Multithumb found errors on this page:

There was a problem loading image 'images/kppo3/articles/crop-nb4PBaJ3SaDwWSl_180x130-0.png'
There was a problem loading image 'images/kppo3/articles/crop-nb4PBaJ3SaDwWSl_180x130-0.png'
crop-nb4PBaJ3SaDwWSl_180x130-0.png
To, co zrobiono dla rodzin dzieci niepełnosprawnych jest i tak bardzo dużą zmianą. W tej chwili państwa polskiego nie stać na podniesienie tak radykalnie świadczeń pielęgnacyjnych - mówi rzeczniczka rządu Małgorzata Kidawa-Błońska.

Kamila Terpiał-Szubartowicz: Naszym gościem jest rzecznik rządu Małgorzata Kidawa-Błońska, Platforma Obywatelska. Dzień dobry.

Małgorzata Kidawa-Błońska: Dzień dobry, witam państwa.

Chciałabym zacząć od protestujących rodziców dzieci niepełnosprawnych w Sejmie, to już od dłuższego czasu. Wczoraj dołączyli do nich także opiekunowie dorosłych osób niepełnosprawnych. Oni też domagają się podwyższenia świadczeń, protestują przed Sejmem. Czy premier zamierza się z nimi spotkać?

Na razie nie, na razie spotykał się minister Kosiniak-Kamysz, wyłożył wszystkie racje ze strony rządowej, posłuchał uwag osób protestujących. Nie znaleziono porozumienia, dlatego że w tej chwili państwo polskie nie stać na podniesienie tak radykalnie, tak wysoko tych świadczeń pielęgnacyjnych. To, co zrobiono dla rodzin dzieci niepełnosprawnych jest i tak bardzo dużą zmianą tego, jak to miało wyglądać, dochodzenie do tego w najbliższych latach. Ta podwyżka rodziców niesatysfakcjonująca w naszym budżecie jest bardzo dużym wydatkiem.

Czyli ten argument ostateczny, którego będzie używał rząd, to jest ten, że więcej pieniędzy w budżecie nie mamy.

Poza tym nie można obiecywać, a potem nie realizować tych rzeczy. Rząd bierze odpowiedzialność za cały budżet, za wszystkie świadczenia, za wszystkie grupy społeczne. To udało się wypracować, przyspieszono dochodzenie do płacy minimalnej i w tej chwili rząd nie może zrobić już żadnych innych działań, tym bardziej że wykonujemy wyrok Trybunału Konstytucyjnego wobec opiekunów osób dorosłych i państwo musi znaleźć środki na rekompensatę...

I wypłatę zaległych...

Razem z odsetkami, czyli...

...od lipca ubiegłego roku.

I to są bardzo duże kwoty i to państwo musi zapewnić.

Opozycja mówi, że jak by rząd chciał, to by znalazł te pieniądze.

Szkoda, że wtedy, kiedy opozycja rządziła, nie myślała o niepełnosprawnych i nie podejmowała żadnych działań, żeby te kwoty czy te uregulowania były lepsze. Nie podnoszono tych świadczeń. Ja wiem, że żadnej osoby, która jest w trudnej sytuacji, te podwyżki nie satysfakcjonują, ale one naprawdę w ostatnich latach wzrosły znacznie i to jest w tej chwili to, co może państwo zrobić.

Tylko teraz jest zasadnicze pytanie. Mamy kampanię wyborczą, takie protesty, przyzna pani, bo to przyznają wszyscy, to jest problem dla rządu i dla Platformy Obywatelskiej. Jak to się w ogóle może skończyć? Bo teraz mamy taką sytuację, że rząd mówi swoje: nie mamy pieniędzy, proponujemy to, co proponujemy, dalej nie pójdziemy, bo po prostu nie możemy, a protestujący mówią: ale my się na to nie zgodzimy, zostajemy.

