzą. To nie jest praca na zupełnej pustyni, jak by chcieli to przedstawiać przeciwnicy reformy.

Skoro to tak dobra idea, czemu nie udało się jej wprowadzić wcześniej?

W 2007 r., gdy zaczęliśmy projektować obniżenie wieku szkolnego do lat sześciu, też mieliśmy pomysł, by podarować najmłodszym uczniom podręczniki. To było na początku w programie.

Ale dzieci nie dostały książek.

Jedni ministrowie dostają pieniądze od pana premiera, inni nie. Ja wtedy nie dostałam, i tyle. Bez kosztów nie obdaruje się dzieci podręcznikami. Za to udało się wtedy trochę rozbudować wyprawkę szkolną, tak żeby nie tylko kwestie dochodowe decydowały o przyznaniu pomocy.

A nie mogła pani kontynuować programu "Tani podręcznik", który forsował minister edukacji w rządzie PiS Roman Giertych?

Niektórzy mówią, że zdemontowałam jego program, ale to nieprawda. Bo tego programu na jesieni 2007 roku już nie było. Skończył się na kolejnych obietnicach. Wydawcy byli z ministrem Giertychem na okropnej wojnie. Gdybym zastała w resorcie jakieś pieniądze zaplanowane na zakup dzieciom podręczników, z pewnością bym je wykorzystała. Tak samo, jak wykorzystałam środki zaplanowane przez rząd PiS na prace nad podstawą programową.

"Rzeczpospolita" o wprowadzonej przez panią nowej podstawie programowej napisała niedawno: "To działania Katarzyny Hall doprowadziły do drożyzny na rynku podręczników". Czuje się pani winna?

Jeżeli moją winą jest, że weszliśmy do czołówki w testach PISA, które pokazują sukces edukacyjny naszych gimnazjalistów, to w porządku, biorę to na siebie. To jest moja wina. Zmiany podstawy programowej, tak jak zmiany podręczników, kosztują. Tego się nie da zrobić za darmo. Ale przecież nie robi się tego z fanaberii, tylko po to, żeby było lepiej. To miało sens i właśnie testy PISA to wykazały. Przygotowali tę zmianę mądrzy ludzie - eksperci. Osiągnęliśmy wyraźny postęp. To też sukces wydawców, którzy opracowali dobre podręczniki, szkolili nauczycieli. Mają wpływ na ten wynik. Najłatwiej dziś tylko narzekać, że wymiana podręczników kosztowała. Czy na pewno najlepiej dla naszych dzieci byłoby przez sto lat nie zmieniać programów i podręczników?

Wątpliwości budzi to, że teraz pani eksperci piszą te podręczniki. Czy ich lista naprawdę musiała być tajna?

To nie była wielka tajemnica. Pokazywaliśmy publicznie tylko "generałów" tej zmiany - osoby, które brały za nią pełną odpowiedzialność. W zespole pracowało ponad sto osób. Ale byli i tacy, którzy tylko się pojawiali i znikali. Np. ktoś przyszedł na pierwsze spotkanie i potem się wycofał. Niby był na liście ekspertów, ale podawanie teraz, że był ważnym członkiem zespołu? To bez sensu. Staraliśmy się dobrać osoby, które swoim doświadczeniem dawały rękojmię dobrego wykonania zadania. Duża część zespołu pracowała nad programami już w latach 90. i znała się od lat. Sama brałam udział w pracach nad przygotowaniem zmian programowych z 1999 roku. Siłą rzeczy były tam osoby, które wcześniej znałam. Liczba ekspertów od edukacji jest ograniczona. To specjaliści, trudno tym ludziom zabronić pracy. (...)

Cała rozmowa: wyborcza.pl


bg Image