borowczak2.png

"Wybieramy komitet strajkowy: 20 osób. Spisujemy postulaty. Ale na czym? Ktoś pisze na opakowaniu po papierosach Sport, bo nawet kartki nie mamy! Po pierwsze: Anna Walentynowicz ma być przyjęta do pracy, a dyrektor ma wysłać po nią swój samochód. A dalej? Wkładka mięsna ma być ciepła. I ciepła woda w kranie po pracy. Pasta do rąk, żeby je domyć. I suszarki do włosów, bo jak człowiek zimą wychodził, a włosy długie, to zaraz choroba. Żadnej polityki"- relacjonował poseł Jerzy Borowczak, działacz "Solidarności", jeden z inicjatorów strajku w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 roku.

Jerzy Borowczak wyjaśnił, że plany strajku istniały jeszcze przed 14 sierpnia 1980 roku. "Namawialiśmy ludzi w stoczni do strajku już w lipcu, kiedy strajkowali kolejarze. Ale nie było atmosfery" - wskazał. "Ludzie przychodzili na jedno spotkanie, potem składała im wizytę esbecja i szybko im zapał mijał. Nie było chętnych do działania przeciw władzy ludowej!" - wspominał poseł. "Jeden się odważył strajkować, to my go po ramieniu klepaliśmy, że w porządku. Potem drugi się odważył. A potem trzeba było bramę szeroko otworzyć. Wałęsa potrafił do ludzi przemówić..." - przypomniał. 

Pytany o próby zdyskredytowania Lecha Wałęsy i oskarżenia o współpracę z SB Jerzy Borowczak podkreślił, że "żadne papierki z lat 70." nie zmienią jego zdania o "zaangażowaniu Lecha Wałęsy w WZZ, postawie podczas strajku w stoczni i w stanie wojennym". "To dzięki jego charyzmie ten strajk się w sierpniu udał. Władze komunistyczne fałszowały dokumenty Lecha Wałęsy, choćby wtedy, gdy miał otrzymać Nobla. To jest udowodnione" - uzasadnił.

Źródło: newsweek.pl


bg Image