trzaskowski.png

- Odpowiedzialność leży na rządzie, dlatego że to rząd może przez swoje działania wewnętrzne zaprzepaścić pozycję Polski w Unii Europejskiej - mówił w rozmowie z Konradem Piaseckim gość "Kontrwywiadu", wiceprzewodniczący Klubu Parlamentarnego Platforma Obywatelska Rafał Trzaskowski.

"Dziś ramię w ramię z Beatą Szydło, we froncie obrony dobrego imienia Polski?

No to jednak spore nadużycie. Znaczy, co do dwóch rzeczy była zgoda i co do dwóch rzeczy zgody nie ma. Czyli po pierwsze - rzeczywiście sankcje ewentualne nałożone na Polskę, by Polsce nie służyły, po drugie, jeżeli spotykamy się z wyolbrzymionymi opiniami, które nie są uzasadnione, np. porównania Polski do putinowskiej Rosji, to tu też nie będzie zgody. Natomiast my się dosyć mocno różnimy.

Beata Szydło mówi - "cała opozycja jest w obliczu zagrożenia gotowa stanąć ramię w ramię, z tymi, którzy na mocy werdyktu Polaków dzierżą dziś ster rządu w naszym kraju".

Więc właśnie to jest jednak nadużycie, dlatego, że...

Czyli nie cała opozycja. Rafał Trzaskowski się wyłącza z całej opozycji.

Nie cała opozycja, nie. Ja byłem na tym spotkaniu, więc wiem, co mówił również przewodniczący klubu. Powiedzieliśmy, jeżeli będą..

Ale powiedzieliście Beacie Szydło - "nie, ramię w ramię, nie będziemy bronili dobrego imienia Polski"?

Ramię w ramię nie, jeżeli będą nadużycia, jeżeli będą nieuprawnione porównania, to my będziemy przeciw temu protestować. Natomiast jak będą uzasadnione pytania o to, dlaczego PiS łamie niektóre unijne przepisy, łamie konstytucję, my będziemy również te pytania powtarzać.

Czyli co?

Będziemy uzasadniać z naszymi partnerami.

Beata Szydło nadto włączyła was w ten front?

Spotkanie było konstruktywne, dlatego, że uzgodniliśmy, że my nie zamierzamy załatwiać polskich sporów za granicą. Nie zamierzamy być tą siłą, która będzie prowokować tego typu debatę, czy nie będziemy w pierwszym szeregu tej debaty, natomiast uważamy, że nasi partnerzy w Unii Europejskiej mają prawo zadawać pytania, które są uzasadnione, o stan tego, co dzieje się w Polsce.

Ale kiedy pan zobaczył Beatę Szydło w orędziu mówiącą o tym chodzeniu ramię w ramię, to pan pomyślał - no, troszkę się daliśmy zrobić w konia.

Nie, dlatego, że jaka była alternatywa? Mogliśmy się zachować tak, jak PiS i nie iść na to spotkanie. 

Nie no, rozumiem, że mogliście na tym spotkaniu mocniej zaakcentować, to że jednak nie ramię w ramię.

Ale myśmy to akcentowali, myśmy to akcentowali bardzo mocno i również wychodząc z kancelarii prezesa rady ministrów mówiliśmy o tym głośno, że my nie odbieramy sobie prawa..

Czyli co, Beata Szydło mówiąc to, co mówiła, mówiła to ze świadomością, że nie jesteście razem z nią.

Nie odbieramy sobie prawa do krytyki. Będziemy krytykować polski rząd, również w Parlamencie Europejskim, jeżeli będą się pojawiały sensowne, merytoryczne pytania o to, czy nie jest naruszane np. unijne prawo, bo w naszym rozumieniu w kilku miejscach, jeżeli chodzi np. o ustawę medialną, pojawiają się tego typu zagrożenia.

Ale kiedy pan używa słowa nadużycie w kontekście tego, co mówiła Beata Szydło, to gdzie jest to nadużycie?

Mówiąc o tym, że idziemy ramię w ramię i tak naprawdę z tych słów można by było wynieść taki wniosek, że w ogóle będziemy się powstrzymywać od krytyki - na to zgody oczywiście nie ma. Natomiast prawdą jest to, że generalnie rzecz biorąc zależy nam na dobrym imieniu Polski, tylko tutaj odpowiedzialność leży na rządzie, tzn. to rząd musi się wytłumaczyć z tego, co w Polsce robi, to rząd musi się wytłumaczyć, dlaczego chce osłabić tę bardzo mocną pozycję Polski w Unii Europejskiej, nad którą pracowaliśmy przez ostatnie 8 lat.

