Multithumb found errors on this page:

There was a problem loading image 'images/kppo3/articles/crop-8H07G33VI1Z07Jl_180x130-0.png'
There was a problem loading image 'images/kppo3/articles/crop-8H07G33VI1Z07Jl_180x130-0.png'
crop-8H07G33VI1Z07Jl_180x130-0.png
Trzeba nakreślić wyraźną granicę między publiczną a prywatną służbą zdrowia – mówił minister zdrowia Bartosz Arłukowicz w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej".

Rz: Przygotował pan pakiet zmian w służbie zdrowia, który ma skrócić kolejki do specjalistów. Zapowiadał pan jednocześnie, że zmiany będą bolesne. Kogo będą boleć?

Bartosz Arłukowicz: Przede wszystkim będą korzystne dla pacjentów. Jednak zmiany wywołują też emocje. Pamiętam, jakie towarzyszyły ustawie refundacyjnej, która w konsekwencji okazała się skuteczna i korzystna dla pacjentów, którzy płacą za leki coraz mniej.

Jestem przekonany, że przygotowany pakiet onkologiczny i kolejkowy to zmiany w oczekiwanym przez pacjentów kierunku.

Chcemy, aby zwłaszcza w onkologii pacjent nie wędrował od gabinetu do gabinetu. Często zajmowało mu zbyt wiele czasu, zanim został przyjęty przez specjalistę. Teraz nie będzie już musiał stać w kolejce np. z pacjentami, którzy zakończyli leczenie wiele lat temu.

W jaki sposób będzie wyglądać kuracja onkologiczna?

Pacjent onkologiczny otrzyma specjalną zieloną kartę, która będzie przepustką do wszystkich specjalistów i do wszystkich oddziałów, które zajmują się leczeniem onkologicznym.

Czyli nie będzie musiał chodzić na prywatne, drogie wizyty, żeby się w ten sposób dostać na leczenie do publicznej placówki bez kolejki?

Bardzo mi zależy, aby nakreślić wyraźną granicę między publiczną a prywatną służbą zdrowia. Aby skończył się czas, w którym ważną rolę w drodze przez publiczny system ochrony zdrowia odgrywał gabinet prywatny. Dążę do tego, by był on rzeczywiście prywatnym gabinetem, a nie pewną formą transferu do systemu publicznego, czyli drogą na skróty do specjalisty.

Rewolucją jest to, że zdejmujemy limity finansowe na leczenie nowotworów – zmiana oczekiwana od wielu lat. Jednocześnie wymagamy ściśle określonej terminowości oraz jakości leczenia – to są dwa warunki, które musi spełnić placówka lecznicza, aby mogła się znaleźć w sieci terapeutycznej dla pacjentów onkologicznych, gdzie nie będzie limitów.

Po otrzymaniu „zielonej karty" od lekarza rodzinnego pacjent w ciągu dwóch tygodni musi się znaleźć u określonego specjalisty, najczęściej onkologa, ale nie tylko. Dla przykładu: w przypadku nowotworu prostaty – będzie to także urolog, w przypadku nowotworów ginekologicznych – ginekolog. Z kolei specjalista ma cztery tygodnie, żeby postawić diagnozę. W ciągu dwóch pierwszych tygodni musi postawić diagnozę wstępną. Dwa kolejne to czas na ustalanie stopnia zaawansowania choroby. Jeśli w ciągu tych czterech tygodni postawi diagnozę, będzie premiowany dodatkowymi środkami finansowymi poza kontraktem.

Z tego, co wiemy, ma to być ok. 200 zł miesięcznie.

W tej chwili nie chcę jeszcze mówić o konkretnych kwotach. Będzie to przedmiotem dyskusji z przedstawicielami środowisk medycznych, ale resort jest do tych rozmów przygotowany.

Jak pan sprawi, że pacjent trafi od lekarza pierwszego kontaktu do onkologa w dwa tygodnie? Lekarze rodzinni nie mają sztywnego łącza z onkologami.

Aby korzystać z dodatkowego finansowania, lekarze rodzinni będą musieli współpracować ze specjalistami i tworzyć sieć terapeutyczną, w ramach której pacjent onkologiczny będzie miał zapewnioną kompleksową opiekę medyczną. Kluczowa w projektowanych zmianach jest idea opieki koordynowanej. Musimy wprowadzić finansowanie motywacyjne. Specjalistom, którzy chcą w ramach systemu bezlimitowego diagnozować i leczyć pacjentów onkologicznych, będzie zależało na bliskiej współpracy z lekarzami rodzinnymi, którzy kierują do nich pacjentów. Zmiany będą zachęcać lekarzy rodzinnych i specjalistów do współpracy.

