buzek2.png

"Kiedyś, 30 lat temu, wierzyliśmy - i ufaliśmy sobie - że możemy stworzyć lepszą Polskę, a przecież wielu ludziom wydawało się, że PRL jest nie do ruszenia. My tę lepszą Polskę dziś mamy i tego nawet nie negują dzisiejsi rządzący, choć w kampanii wyborczej mówili o ruinie. Zwycięstwo Solidarności było zwycięstwem bezbronnych ludzi, którzy sobie wzajemnie ufali. Górnicy byli w stanie strajkować za nauczycieli czy za pielęgniarki, ludzie sobie nawzajem pomagali" - wspominał poseł do Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek.

"Po raz pierwszy pojawiła się duża grupa ludzi, dobre 20 proc., którzy uważają, że Unia jest niepotrzebna. To jest groźne. Ale groźne też jest to, że zamykamy się na takie opinie, nie chcemy ich słyszeć, nie traktujemy ich poważnie, nie chcemy im spokojnie tłumaczyć, podawać faktów" - zwrócił uwagę w rozmowie z Magdaleną Rigamonti. Przestrzegł, że "rozpad Unii i autorytarne rządy w krajach członkowskich to najprostsza droga do konfliktu".

"Dla ludzi dzisiaj ważniejsze są emocje niż racje, własne plemię niż szersza wspólnota, dobro własne niż dobro wspólne, sentyment niż empatia, zawiść niż troska. Po ostatnim kryzysie gospodarczym to dość typowe. Ale politycy potrafią to podgrzać i wykorzystać. Wielu spośród nas jest sfrustrowanych, nie powiodło im się i nie można ich lekceważyć i odsuwać się od nich. Tych ludzi przybywa w Europie, idea antyunijna rozrasta się poprzez internet, poprzez sieci społecznościowe. Internet nakręca emocje" - wskazał.

Jerzy Buzek podkreślił, że"nie ma innego wyjścia, jak wracać do świata wartości naruszonego przez pazerny wolny rynek, przez technologię, która wymyka nam się z rąk, przez demokrację, która jest w jakiś sposób ociężała i ma trudności z szybkim podejmowaniem decyzji".

"Uważam, że polityk ma obowiązek budować społeczeństwo obywatelskie. To fundament demokracji" - dodał.

Źródło: gazetaprawna.pl


bg Image