Odpowiedzialność leży też na opozycji, bo może prosić swoich europejskich partnerów: "przyłączcie się, wesprzyjcie nas, w Polsce dzieje się fatalnie" albo możecie mówić: "spokojnie, spokojnie, nie jest tak źle, poradzimy sobie".

Odpowiedzialność leży na rządzie, dlatego że to rząd może przez swoje działania wewnętrzne zaprzepaścić pozycję Polski w Unii Europejskiej, która pozwala nam załatwiać ważne dla Polski sprawy w Unii Europejskiej. Więc to jest odpowiedzialność rządu. Natomiast myśmy jasno powiedzieli: nie będziemy podgrzewać tej atmosfery, natomiast będziemy zadawali również te trudne pytania, które padają w polskim kontekście. Ale to nie my jesteśmy tą siłą, która inspiruje te wszystkie pytania naszych partnerów, to jest po prostu zatroskanie naszych partnerów stanem tego, co dzieje się w Polsce, i większość tych pytań jest całkowicie uzasadniona. Natomiast niektóre porównania są rzeczywiście, zwłaszcza Martina Schulza...

Czyli putinizacja - nie. Nie ma zgody na putinizację.

Oczywiście, że nie ma zgody na putinizację. I w tym sensie jesteśmy zgodni, że jeżeli będą padały sformułowania, które będą na wyrost, które będą nadużyciem, to w tym sensie będziemy również bronili dobrego imienia Polski, bo nam nie zależy na tym, żeby wiarygodność, którą budowaliśmy osiem lat, legła w gruzach natychmiast. Natomiast odpowiedzialność jest po stronie rządu.

Ale będzie tak, że będziecie raczej uspokajać czy raczej jątrzyć? Raczej wyciszać emocje czy raczej siać ziarno niepokoju - że takim językiem biblijnym się posłużę.

Jasno mówiliśmy, że nie będziemy jątrzyć. My na razie uspokajamy, jak pytają nasi partnerzy, co się w Polsce dzieje, mówimy, że są złe sygnały, natomiast, że wolimy załatwiać polskie sprawy w Polsce. Nie jątrzymy. Natomiast też rozumiemy zaniepokojenie naszych partnerów i również w debacie w Parlamencie Europejskim nie będziemy się tak skandalicznie zachowywać jak Prawo i Sprawiedliwość w 2011 roku podczas przewodnictwa Polski w Unii, kiedy premier Tusk był atakowany w sposób niesłychanie ostry przez posłów Prawa i Sprawiedliwości. Nie będziemy w pierwszym rzędzie tych atakujących, ale też nie odbieramy sobie prawa do krytyki.

No ale kiedy was zapytają: "słuchajcie panowie, obejmować Polskę jakimś euronadzorem, szczególną kuratelą", to co odpowiecie?

Uważamy, że uruchomienie artykułu 7 traktatu, który mówi właśnie o tego typu nadzorze w związku z tym, że dane państwo nie spełnia podstawowych reguł samorządności - że na to jest zdecydowanie za wcześnie.

Pański następca mówi: "to historia science-fiction".

On mówi z innego powodu, bo on uważa, że tego mechanizmu się nie uruchomi, bo parę państw się na to nie zgodzi, natomiast uważam, że na to jest za wcześnie i to by naprawdę stanowiło zagrożenie dla Polski i utraty pieniędzy, możliwość zablokowania naszego głosowania - oczywiście, że tego nie chcemy, to jest jasne i o tym mówimy całkowicie otwarcie.

Czyli żadnych sankcji?

Nie, sankcji tych dotyczących praworządności, natomiast jeśli UE stwierdzi, że jest łamane prawo, konkretne dyrektywy, dotyczące np. dyrektywy audiowizualnej, jeżeli chodzi o nadzór apolityczny nad mediami, czy kwestii dotyczącej inwigilacji w internecie, i tutaj UE będzie stwierdzać naruszenia prawa europejskiego i nakładać sankcje na Polskę, może się tak zdarzyć. Czy myśmy tego chcieli? Też nie. Nie chcemy, żeby Polska była karana, ale zdarzyć się może. (...)"

Cała rozmowa: rmf24.pl


bg Image