kierwinski8.png

"W TVP jest przedstawiany świat zupełnie inny niż ten w rzeczywistości. Z jednej strony brakuje nam pieniędzy na lekarzy rezydentów, a z drugiej strony jest pożyczka 800 mln zł dla TVP. O podwyżkach dla rezydentów kpiąco wypowiadają się redaktorzy, którzy zarabiają po 40 tys. zł miesięcznie. Zdaje sobie sprawę, jak wielkie środki przeznaczone są tylko na to, by pokazywać wielkie sukcesy rządu. Nie przypisuje wyników sondaży wyłącznie kwestiom medialnych. My jako Platforma Obywatelska staramy się wyciągać wnioski. Nie jesteśmy wobec siebie bezkrytyczni. Nie sposób nie widzieć tego, że obraz przedstawiany w prorządowych mediach jest nieprawdziwy .Mówi się tylko o rzekomych sukcesach rządu PiS" - powiedział w "Salonie Politycznym Trójki" poseł Marcin Kierwiński.

Poseł przypomniał, że "słyszeliśmy od Konstantego Radzwiłła, że jak zostanie ministrem to będzie 6 lub 7% PKB przeznaczane na służbę zdrowia. Ci ludzie chcą godnie leczyć, mimo że są wypychani z Polski przez posłów PiS. Przez ostatnie lata podnieśliśmy realnie nakłady na służbę zdrowia. W ciągu 7 lat rządów Platformy Obywatelskiej i PSL to było 30 mld zł więcej. Wzrastały  nakłady na służbę zdrowia, liczba rezydentur, jakość świadczonych usług. Równolegle do tego, Konstanty Radziwiłł, działacz organizacji lekarskich mówił wtedy, że wszystko trzeba zmienić".

W kontekście protestu rezydentów, Marcin Kierwiński zwrócił uwagę, że "jest najmocniejsza forma strajku - głodowy, nakłady na służbę zdrowia nie zwiększają się, liczba rezydentów spada. Ci ludzie potrzebują rozmowy i poważnego potraktowania, a ten rząd zachowuje się wobec nich arogancko i butnie. Do końca roku można przesunąć 135 mln zł z Funduszu Pracy, aby zapłacić lekarzom rezydentom, tak aby zarabiali i leczyli lepiej.

"Beata Szydło mówi, że tych pieniędzy nie można przesunąć, ale gigantyczne pieniądze dla TVP, dla Polskiej Fundacji Narodowej, dla IPN i KPRM się znalazły. Na 4 kancelarie: prezydenta, Sejmu, Senatu, premiera w ostatnich 2 latach przyrost wydatków to jest prawie 300 mln zł. Na urzędników jest, na lekarzy nie ma" - podkreślał poseł Kierwiński.

Marcin Kierwiński odniósł się także do słów Antoniego Macierewicza o wybuchu odnotowanym przez rejestrator lotu: "To kolejna rewelacja Antoniego Macierewicza. Mamy z nimi do czynienia od 7 lat. Żadna się nie potwierdziła. Antoni Macierewicz z żadnej rewelacji się nie rozliczył. Cały czas słyszmy, że rejestratory zostały sfałszowane. Przecież eksperci Macierewicza nie skopiowali rejestratorów i nie pojechali, żeby odsłuchać jeszcze raz rejestratorów. Wcześniej te dane były niewiarygodne. Mówili, że są sfałszowane, a teraz znaleźli wybuch. To abusurd".

"Antoni Macierewicz ma problem. Jarosław Kaczyński postawił mu sprawę jasno, że w kwietniu ma przedstawić dowody, a on ich nie ma. Macierewicz ma jedną cechę, która pojawia się przy kłamstwach smoleńskich. Jak kolejne teorie są obalane, to Macierewicz wymyśla kolejne. Śledztwo zostało przeprowadzone, jest raport komisji Millera. Swoje śledztwo prowadzi prokuratura. Od 7 lat jesteśmy okłamywani przez Macierewicza, który wykorzystuje katastrofę smoleńską do celów politycznych. Antoni Macierewicz każdego dnia oddala się od prawdy, nie szuka prawdy. Mamy do czynienia z mitomanem, człowiekiem, który na początku stawia tezę, a potem szuka dowodów" - mówił poseł.

wł/Polskie Radio


bg Image