siemoniak2.png

"Byłem najdłużej urzędującym ministrem obrony po 1989 roku. Przyjęliśmy pewną zasadę niewchodzenia dwa razy do tej samej rzeki. Jestem wiceszefem gabinetu cieni odpowiedzialnym za koordynację spraw bezpieczeństwa, a ministrem obrony w gabinecie cieni został mój świetny zastępca, pan poseł Czesław Mroczek, więc ja mam poczucie, że te kwestie są w najlepszym ręku" - powiedział w "Porannej Rozmowie RMF FM" wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej Tomasz Siemoniak.

Dodał, że "chodzi o to, żeby to nie było tak, że to są ministrowie, cienie sentymentalni, którzy wspominają swoje znakomite czasy w resortach, tylko każdy jest w innym miejscu".

"Chcemy pokazać poszczególnych ministrów cieni, pokazać jak recenzują działania swoich poprzedników i pokazać też w bliskiej przyszłości, jakie mamy plany" - podkreślił Tomasz Siemoniak. Polityk wskazał, że nie ma takiej zasady, że te osoby będą później ministrami. "Nie jest tak, że ktoś ma coś z góry zapewnione. To są ci ludzie, którzy przez najbliższe trzy lata do wyborów będą bezlitośnie punktowali ministrów z PiS. A jest za co" - zaznaczył wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej.

Tomasz Siemoniak odniósł się także do gabientu cieni, który w 2006 roku przedstawił Jan Maria Rokita oraz tego, które osoby w rzeczywistości zostały ministrami w realnym rządzie w 2007 roku.

"Zawsze premier decyduje, gdy rząd powstaje już tak naprawdę. Więc pewnie wtedy Jana Rokity już nie było w Platformie, Donald Tusk wyciągnął wnioski z doświadczeń tego gabinetu cieni, zobaczył, kto jak się sprawdził - i stąd taki, a nie inny skład. Tak jest też w innych krajach, gdzie są gabinety cieni" - mówił wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej.

Polityk odnosząc się do prokuratorskich zarzutów postawionych prezydent Łodzi Hannie Zdanowskiej, powiedział, że "trwa obława". "Zaczęło się od kontroli wszystkich urzędów marszałkowskich, takie działanie ewidentnie publiczne. Potem był prezydent Lublina, teraz prezydent Łodzi. Wyraźnie widać, że CBA i prokuratura działają politycznie i mają człowieka, a dopiero wtedy znajdują paragraf" - wskazał Tomasz Siemoniak.

"Samorządy były, są i będą naszą siłą. Jest w nich mnóstwo ludzi, którzy robią dobre rzeczy dla swoich społeczności i akurat sytuacje Zdanowskiej i Żuka to są przykłady, jak PiS chce się zabrać do tych samorządów, jak chce pokazać, że w nich się dzieje źle i być może przygotować wcześniejsze wybory w samorządach, zmienić ustrój samorządowy, czy też - jak to było w przypadku marszałków - odebrać im fundusze europejskie i sprawić, że to wojewodowie będą je dzielili. Widać mocno motywacje polityczną" - podkreślił wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej.

Cała rozmowa: rmf24.pl


bg Image