grupinski_min.png

- Jestem przekonany, że PO pokona w najbliższych wyborach tę antydemokratyczną partię, jaką jest dzisiaj PiS - podkreślił Rafał Grupiński w rozmowie z Moniką Olejnik.

"Monika Olejnik: A gościem Radia ZET jest Rafał Grupiński, Platforma Obywatelska, wita Monika Olejnik, dzień dobry.

Rafał Grupiński: Dzień dobry, dzień dobry państwu.

Parę dni temu szef klubu PO Sławomir Neuman powiedział, że jeżeli państwo, jeżeli prezydent nie zaprzysięże trzech sędziów to państwo poprą rezolucję i co?

No jak widać na razie nic się nie zmienia, pan prezydent nie wykazał dobrej woli, co więcej, w jednym z ostatnich wywiadów wyraźnie mówi o tym, że będzie dalej łamał Konstytucję, że nie będzie wykonywał wyroków TK.

Nie, nie, nie, pan prezydent mówi co innego „bo ja nie miałem obowiązku zaprzysięgania trzech sędziów wybranych przez PO, każdy człowiek z prawniczym wykształceniem powinien to wiedzieć”.

No czyli, że nie zaprzysięgnie w dalszym ciągu trzech sędziów, a przypomnę, że wyroki Trybunału są powszechne.

„Jestem przekonany, że Konstytucji nie przekroczyłem, ani razu” - mówi prezydent „W Sieci”.

No to jest, powiem, w ustach prawnika i to prawnika z renomowanej uczelni, Uniwersytetu Jagiellońskiego, bardzo dziwne zdanie. To znaczy po prostu, że pan prezydent zachowuje się, jak ktoś, kto patrzy na kolory i nie rozpoznaje i na zielone światło na skrzyżowaniu mówi, że to jest czerwone i odwrotnie, co jest oczywiście z punktu widzenia państwa prawa czymś wyjątkowo niebezpiecznym dla porządku prawnego.

Ale państwa szantaż nie pomógł w przestraszeniu prezydenta.

Nie, to nie jest szantaż, my mówiliśmy tylko o tym, że w sytuacji, w której jest łamane prawo w jednym z państw, które podpisały Traktat Lizboński, jednego z członków UE, a Unia Europejska przypomnę jest wspólnotą, jest rodziną państw cywilizowanych, państw demokratycznych, państw prawa, że w tej sytuacji zarówno Parlament Europejski, jak i Komisja Europejska ma prawo zabrać głos i ma prawo sprawdzić, co się w danym państwie dzieje. I w związku z tym jeśli taka będzie wola większości środowisk politycznych Parlamentu, to taka rezolucja zostanie uchwalona i my ją wtedy poprzemy, oczywiście nie w jakimś radykalnym, radykalnej formule, ale z takim wyraźnym wskazaniem, że sytuacja w Polsce powinna być naprawiona.

Ale widać, że słabnie chyba nieprzychylne zdanie o Polsce, bo wczoraj zgromadzenie parlamentarne Rady Europy nie chciało debatować na temat Polski.

No, ale też jeśli chodzi o Radę Europy, tam bardzo istotne dla poglądu Rady Europy jest akurat związana z Radą Europy Komisja Wenecka, opinia Komisji Weneckiej na temat oceny tego, co się dzieje z systemem prawnym w Polsce, w związku z czym, jak rozumiem Rada Europy poczeka do kwietnia, aż do momentu, kiedy Komisja Wenecka zakończy swoje badanie. A już sam fakt, że członkowie Komisji Weneckiej zjadą do Polski, że będą odpytywać polskich urzędników i polityków na temat tego, co się stało, już świadczy o nas fatalnie.

A po co pan Halicki, pani Pomaska głosowali za tym żeby debata się odbyła?

O której debacie pani mówi.

No o wczorajszej, o wczorajszym zgromadzeniu Rady Europy.

Otóż…

Tylko dwójka Polaków głosowała za tym, w tym pani Pomaska i pan Halicki.

My w tej sprawie jesteśmy akurat zdecydowani żeby taka dyskusja się odbyła na każdym możliwym forum, dlatego że w sytuacji, w której…

Ale Tomasz Cimoszewicz też jest z PO, tak?

Ale rozumiem, że tutaj poglądy się nieco podzieliły, jeśli chodzi o naszych polityków, czy robić to wcześniej czy później, czy poczekać na raport Komisji Weneckiej, czy też nie. I uważam, że w tej kwestii każdy polityk musi się kierować własnym przekonaniem.

A czy państwo nie popełnili błędu, Platforma Obywatelska, w zeszłym tygodniu w Strasburgu, kiedy pan Olbrycht eurodeputowany właściwie nie wytłumaczył o co chodzi z TK, także ci eurodeputowani, którzy może byli słabo zorientowani nie wiedzieli na czym cała rzecz polega.

Jeśli chodzi

Bardziej była przekonująca pani premier.

Moim zdaniem to jest kwestia przede wszystkim oceny tego, jak wyglądała debata przez tych, którzy ją oglądali, dlatego że wszystkie, nawet te najmniejsze frakcje, zmienił się po prostu pewien system występowania i proporcji głosów w Parlamencie jakiś czas temu, mianowicie, że nawet najmniejsze frakcje mogły zabrać trzykrotnie głos w stosunku do największych frakcji. Wobec tego wrażenie było takie, że kiedy te skrajne grupy zabierały głos i wspierały PiS, że PiS ma realne wsparcie w Parlamencie Europejskim, tak nie jest, proporcje są odwrotne.

