kierwinski9.png

"Ta władza nie jest otwarta na samorządy. Były takie sytuacje, gdy bez jakichkolwiek konsultacji z samorządem lokalnym, wojewodowie z PiS-u zmieniali chociażby nazwy ulic, nie pytając nikogo o zdanie" - mówił w "Sygnałach Dnia" poseł Marcin Kierwiński

Piotr Gociek: Marcin Kierwiński, poseł Platformy Obywatelskiej. Witam, panie pośle, dzień dobry.

Marcin Kierwiński: Dzień dobry.

Ale dzieci jeszcze w wieku szkolnym nie szkolnym? (...)

Nie, dzieci jeszcze nie w wieku szkolnym, ale już jedno z wieku przedszkolnym.

Przedszkolnym, dobrze. W przedszkolach też takie uroczyste inauguracje jak w szkołach?

Nie, u córki nie było inauguracji, ale od wczoraj już przedszkole ruszyło pełną parą.

No i polityka ruszyła też pełną parą, chociaż ta sejmowa przerwa jeszcze trwa. Jakie wrażenia po konwencji największego konkurenta, czyli po niedzielnej imprezie Prawa i Sprawiedliwości? No, godzinę temu Jacek Sasin, szef Komitetu Stałego Rady Ministrów, bardzo chwalił, co mnie nie zdziwiło, to podejrzewam to, co mnie też nie zdziwi, że pan będzie zaraz bardzo ganił. Czy może jednak zobaczył pan tam jakieś pozytywy, ciekawe rzeczy?

Od strony obrazkowej pewnie ładnie to wyglądało, natomiast od strony treści powiedziałbym bardzo, bardzo miałkie. Jeżeli premier polskiego rządu wychodzi i obiecuje to wszystko, co de facto już dawno jest realizowane, no bo przecież termomodernizacja, o której mówił pan premier, to jest jeden z priorytetów od wielu, wielu lat funduszy europejskich. Gminy, powiaty, województwa realizują to z pieniędzy europejskich. Jeżeli mówi o domach seniorów, które były budowane za kadencji Platformy Obywatelskiej, no to też nie mówi nic nowego. Jeżeli mówi o drogach lokalnych nazywanych „schetynówkami”, no to mówi o tym, co naprawdę było realizowane. I jedna rzecz mnie tak naprawdę zmartwiła i bardzo zaniepokoiła, to znaczy taki cytat z pana prezesa Kaczyńskiego, który powiedział, że wprawdzie Polacy chcą do Unii Europejskiej, no ale my nie możemy się zgodzić, żeby te choroby z Unii Europejskiej przeszczepić tutaj na grunt polski. No, to jest takie, powiedziałbym, cały czas myślenie w kategoriach „ta zła Unia, ta dobra Polska rządzona przez PiS” i to jest cały czas ta retoryka, która ma zrażać Polaków do Unii Europejskiej.

Ale trochę pan może bicz na własne ugrupowanie kręcić, no bo skoro tak słabo ocenia pan propozycje z tej konwencji Prawa i Sprawiedliwości, mówiąc, że odgrzewane kotlety, no to wszyscy teraz będą oczekiwali, że w najbliższy weekend podczas konwencji Platformy Obywatelskiej no to będą same takie potężne obietnice, przełomowe deklaracje i tak dalej. Pan już wie, co tam będzie się działo, czy jeszcze nie?

Pewnie część wiem, część nie wiem, bo to zawsze...

I nic pan nie może powiedzieć na pewno.

Tak, i nic nie mogę powiedzieć, to zawsze decyzje ostatnich dni przed konwencją, co w ostateczności jest przedstawiane. Natomiast ja zwrócę uwagę, że myśmy program samorządowy przedstawili już ponad rok temu. Powiedzieliśmy tam o jednej fundamentalnej kwestii, a mianowicie o tym, że my wyobrażamy sobie samorządy jako tę część administracji, która jest niezależna od administracji rządowej, która ma więcej pieniędzy i więcej kompetencji. To zupełnie inaczej niż PiS. PiS na swojej konwencji powiedział coś takiego bardzo mocno: my widzimy współpracę pomiędzy rządem a samorządem tylko pod warunkiem, że to jest samorząd nasz, gdzie Polacy wybiorą samorządowca z PiS-u.

Nie do końca. Zostało powiedziane, że łatwiej się układa współpraca, kiedy władze lokalne nie kontestują władzy rządowej. No to...

