Multithumb found errors on this page:

There was a problem loading image 'images/kppo3/articles/crop-06BN23V5s6zO7QB_180x130-0.png'
There was a problem loading image 'images/kppo3/articles/crop-06BN23V5s6zO7QB_180x130-0.png'
crop-06BN23V5s6zO7QB_180x130-0.png
Agresja na Ukrainę radykalnie podważyła zaufanie do Rosji jako przewidywalnego partnera, kierującego się prawem międzynarodowym. Konflikt zbrojny między Rosją a Ukrainą stał się prawdopodobny, ale nie oznacza to zagrożenia militarnego dla Polski - mówi Tomasz Siemoniak, minister obrony narodowej.

Paweł Wroński: Co myśli minister obrony, gdy czyta w gazetach, że w ciągu trzech-czterech dni Rosjanie mogą być w Warszawie albo że po tygodniu wojny nasza armia będzie się kryła po lasach?

Tomasz Siemoniak: To nonsensy obliczone na straszenie czytelników i zwiększanie sprzedaży. Takie sądy są oderwane od rzeczywistości. Na szczęście czytelnicy tych gazet zachowują się bardziej odpowiedzialnie od niektórych komentatorów, nie ulegają histerii. Mamy dobrą armię mającą zaufanie społeczne. Jesteśmy w NATO, mamy sojuszników, których potencjał obronny znacznie przewyższa możliwości potencjalnych przeciwników. To nie 1939 rok.

Bo to dość mocne wspomnienie.

Wbrew narzekaniom NATO nikogo ze swoich sojuszników nigdy nie zawiodło. Nigdy nie zostało poddane takiej próbie, a to świadczy o jego sile. Sądzę, że nasi przeciwnicy w swoich kalkulacjach muszą założyć, że USA i NATO zaangażują się zbrojnie w obronę Polski, bo raczej nie można odmówić USA aktywności wojskowej przez ostatnie kilkadziesiąt lat w różnych miejscach świata. W obronie sojuszników, wartości Zachodu czy w walce z terroryzmem.

Trudno jednak uznać, że to, co się dzieje na Ukrainie, nie jest zagrożeniem. W niedzielę mieliśmy referendum, które sankcjonowało nielegalne oderwanie Krymu od Ukrainy. Pojawiają się informacje z Kijowa, że na wschodniej granicy Ukrainy stoją wojska i czołgi, i o zamieszkach we wschodnich miastach Ukrainy.

Pełzająca aneksja Krymu jest złamaniem norm międzynarodowych. To, co się dzieje wokół Ukrainy, to przykład stosowania wyrafinowanej presji militarnej i propagandowej. Tu nie ma czystej gry. Pojawiają się różni przebierańcy bez oznaczeń, prowokowane są zamieszki.

Konflikt zbrojny między Rosją a Ukrainą stał się prawdopodobny, Polacy mają prawo czuć się zaniepokojeni, ale nie oznacza to zagrożenia militarnego dla Polski. Nie dajmy się zatem zwariować cudownymi receptami w rodzaju przywrócenia poboru, podwojenia budżetu obronnego czy wiary w obronę terytorialną rozumianą jako przyszła partyzantka. Na nikim nie zrobi to wrażenia.

Rękojmią naszego bezpieczeństwa jest własna konsekwentnie modernizowana zawodowa armia wsparta rezerwami mobilizacyjnymi i mocni sojusznicy gotowi do działania. Oczywiście zawsze warto dyskutować, jak zwiększać nasze możliwości obronne.

Czego nas uczy kryzys na Ukrainie?

Że nadal możliwe są tradycyjne konflikty zbrojne, nie tylko asymetryczne lub cybernetyczne. I ważni są wyszkoleni i zdyscyplinowani żołnierze dysponujący samolotami, artylerią, rakietami, czołgami. Refleksję nad tymi ostatnimi dedykuję krytykom niedawnej decyzji o zakupie 119 czołgów Leopard II od Niemiec. Oceniam, że od lat stąpamy mocno po ziemi, budując zdolności armii na obronę terytorium Polski. Nie ulegliśmy złudzeniu, że w Europie już zawsze będzie bezpiecznie.

NATO wysłało na Morze Czarne niszczyciele, nad Polską i Rumunią latają samoloty AWACS, a do Polski przyleciało na ćwiczenia 12 samolotów F-16 i 300 amerykańskich żołnierzy. Pojawia się jednak krytyka, że to reakcja NATO nazbyt ostrożna.

Moim zdaniem adekwatna. Dwie godziny po posiedzeniu Rady Federacji upoważniającej prezydenta Putina do użycia sił zbrojnych na Ukrainie już usłyszałem pytanie: dlaczego NATO nic nie robi?

Warto przypomnieć: Ukraina nie jest członkiem NATO. Sojusz wykorzystuje środki na miarę tego kryzysu i oceny realnych zagrożeń dla swoich członków.

Po tym, gdy zapadła decyzja o wysłaniu do Polski 12 amerykańskich F-16, prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka powiedział, że czuje się zagrożony, i poprosił Rosję o przesłanie 12-15 samolotów. Niemal natychmiast zostały wysłane samoloty Su-27. Jak pan to komentuje?

Jako działanie propagandowo-polityczne niemające większego znaczenia wojskowego. Przecież nie ma nic prostszego po obydwu stronach niż powiększenie liczby samolotów w ciągu kilku godzin. Oceniam wypowiedzi prezydenta Białorusi jako przerwanie milczenia i zdecydowane opowiedzenie się po jednej ze stron w tym konflikcie.

Tylko że jeśli w powietrzu latają koło siebie uzbrojone samoloty, któremuś z pilotów może się obsunąć palec na spuście, jakiś pocisk AMRAAM może mieć awarię...

Polscy i amerykańscy piloci będą ćwiczyć współdziałanie, a nie szukać okazji do napięć. Takie zagrożenie nie wydaje mi się prawdopodobne.

W USA pojawiły się pomysły, że wobec tego, co się dzieje na Krymie, administracja Baracka Obamy powinna przewartościować dotychczasową politykę wobec Europy Środkowej, np. powinna powrócić do koncepcji "ciężkiej tarczy antyrakietowej" z okresu George'a Busha.

To dobrze, że w USA więcej mówi się o bezpieczeństwie europejskich sojuszników. Sprawa tarczy pojawia się tam jednak głównie jako element politycznej krytyki obecnej administracji, zresztą w Polsce odzywały się także głosy, że to wina naszego rządu, że prezydent Obama zmienił koncepcję tarczy.

Prawda jest jednak taka, że koncepcja Obamy zmierza do większej ochrony Europy. Fakty wyglądają tak: budowana jest baza w Rumunii, która w 2015 r. osłoni część terytorium Polski, a według planu w 2018 r. powstanie polska baza w Redzikowie na Pomorzu. A więc z punktu widzenia politycznego cel większej obecności wojskowej USA będzie osiągnięty, bezpieczeństwo Polski wzrośnie.

Czy wobec tego, co się stało na Ukrainie, Polska będzie przewartościowywała program modernizacji sił zbrojnych do 2022 r., by dostosować go do ewentualnego zagrożenia ze Wschodu i "klasycznego" konfliktu?

Nie ma takiej potrzeby, poza doraźnymi korektami. Fundamentalne założenie, że Polska i NATO muszą obronić swoją przestrzeń powietrzną, jest oczywiście aktualne. Stąd realizacja programu F-16 i priorytet związany z budową systemu obrony powietrznej. (…)

Cała rozmowa: wyborcza.pl

Foto: PAP


bg Image