Wydaje mi się, że prof. Legutko raz zabrał głos, jego głos był mocny, a pana Olbrychta głos był kompletnie nieznaczący, nie wiadomo o co mu chodziło.

Wie pani, ja akurat w tej sprawie jestem oczywiście krytycznie nastawiony do tego, że nie zostały po prostu przynajmniej w dwóch, trzech zdaniach sprostowane kłamstwa pani premier, bo pani premier w paru sprawach normalnie okłamywała Parlament Europejski…

Ale ja pana nie o to pytam, czy złą strategię przybrała, miała PO.

Ale, ale z drugiej strony myślę, że wielu obywateli nie tak zaangażowanych w politykę, jak my, czyli politycy, czy państwo jako obserwatorzy polityczni myślę, że miałoby nam z kolei bardzo za złe, mówię o takim normalnym obserwatorze, który siedzi przed telewizorem w Krotoszynie i patrzy na to, co się dzieje, że polski parlamentarzysta bardzo ostro atakuje panią premier przy innych członkach PE.

Ale wie pan, nie trzeba ostro, można po prostu powiedzieć dokładnie o co chodzi, a nie ostro.

Nie, oczywiście mi zabrakło tego zwrócenia uwagi pani premier, że wprowadza w błąd, mówię teraz delikatnie, wprowadza w błąd najważniejszych polityków europejskich, szefów poszczególnych ugrupowań, którzy zasiadają przed nią na ławach Parlamentu Europejskiego i że to obniża naszą rangę. I w istocie nie jest ważne, co retorycznie pani premier powiedziała, my się tym przejmujemy…

Ale wróciła do Polski z tarczą.

Nie, nie wróciła z tarczą. Pani redaktor nie wróciła z tarczą…

No to dla pana nie wróciła.

Nie wróciła i dla każdego świadomego obserwatora sytuacji sceny politycznej wzbudziła jedynie zażenowanie swoim zachowaniem, dlatego że żaden z polityków europejskich się nie dał oszukać.

Ale u kogo wzbudziła zażenowanie.

Politycy europejscy mają swoich przedstawicieli w Warszawie, Komisja Europejska ma tu swoich przedstawicieli, dzisiaj w internecie w mediach każdy szczegół tego, co się dzieje w Polsce, może każdy polityk europejski przeczytać i przed tą debatą parlamentarzyści się zapoznali.

Ale tak, z jednej strony państwo się przestraszyli opozycji, która mówi, że jesteście zdrajcami, jeździcie na skargę do Brukseli, chcieliście pokazać, że no proszę bardzo my nie atakujemy pani premier w Strasburgu, a wyszło tak, jak wyszło.

Znaczy mnie…

Tak czy siak macie łatkę zdrajców.

Mnie każdy polityk PiS może nazywać zdrajcą i to jest jego problem moralny. Ja jeśli chodzi o moją biografię w latach opozycji demokratycznej czasu minionego, nie mam sobie nic do zarzucenia i uważam, że to jest jedna z najgorszych w tej chwili przywar polskiego życia politycznego, to znaczy brak jakichkolwiek hamulców moralnych u rządzących jeśli chodzi o sposób traktowania ludzi, że przypomnę chociażby wyzywanie od zwierząt futerkowych demonstrantów na ostatniej demonstracji w sobotę Komitetu Obrony Demokracji.

To były futra, norki, szynszyle i kawior.

Tak i popiskiwanie, tak, tak.

Tak, no kiedyś były mohery, pamiętam, jak Donald Tusk powiedział, że mohery wyszły na ulice, czyli każdy stygmatyzuje tych, którzy wychodzą na ulice.

No jeśli chodzi o rozmowy pana premiera przy pewnej klatce schodowej, bo to była wymiana zdań z pewną, starszą panią, to oczywiście nie było to może zbyt szczęśliwe sformułowanie, natomiast odnosiło się do pewnego nakrycia głowy, a nie do cech ludzkich, tylko zostało ono skrócone potem przez hejterów pisowskich żeby w ten sposób stygmatyzować poniekąd siebie żeby nas bardziej w ten sposób obciążyć, że pogardzamy innymi ludźmi. Nigdy, nikim nie pogardzaliśmy w odróżnieniu od pisowskich polityków, którzy, jak pani redaktor dobrze wie, wprost nazywa nas złodziejami, komunistami, po prostu uważa, że to jest w porządku.

Czy uważa pan, że to była, to co politycy PiS mówili o tych demonstracjach KOD, że to jest pogarda dla tych ludzi, którzy wyszli na ulice?

Oczywiście, że tak, ponieważ przede wszystkim każdy kto na taką demonstrację by się wybrał, zobaczyłby jak różni tam są ludzie, jak różni wiekowo, poglądami, no jak często to są ludzie biedni, to są ludzie, którzy po prostu nie zgadzają się na łamanie demokracji w Polsce, a ich, że tak powiem, status życiowy jest bardzo, bardzo różny, bo to po prostu widać, kiedy się z tymi ludźmi rozmawia, słyszy się, widać, jak się bardzo przejmują. I to są często ludzie naprawdę bardzo prości i bardzo skromnie żyjący, natomiast nie zgadzający się na łamanie demokracji w Polsce. PiS po prostu tych ludzi w tej chwili gubi i całe szczęście, że gubi ich jeśli chodzi o poparcie społeczne. (...)"

Cała rozmowa: radiozet.pl


bg Image