trzaskowski.png

"Od samego początku wiedziałem, że każdy kandydat PiS-u będzie poważny, że trzeba go respektować, natomiast wiadomo było jedno – że będzie totalna mobilizacja wyborców. Mamy wymagający elektorat, który zawsze będzie analizował do końca" - mówił kandydat na prezydenta Warszawy Rafał Trzaskowski.

Konrad Piasecki: Polityk PO, kandydat na prezydenta Warszawy Rafał Trzaskowski. Miało być łatwo, jest trudno. Zaczęły się schody w tej kampanii.

Rafał Trzaskowski: Nikt nie mówił, że miało być łatwo. Wiadomo było, że będzie blisko od samego początku.

Wszyscy mówili: „Warszawa to jest jednak bastion PO, tutaj Trzaskowski poradzi sobie w rękami w kieszeniach”. A tymczasem 7% przewagi nad Patrykiem Jakim.

Nie, Trzaskowski sobie poradzi, to prawda, natomiast nigdy nikt nie mówił, że z rękami w kieszeniach. Wiadomo było, że będzie blisko. Dzisiaj w sondażach dalej prowadzi PiS, mimo że na szczęście się do niego zbliżamy.

W Polsce, ale nie w Warszawie.

W Warszawie też jest bardzo blisko. I też są takie sondaże, które pokazują niewielką przewagę PiS-u plus wiadomo było, że po stronie opozycyjnej będzie bardzo wielu kandydatów, w związku z tym wiadomo było, że te różnice nie będą duże.

Tak naprawdę ci kandydaci ciężko powiedzieć, czy są po stronie opozycyjnej, bo Jan Śpiewak to jest np. taki kandydat, który może zabierać głosy panu, ale może też zabierać głosy Patrykowi Jakiemu.

No tak, ale jak startuje z partią Razem, to raczej zabiera stronie opozycyjnej. Jeżeli go poprze Kukiz, no to wtedy rzeczywiście może być tak, że część wyborców od Jakiego też odpłynie.

Jak to się dzieje, że Bronisław Komorowski wygrał pierwszą turę z Andrzejem Dudą 16% głosów, a pan ma tylko 7% przewagi nad Patrykiem Jakim?

Dlatego że mówi pan o drugiej turze.

Nie, ja mówię o pierwszej turze wyborów prezydenckich, Bronisław Komorowski – Andrzej Duda 16% przewagi.

Zobaczymy. Myślałem, że powiedział pan o drugiej turze.

W drugiej było ponad 8%, prawie 9%.

Zobaczymy, ile będzie kandydatów. Bo jeżeli SLD wystawi swojego kandydata, to prawdopodobnie ta różnica się jeszcze zmniejszy w pierwszej turze.

Ale rozumie pan ten mechanizm, dlaczego pan nie ma takiej przewagi, jaką miał Bronisław Komorowski dwa lata temu?

Dlatego że teraz nastroje są inne, jednak przez cały czas PiS ma wyższe sondaże, my gonimy. Myślę, że dogonimy.

Czyli styl opozycyjności PO raczej obniża jej sondaże w Warszawie?

Nie, ja jestem absolutnie spokojny o ten wynik, natomiast to, że będzie blisko, było wiadomo od samego początku. Ci, którzy mówili o jakiejś nie wiadomo jakiej przewadze na samym początku, no to widać, że nie czytali sondaży, dlatego że ta przewaga rzeczywiście była gdzieś tam około 9-10%.

Ale nie jest tak, że Patryk Jaki okazał się być trudniejszym kontrkandydatem, niż pan się tego spodziewał?

Ja uważam, że nie. Ja od samego początku wiedziałem, że każdy kandydat PiS-u będzie poważny, że trzeba go respektować, natomiast wiadomo było jedno – że będzie totalna mobilizacja wyborców.

Ale jednak Jaki, z jego aktywnością, z jego futbolowymi piknikami, z jego graniem w koszykówkę okazuje się bardziej aktywny i bardziej przedsiębiorczy niż Rafał Trzaskowski.

Zobaczymy, zobaczymy. To jest pana ocena. Myśmy spotkań zrobili znacznie więcej.

A pan ma jaką?

Ja mam ocenę taką, że…

Że „ja jestem świetny”?

Że pracujemy dużo ciężej. Że dużo więcej spotkań. Zresztą widzę na ulicach Warszawy te reakcje, te reakcje są zdecydowanie jednostronne. Mówią: „Proszę tego przebierańca nie dopuścić broń Boże do wygranej”.

No tak, ale to zazwyczaj reakcją twarzą w twarz…

No, różnie, jak się jeździ po Polsce, to było więcej takich negatywnych reakcji, a w Warszawie…

Czyli pan się pociesza, że nie jest tak źle?

