siemoniak2.png

"Biurokracja to nie sentymenty. Wedle wszelkich znaków na niebie i ziemi, mamy do czynienia z trzeciorzędnym dokumentem” – mówił o zniszczonym Dzienniku Działań Operacyjnych gość Kontrwywiadu RMF FM Tomasz Siemoniak, w rozmowie z Konradem Piaseckim.

"Konrad Piasecki: W RMF FM i na RMF24.pl były wicepremier, były minister obrony narodowej i polityk PO - Tomasz Siemoniak. Dzień dobry.

Tomasz Siemoniak: Dzień dobry.

Uroni pan łzę po Komendancie Głównym Policji?

Nie miałem okazji go poznać, widziałem tyle, co wszyscy widzieli w telewizji, jego ekstrawaganckie zachowanie, gdy pokazywał gabinet po poprzedniku. Trudno mi go ocenić...

Krótka, błyskotliwa kariera.

Były też dobre opinie na temat jego kariery w policji, daleki jestem od łatwych ocen, widać są powody dla odejścia, źle, że tak szybko następują zmiany komendantów, bo zaledwie kilka tygodni był szefem policji, a to nigdy nie służy instytucji.

Spieszmy się kochać Komendantów Głównych Policji i nie tylko, bo szybko odchodzą...

Za poprzedniego rządu PiS-u komendant główny został zatrzymany w sekretariacie ministra, więc widać, że bardzo szybko zaczynają się takie sceny z filmów płaszcza i szpady. 

Jak pan mógł pozwolić na zniszczenie Dziennika Dowództwa Operacyjnego z dnia katastrofy smoleńskiej, panie ministrze i premierze?

Nie Dowództwa Operacyjnego, tylko Służby Operacyjnej w sztabie. Trzeba dodać, że w MON-ie codziennie powstają tysiące dokumentów i tysiące dokumentów są niszczone. Jest ścisła procedura...

Ale tak czy inaczej - 10 kwietnia to szczególny dzień w historii Polski, polskiej armii, naprawdę warto było to niszczyć?

Wyjaśnijmy to, niech prokuratura wyjaśni, niech zapyta zainteresowane osoby, czy ten dokument miał znaczenie, czy można go było zniszczyć...

Ale ktoś pana pytał przed zniszczeniem? 

Ale przecież tych dokumentów w ogóle nie widzi minister, czy nawet szef Sztabu Generalnego, to dokument o charakterze technicznym. Zasada jest taka: ten może niszczyć dokumenty, kto je wytwarza. Zbadajmy to, wyjaśnijmy, tu nie powinno być żadnych niedomówień. Minister nigdy takich dokumentów nie dostawał, raz dziennie tworzono na podstawie tego dziennika sprawozdanie i ono trafiało do różnych osób, typowe sprawozdanie.

A jest jakaś kopia tego dokumentu, który został przemielony?

Jak powiedziałem, takie dokumenty nie trafiały na szczebel kierownictwa, inne dokumenty, które zawierały wszelkie ważne treści, a do prokuratury trafiły wszelkie istotne dokumenty związane z katastrofą smoleńską. Więc uważam, że tę sprawę trzeba wyjaśnić, nie może tu być niedomówień, natomiast wedle wszelkich znaków na niebie i ziemi mamy do czynienia z trzeciorzędnym dokumentem.

Ale odpowiadając krótko - nie wiedział pan o zniszczeniu tego dokumentu?

Oczywiście, że nie i nie powinienem wiedzieć, bo...

I nie wydawał pan na to zgody?

Oczywiście, że nie. 

A kto wydaje zgodę na niszczenie takich dokumentów?

Jest instrukcja z roku 2005  w Ministerstwie Obrony, która ściśle określa, kiedy, kto i jakie dokumenty powinien niszczyć.

I ktoś postąpił według instrukcji i nieco biurokratycznie.

Wyjaśnijmy to, czy ktoś postąpił wedle instrukcji czy cokolwiek naruszył...

Przyzna pan, że nie należało tego niszczyć, choćby z racji sentymentalno-archiwalno-historycznych. 

Biurokracja to nie sentymenty, trzeba wyjaśnić, czy cokolwiek istotnego mogło być w tym dokumencie, wedle wszelkich informacji - nie, i czy został zniszczony zgodnie z procedurami. Na tej zasadzie należałoby zostawiać jakieś tysiące nieistotnych dla sprawy dokumentów. Podkreślę - wszystko, co istotne, zostało niezwłocznie przekazane do prokuratury. 

On mógł być istotny w takim badaniu reakcji polskiej armii, czy była dosyć intensywna, sprawna na katastrofę smoleńską.

Zapewne to się znajduje w sprawozdaniu dobowym, gdzie jest opisane wszystko, co się działo. Pokazano nam fragment dokumentu. Nazwano to wielką aferą. Uzasadniono tym powołanie podkomisji. Widać, że coraz ciszej wokół tej sprawy. Poczekajmy na wyjaśnienie prokuratury.

Ale rozumiem, że to sprawozdanie dobowe nie zostało przemielone?

Wyraźnie powiedziano, że zostało zarchiwizowane, bo takie są zasady. Dokumenty się trzyma przez tyle czasu, ile to jest określony i uregulowany. Trudno, żeby te tysiące dokumentów, które w resorcie obrony powstają każdego dnia, było po wieczne czasy przetrzymywane. Archiwizuje się dokumenty istotne. (...)"

Cała rozmowa: rmf24.pl


bg Image