siemoniak1.png

- Te ponad 100 dni to jest czas takiej wielkiej gorączki politycznej wywołanej przez rządzących. My musimy dotrzymywać kroku i po prostu bronić Polski przed PiS-em - mówił Tomasz Siemoniak w rozmowie z Konradem Piaseckim.

"Konrad Piasecki: Czym życie opozycjonisty totalnego różni się od życia opozycjonisty klasycznego?

Tomasz Siemoniak: Wymaga znacznie większej aktywności. Nie można czekać na wybory, które odbędą się za kilka lat. Trzeba stawać mocno przeciwko temu, co robią rządzący tu i teraz i to staramy się robić.

Ale jak pan usłyszał Grzegorza Schetynę mówiącego o tej opozycji totalnej to nie pomyślał pan sobie: Oj, Grzesiu, trochę przesadziłeś?

Dyskutowaliśmy na ten temat przez kilka dni, przygotowując to posiedzenie. Takie jest oczekiwanie w Platformie, takie jest oczekiwanie naszych wyborców - ludzie mówią: "róbcie coś, walczcie". O tym mówił Schetyna na posiedzeniu rady.

Róbcie coś, walczcie, a jakoś Grzegorza Schetyny odkąd ogłosił się liderem opozycji totalnej nie widziałem. Co się z nim dzieje?

Wypowiada się w mediach, wypowiada się w sieciach społecznościowych. Platforma to nie tylko jeden przewodniczący, jesteśmy aktywni. Dzisiaj jestem u pana w radiu RMF, nawet koledzy Budka z Myrchą o północy zrobili konferencję w sprawie zmian w prokuraturze, więc walczymy.

To wiem, ale pytam, co z Grzegorzem Schetyną, bo jakoś go nie widać. Chory jest?

Ma kilka dni urlopu, po roku intensywnej bardzo pracy na pewno zasłużonego. Potwierdzam, był bardzo...

Czyli gdzieś totalnie zjeżdża na nartach?

Nie wiem, czy totalnie zjeżdża, natomiast sam byłem za tym, żeby wyjechał.

I dał wszystkim spokój.

Kilka dni po prostu odpoczął.

Totalnie, totalnie odpoczął.

Totalnie, tak.

Ale pan mówi tak: "Musimy działać inaczej niż wszystkie opozycje w Polsce przez 26 lat". Co to oznacza właściwie?

Nie mieliśmy takiej władzy, jaką mamy w tej chwili. Władzy, która narusza Konstytucję. Władzy, która lekceważy instytucje międzynarodowe. Jest to zupełnie inna sytuacja. Nawet lata 2005-2007, poprzednie rzady PiS-u są nieporównywalne do obecnego czasu.

No tak, ale czy to znaczy, że - tak jak kojarzę sobie opozycję totalną - to nie powinna rozmawiać z rządzącymi, powinna bojkotować wszystkie spotkania, które rządzący organizują. Rada Bezpieczeństwa Narodowego - bez opozycji. Taki jest pomysł na opozycyjność totalną?

Władza nie szuka współpracy z opozycją. Podał pan przykład Rady Bezpieczeństwa Narodowego. 12 lutego zapowiedziano, że w najbliższym czasie się ona odbędzie - nie została powołana. Mija kolejny miesiąc prezydentury Andrzeja Dudy, nie ma Rady Bezpieczeństwa Narodowego.

Ale jak będzie to przyjdziecie a nie zbojkotujecie?

Ja uważam, że ta totalność to jest kwestia tego, co się mówi i co się robi. Natomiast w takich sytuacjach, tam, gdzie chodzi o bezpieczeństwo państwa, nie należy uchylać się od kontaktu. Totalność to nie znaczy niepodawanie ręki i brak rozmowy. Totalność to znaczy wyrazista postawa wobec tego, co się w Polsce dzieje.

No ale właśnie, w czym się będziecie różnili od tej opozycji, która przez 26 lat działała? PiS na przykład był też twardą opozycją. Zawsze mówiliście: twarda aż do twardości stali. A wy czym się będziecie różnić?

Tym, że jesteśmy gotowi uczestniczyć w takich inicjatywach, jak sobotni marsz i inne tego rodzaju przedsięwzięcia. Tym, że organizujemy całą sieć klubów obywatelskich i tym, że bardzo wyraźnie, w różnych momentach i sytuacjach mówimy, co złego PiS robi. Myślę, że te ponad 100 dni to jest czas takiej wielkiej gorączki politycznej wywołanej przez rządzących. My musimy dotrzymywać kroku i po prostu bronić Polski przed PiS-em.

A dlaczego opozycja totalna tak machnęła ręką na wybory uzupełniające do Senatu? Rządzący ogłosili je plebiscytem za czy przeciw dobrej zmianie, Jarosław Kaczyński dwoi się i troi, a was na tym Podlasiu nie widać.

Popieramy kandydata PSL-u, który jest stamtąd.

No tak, ale był pan na Podlasiu?

Jarosław Kaczyński dwoi się i troi, bo kandydatka, która została tam desygnowana przez PiS nie ma nic wspólnego z tym terenem. Natomiast jest to teren, w którym zawsze PiS wygrywał wybory do Senatu, więc to nie jest taki prawdziwy plebiscyt. Wyraźnie widać tę myśl Jarosława Kaczyńskiego, żeby z hipotetycznego zwycięstwa na Podlasiu uczynić jakiś taki wielki test poparcia. A tymczasem, gdyby tego rodzaju wybory do Senatu odbywały się w okręgu wałbrzyskim to zdecydowanie by wygrał kandydat Platformy. Po prostu Polska ma swoją geografię polityczną. (...)"

Cała rozmowa: rmf24.pl


bg Image