Nie, ja się nie pocieszam. Nie ma czegoś takiego jak pocieszanie, tylko po prostu ciężka robota, od rana do wieczora.

Ale ma pan świadomość, że pańska przegrana tutaj z Patrykiem Jakim byłaby dla PO, czyli pańskiej rodzimej partii, katastrofą i klęską.

Byłoby rzeczywiście bardzo trudne dla opozycji, gdybyśmy przegrali Warszawę, wygrać kolejne wybory, dlatego musimy Warszawę wygrać.

Traktuje pan ten sondaż jako dzwonek alarmowy czy pan takich sondaży się właśnie spodziewał?

Ale te sondaże mówiące o przewadze 8-10-procentowej – wiele takich widzieliśmy. Były też sondaże pokazującą moją dużą przewagę, z inną trochę metodologią liczenia tego. To tylko mobilizuje do roboty.

Ale zmieni pan jakoś taktykę działania, taktykę kampanijną? Chociaż to, formalnie rzecz biorąc, jeszcze nie kampania.

Pracujemy tak samo ciężko parę miesięcy temu, jak i dzisiaj. Będziemy pracowali po prostu ciężko, przekonywali warszawiaków.

Ale dużo też jest wokół pana działań takich okołokampanijnych czy tej prekampanii utyskiwań, że niemrawa, że bez pomysłu, że bez ikry, bez formy.

No to jasne. Przecież wiadomo było, że będzie mnóstwo utyskiwania...

Ale to są nawet utyskiwania bratobójcze.

Ale media mainstreamowe zawsze muszą pokazać, że są niezależne, natomiast po drugiej stronie mamy machinę tępej propagandy TVP PiS, która będzie robiła ze mnie nie wiadomo kogo. Przecież to jest jasne. A po naszej stronie mamy bardzo wymagający elektorat, mamy bardzo wymagających dziennikarzy takich jak pan redaktor, którzy zawsze będą dzielili włos na czworo.

Zauważam, że media mainstreamowe są ulubionym chłopcem do bicia dla obu stron sporu politycznego.

Dlaczego do bicia? Ja w ogóle nie biję. Ja uważam, że fantastycznie...

Mateusz Morawiecki też podobne rzeczy mówi – że media mainstreamowe beznadziejne, straszne.

To sam pan to cytuje. Ja powiedziałem, że fantastyczni, dojrzali redaktorzy, którzy po prostu analizują – słowa krytyki pan nie usłyszał z moich ust.

Nie jest tak, że część tych głosów niechętnych, utyskujących, narzekających na pańską kampanię wywodzi się z pana rodzimej partii?

Nie, ja nie słyszę takich głosów u mnie w partii?

Czyli co, murem za Trzaskowskim PO?

Tak, dlatego że to jest kolejny spin PiS-u… Dam panu przykład. Pytają mnie dziennikarze TVP: „No i co, podobno pana zmieniają”, ja pytam: „Kto tak mówi?”. „Politycy opozycji tak mówią!”, ja mówię: „Którzy?”. „Andruszkiewicz”. No to jeżeli to jest polityk opozycji, jeżeli utyskiwania są z Kukiza, no to nic dziwnego.

A zmieniają pana?

Wracając do tego, co chcę powiedzieć, po pierwsze to tylko i wyłącznie mobilizuje do roboty, a po drugie było jasne, że my mamy superelektorat taki wymagający, taki, który zawsze będzie analizował do końca, w związku z tym to tylko mobilizuje do tego, żeby się zabierać i przekonywać tych, którzy są jeszcze nieprzekonani i utwardzać to przekonanie, że wygramy wybory w Warszawie.

Hanna Gronkiewicz-Waltz jakoś mniej pana mobilizuje, wbija panu szpile, że pan nie zna programu dla kobiet, jakie ona ma, dla warszawianek.

No bo po pierwsze się czasem różnimy, a poza tym ja uważam, że jednak te priorytety powinny wyglądać inaczej. I to jest całkowicie naturalne. My mamy taką partię, panie redaktorze, gdzie nie jest tak, jak w PiS-ie, że jest prezes, który wszystkim rządzi, a ktokolwiek będzie rządził w jakimś mieście z PiS-u, to będzie tak naprawdę namiestnikiem tylko prezesa, bo tam nikt nie ma swojego zdania.

Czyli co, Grzegorz Schetyna ma miękką rękę?

W PiS-ie nikt nie ma swojego zdania, a u nas ludzie mają swoje zdanie, no bo to jest demokratyczna partia, normalna.

W PiS-ie nikt nie ma swojego zdania?

Nie, tam wszyscy mają prezesa zdanie. (...)

Cała rozmowa:  radiozet.pl


bg Image