Panie redaktorze, jeżeli pan premier Morawiecki mówi tak: jest spośród szesnastu marszałków województw jest jeden, który jest dobry, i przez przypadek to jest z PiS-u, i piętnastu, którzy są źli, z którymi się źle układa współpraca, no to znaczy, że coś nie tak jest z taką władzą. No, jeżeli premier polskiego rządu mówi, że na piętnaście województw to jest takich... nie najlepiej się z nimi rozmawia, bo rządzi tam Platforma, PSL, a tylko jeden jest fantastyczny, Podkarpacie, bo rządzi tam PiS, no to to jest z gruntu nieprawdziwa teza. Nie wolno na takie kłamstwa pozwalać.

No ale jeżeli prezydenci wielkich miast zajmują się na przykład przemienianiem lokalnych bardzo ważnych uroczystości, także dla całego kraju, historycznych, przemienianiem ich w manifestacje antyrządowe, a tak było tak naprawdę w Gdańsku podczas przeciągania liny o Westerplatte, tak było kiedyś w Poznaniu podczas rocznicowych uroczystości przez prezydenta Jaśkowiaka organizowanych, no to znaczy, że z drugiej strony też do końca dobrze nie jest.

No tak, ale powiedzmy, co jest genezą tego problemu. Genezą tego problemu jest to, że administracja rządowa, konkretni ministrowie mówią tak: wprawdzie to samorząd jest gospodarzem uroczystości, ale wojsko, cała oprawa wojskowa będzie tylko wtedy, jeżeli apel pamięci, apel poległych będzie przeczytany tak jak chce MON. No, to tak też się nie rozmawia. Ale ja panu powiem inaczej, bo jeżeli chcemy stworzyć takie wrażenie, że to samorządy nie chcą rozmawiać z rządem, to ja uważam, że jest zupełnie odwrotnie. Bo ja pamiętam takie sytuacje, gdy bez jakichkolwiek konsultacji z samorządem lokalnym wojewodowie z PiS-u... albo może inaczej: konkretny wojewoda, pan wojewoda mazowiecki zmieniał nazwy ulic, nie zapytał żadnego mieszkańca, nie zapytał ani rady miasta, ani rady dzielnicy, kompletnie nikogo, zmieniał ulice i potem szedł na miesięcznicy i mówił tak: panie prezesie (oczywiście upraszczam), melduję wykonanie zadania, już dziś mamy zamiast alei Armii Ludowej, już mamy aleję Lecha Kaczyńskiego. To to jest współpraca z samorządem?

A ja powiem panu z drugiej strony, słyszałem bardzo dużo niepokojących opowieści, część padła niewielka oficjalnie nawet tutaj, w tym studio, część padała nieoficjalnie przy różnych okazjach, ale na przykład, niestety, między innymi przy okazji klęsk żywiołowych, że bardzo słabo wyglądało przygotowanie przez samorządy dziwnym trafem nie wszystkie, ale część z nich, tych wniosków o wystosowanie dodatkowej pomocy, podliczania strat i tak dalej, i tak dalej. No to też nie jest normalne, kiedy wojewoda z jednej „władzy” pochodzący musi apelować do tych, co są z innej „władzy”, ale na dole, żeby oni, że tak powiem, wywiązali się ze swoich obowiązków.

Ja nie znam takich przypadków, ale znam taki przypadek, gdy wojewoda, wtedy, gdy przeszedł huragan, gdy przeszła klęska żywiołowa, przez trzy dni nie był w stanie zainteresować się tym, co dzieje się na jego terenie, ponieważ jak wieść gminna niesie, przebywał wtedy na imprezie i jak zaczął w piątek, to się obudził dopiero koło poniedziałku. Obudził w cudzysłowie, bo nie chcę tu stawiać żadnych zarzutów. Mówię tutaj o panu wojewodzie Drelichu, zresztą suto nagrodzonym potem pewną premią, jak to się nazywało. Więc to nie jest tak, ja to bardzo mocno mówię, to nie jest tak, że ta władza jest otwarta na samorządy, tylko te złe samorządy nie chcą współpracować. To jest raczej tak...

Ale to też nie jest tak, że mamy same bardzo dobre i bardzo otwarte samorządy i tylko złą władzę.

Ależ oczywiście, że pewnie różne sytuacje się zdarzają, tylko rolą premiera polskiego rządu nie jest powiedzenie: będą lepsze samorządy, jeżeli wybiorą kandydatów z PiS-u, i gorsze, jeżeli nie wybiorą kandydatów z PiS-u. No, panie redaktorze, rolą premiera polskiego rządu jest powiedzieć tak: pieniądze na, nie wiem, drogi, termomodernizacje będą dostawały te samorządy, które tych pieniędzy potrzebują, tam, gdzie mieszkańcy realnie mają takie potrzeby, a nie tam, gdzie będzie rządził PiS. No to jest szantaż, to jest szantaż wobec Polaków. (...)

Cała rozmowa: polskieradio.pl


bg Image