kidawa-blonska.png

"Śmieszy mnie to, że chcą nas odwołać. Wczoraj wicemarszałek Ryszard Terlecki mówił, że chcą nas zdyscyplinować. Poczułam się, jak mała dziewczynka" - powiedziała wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska w rozmowie z Bartoszem Kurkiem odnosząc się do informacji dotyczących tego, że PiS chce odwołać dwie wicemarszałkinie Sejmu za udział w sejmowym proteście.

"Wszystko to, co robiłam przez cały czas protestu uważam, że robiłam zgodnie z Regulaminem Sejmu i prawem. Jeśli PiS chce nas odwołać, to nas odwoła, ale nie pozwolę na to, aby mnie dyscyplinowano" - zaznaczyła Małgorzata Kidawa-Błońska.

Wicemarszałek Sejmu mówiła, że wydawało się jej, "że w Sejmie można już normalnie pracować, że można normalnie funkcjonować, że dziennikarze wrócili do Sejmu, że marszałek Marek Kuchciński próbuje lepiej prowadzić obrady i wydawało się, że może tak dalej funkcjonować, ale widocznie potrzeba ciekawszych zwrotów, jak u Hitchcocka".

"Trudno jest wyciągać konsekwencje, bo posłowie nie łamali regulaminu. Potrzeba jakichś działań, które zamącą, zrobią jeszcze bardziej zagmatwaną sytuację w Sejmie. Jeśli partia rządząca ma większość, to może zrobić wszystko. Tylko ta większość powinna być wykorzystywana do działań tworzących działania wspólne, żeby Sejm był dobrze zarządzany, żeby przyjmować dobre prawo, a tak, mam wrażenie, że to jest taka dziecinada, zabawa" - podkreśliła Małgorzata Kidawa-Błońska.

Wicemarszałek Sejmu była również pytana o działania PiS w sprawie ustawy metropolitalnej, która zakłada powiększenie granic Warszawy.

"PiS zostało zaskoczone sprzeciwem. Liczyli na sprzeciw Warszawy, a zobaczyli, że to "wianuszek" postawił twardy opór. Ten opór PiS przestraszył i zastanawiają się, co robić" - mówiła Małgorzata Kidawa-Błońska.

Źródło: polsatnews.pl


bg Image