rulewski.png

- Wiem, że to są księgi hańby, a chciałbym, żeby z IPN płynęły księgi honoru polskiego, a więc o ludziach, którzy mimo różnego rodzaju presji, tej presji się oparli - powiedział w programie "Sygnały dnia" senator Jan Rulewski, pytany o publikację przez Instytut Pamięci Narodowej wykazu 6,5 tysiąca jednostek archiwalnych, które zostały wyłączone z tak zwanego zbioru zastrzeżonego.

W rozmowie z Piotrem Goćkiem senator wskazał, że osobiście ciekawią go kwestie "pozornej przyjaźni z Watykanem, a jednocześnie operacyjnej pracy w rozpracowywaniu naszych biskupów". Zwrócił jednak uwagę, że IPN jako instytucja "powinna być bardziej obywatelska, to znaczy korzystać ze współpracy innych przede wszystkim uczelni, jak również historyków, w tym zagranicznych".

Jan Rulewski przypomniał, że socjalizm "operował stu tysiącami tajnych współpracowników rejestrowanych". "Byli jeszcze nierejestrowani, do których z różnych względów taryfę ulgową stosowano" - powiedział. "To pokazuje, jak socjalizm, przynajmniej w tej dziedzinie, był silny" - dodał.

Przestrzegł, że "nadal nasza rzeczywistość penetrowana jest nie chcę nawet powiedzieć, że przez współpracowników czy ubeków, jak to mówią, ale przez ludzi słabych". "Bo kto to ci ludzie byli? To byli ludzie słabi, oni dzisiaj też są słabi, a może nawet jeszcze słabsi, przez to nie są zdolni do podejmowania na przykład odważnych decyzji gospodarczych czy też rozstrzygania w mediach, podnoszenia otwartych, ważnych kwestii społecznych, politycznych czy też moralnych" - uzasadniał.

Źródło: polskieradio.pl


bg Image