A co, jeśli pacjent na szczęście nie będzie miał raka? Lekarz rodzinny nie dostanie pieniędzy z bezlimitowego programu onkologicznego?

Będziemy premiować lekarzy rodzinnych za skuteczność i zwiększoną czujność onkologiczną.

Kto zapłaci za badania, które wykluczyły raka?

Wszystkie konieczne badania zostaną sfinansowane. Bez limitu będziemy finansować specjalistyczną diagnostykę w ramach szybkiej terapii onkologicznej, bez względu na to, czy nowotwór zostanie potwierdzony czy nie. Oczywiście, ważne są czas i jakość.

Dziś kłopotem jest również dostęp do informacji dotyczących wyników leczenia i jego efektywności. Stąd kolejna kluczowa zmiana w naszym projekcie – informacje na temat efektów leczenia każdego pacjenta będą zbierane przez NFZ. Podmioty, które chcą leczyć bez limitu, będą musiały upubliczniać terminowość i jakość, by pacjent wiedział, jakie są efekty leczenia danego nowotworu w tej jednostce, a jakie w innej. Tak pacjenci będą mieli możliwość wyboru. Nikomu nie narzucamy, gdzie ma się leczyć.

Chce pan, by każdym pacjentem onkologicznym zajęło się konsylium składające się z kilku specjalistów. Już w tej chwili jest za mało lekarzy. Jak pan skonstruuje konsylia dla 140 tys. pacjentów rocznie, bo u tylu rozpoznaje się nowotwór?

Do konsylium trafi pacjent już zdiagnozowany. Konsylium zdecyduje o indywidualnym sposobie leczenia. Jego skład będzie precyzyjnie opisany dla każdego rodzaju nowotworu. Chcielibyśmy, aby uczestniczył w nim także psycholog. Konsylium przekaże pacjenta koordynatorowi.

Kto będzie tym koordynatorem?

Lekarz lub lekarz w trakcie specjalizacji, pielęgniarka lub specjalista zdrowia publicznego. Zadaniem koordynatora nie będzie przygotowanie merytorycznego planu leczenia, ale przestrzeganie terminów jego realizacji.

Lekarze rodzinni mają wątpliwości. Weźmy raka szyjki macicy, jednego z najczęstszych u kobiet. Jak lekarz rodzinny miałby podejrzewać u pacjentki taki nowotwór?

Nie tylko lekarze rodzinni, ale także wszyscy specjaliści będą mogli kierować pacjentów na badania w ramach szybkiej terapii onkologicznej. Raka szyjki macicy rozpoznaje najczęściej ginekolog, a zatem to on skieruje pacjentkę do dalszego leczenia bez limitu, aby potwierdzić lub wykluczyć nowotwór.

Często nie da się diagnozy zamknąć w dziewięć tygodni, bo badania trzeba powtarzać.

Pewien procent przypadków w onkologii to sytuacje nietypowe. Placówka nie wypadnie z systemu szybkiej terapii onkologicznej, jeśli pojawią się nadzwyczajne okoliczności.

Wszystko się obraca – co podkreśla premier – mniej więcej w ramach tych samych pieniędzy, które dziś państwo wydaje na służbę zdrowia. A zatem komuś będzie pan musiał zabrać, by zlikwidować limity onkologiczne.

Nie, ponieważ ten nowy system pozwoli nam jednocześnie na oszczędności. Dziś pacjent, czekając długo na rozpoczęcie leczenia, korzysta z wielu różnych porad specjalistycznych, aby uzyskać pełną diagnozę. Im wcześniej nastąpi rozpoznanie choroby nowotworowej, tym większe szanse ma pacjent na wyleczenie, a koszty tego leczenia są niższe – to po pierwsze. Po drugie – dziś często pacjent ma operowany nowotwór w ośrodku chirurgicznym, który nie współpracuje z żadnym ośrodkiem onkologicznym, dlatego po operacji długo czeka na chemioterapię bądź radioterapię. Czas biegnie, choroba postępuje, a koszty leczenia wzrastają. My to zmienimy. Po trzecie, kluczowe – cały świat stara się dziś leczyć pacjentów ambulatoryjnie. A w Polsce od lat podstawą leczenia jest wielodniowy pobyt w szpitalu, który w wielu przypadkach nie jest konieczny. Wiedzą państwo, ile kosztuje dziennie utrzymanie tylko samego łóżka na radioterapii? (...)

Cała rozmowa: rp.pl


bg Image