I tak może być. Zawsze czas... Ja rozumiem te osoby, które protestują, i rozumiem ich niezadowolenie, natomiast ja wiem, że zbliżają się kampanie wyborcze, i to nie jedna, tylko w tym roku dwie kampanie wyborcze i politycy opozycji bardzo chętnie rozdają, obiecują, wiedząc, że oni i tak za to nie biorą odpowiedzialności. Robiąc politykę, trzeba pamiętać, że to, co się obiecało, czy to, co się wprowadziło, przynosi takie czy inne skutki dla całego naszego państwa. I za to się bierze odpowiedzialność. To musi zostać zrealizowane. Nie możemy zwiększać deficytu budżetowego, bo nie będziemy mogli wtedy korzystać z pomocy... To jest bardzo trudny na pewno dla rządzących problem, ale nie możemy być populistami, musimy działać odpowiedzialnie.

Tylko oni, mówię i protestujących, rodzicach dzieci niepełnosprawnych i także tych, którzy dołączyli przed Sejmem, wydają się naprawdę bardzo zdeterminowani. Ja z nimi rozmawiałam nie raz...

To prawda, są bardzo (...)

Wyobraża sobie pani taką sytuację, że oni tam zostają? Nie wiem, bo na razie nie widać rozwiązania tego konfliktu.

Ja mam nadzieję, że kiedy poczują i zobaczą, że rząd przyjmuje te ustawy, że te rozwiązanie jest już pewne i że 1 maja na pewno dostaną te środki, może nabiorą takiego zaufania, że nikt nie chce ich oszukać, tylko że to musi tyle trwać i musi iść takim tempem, że inaczej się tego nie da. Ja mam nadzieję, że uwierzą, że nie zapomina się o nich i że chce się te problemy rozwiązywać. Poza tym też chciałam powiedzieć, że w naszym kraju rodziców w tak trudnej sytuacji jest ponad 200 tysięcy. Połowa z tych osób ubiega się o tę pomoc, to jest bardzo duża grupa, ale musimy myśleć o wszystkich.

Panie poseł, pani minister, czy... Też jest zasadnicze pytanie w kontekście tego protestu, który się wczoraj rozpoczął, czy opiekunowie i dzieci, i dorosłych osób niepełnosprawnych powinni być traktowani tak samo? Bo o to też walczą ci, którzy wczoraj przyszli przed Sejm, mówią: my czujemy się dyskryminowani, bo jesteśmy gorzej przez rząd traktowani, dostajemy zdecydowanie mniejsze świadczenia, bo w wysokości 520 złotych. Na razie nie ma takiej możliwości, żeby były nam podwyższone. Może mają trochę racji?

Na pewno opieka zarówno nad chorym dzieckiem czy nad chorą osobą dorosłą jest tak samo ciężka i tak samo trudna, ale państwo także bierze pod uwagę możliwości, ile tych środków z różnych obszarów wpływa do takiego budżetu. Bardzo często osoby dorosłe, którymi się opiekują, mają już swoje renty, mają czasami emerytury, małe dziecko nie ma nic. I tutaj to jest dlatego to mocniejsze wsparcie dla rodziny.

Czyli nie będą traktowani po równo.

Mam nadzieję, że kiedyś do tego dojdziemy, ale zupełnie inna sytuacja pod względem ekonomicznym, trudniejsza jest matki wychowującej małe dziecko czy osoby zajmującej się najbliższą osobą, która już w swoim życiu wypracowała rentę czy emeryturę.

Jeszcze ostatnie pytanie na ten temat: czy premier będzie gasił ten pożar, czy już nie w ogóle? Czy spotkał się raz, dwa z protestującymi i to wszystko?

Pan premier spotkał się z rodzicami protestującymi w Sejmie, miał tę odwagę wyjść i powiedzieć, jak wygląda sytuacja, niczego nie obiecywał, co jest nierealne, bo wydaje mi się, że w takiej sytuacji przychodzenie i obiecywanie gruszek na wierzbie jest niepoważnym traktowaniem tych ludzi. W tej chwili minister Kosiniak-Kamysz przedstawił to, co możemy zrobić, i w tej chwili pan premier... zresztą dzisiaj wyjeżdża do Mołdawii. (...)

Cała rozmowa: polskieradio.pl


bg Image