schetyna7.png

- Sprawa z TK nie przynosi nam splendoru w świecie - zwrócił uwagę Przewodniczący sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych Grzegorz Schetyna w rozmowie z Krzysztofem Grzesiowskim.

""Krzysztof Grzesiowski: We Wrocławiu poseł Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna. Dzień dobry, witamy, panie pośle, z Warszawy.

Grzegorz Schetyna: Dzień dobry, kłaniam się.

(...) No to się cieszymy. Panie pośle, brał pan udział w sobotę w manifestacji Komitetu Obrony Demokracji we Wrocławiu, ale głosu pan nie zabierał. Czy można wiedzieć, dlaczego?

G.S.: Ja byłem gotowy do tego, ale taka była konwencja prowadzących spotkanie, żeby politycy pierwszoplanowi, jak zostało to powiedziane, nie wypowiadali się. Byłem gotowy do zabrania głosu. Przyjechałem, zresztą zapraszałem do udziału w tym marszu. Trochę nie rozumiem tych decyzji, no ale organizatorzy decydują w takiej kwestii. Byłem, stałem koło Władysława Frasyniuka, byliśmy tam razem, popierając samą ideę marszu, manifestacji, tego wszystkiego, co widzieliśmy przecież nie tylko we Wrocławiu czy w Warszawie, ale w wielu, w kilkudziesięciu miastach w Polsce.

(...) A gdyby organizatorzy zdecydowali inaczej, to co by pan miał do powiedzenia?

Ja przede wszystkim... Przede wszystkim to, co jest najważniejsze dzisiaj i to, co trzeba mówić, to znaczy, że nie ma zgody na takie państwo, które jest państwem opresywnym, które zabiera niezależność, które narzuca wolę większości wszystkim niezależnym instytucjom, które prowadzi wojnę z Trybunałem Konstytucyjnym i podważa trójpodział władzy w Polsce, na władzę ustawodawczą, wykonawczą i ustawodawczą... i sądowniczą, państwo, które nie szanuje praw mniejszości i tej parlamentarnej, i wszystkich tych, którzy nie głosowali na PiS w tych ostatnich wyborach. O tym trzeba mówić i pokazywać, że Polacy potrafią i będą aktywni w tych kwestiach, nie tylko będą mówić, ale także protestować w tych sprawach.

A może to jest tak, jak powiedziała pani premier Beata Szydło w TVN24, że manifestacje organizują ci, którzy utracili władzę i przywileje.

No właśnie to jest typowy przykład, że tak nie jest, jest dokładnie przeciwnie, to znaczy byliśmy i uczestniczyliśmy we wszystkich tych manifestacjach, wspieraliśmy i zapraszaliśmy, bo ważne jest takie także polityczne wsparcie dla tej idei. Aktywność i niezgoda na narzucanie woli większości w taki sposób łamiący przecież nie tylko Konstytucję, ale w ogóle prawo. Więc uważam, że to nie jest przecież... i to bardzo wyraźnie było widać w sobotę, że to nie jest pomysł partii politycznych, a szczególnie tych, które przegrały wybory, ale właśnie absolutnie oddolny, obywatelski. To, oczywiście, jest jakby wyraz niezgody tych wszystkich, którzy – tak jak powiedziałem – nie głosowali na PiS i nie mogą się zgodzić i nie zaakceptują takiej polityki. Polska jest krajem demokratycznym i musi mieć możliwość także być dumna z tych ostatnich 26 lat. My jesteśmy dumni.

No ale jak miałby być realizowany mandat przez większość? A z taką teraz mamy do czynienia w parlamencie.

No tak, ale większość może realizować mandat, czyli realizować to, co wynika z wygranych wyborów. Mają większość, ale muszą liczyć się z tym, że muszą jakby potwierdzić starą, najstarszą prawdę, że prawo nie działa wstecz, to znaczy jeżeli chcą zmieniać Trybunał Konstytucyjny, to muszą cierpliwie czekać na zapisy ustawowe i mogą mieć wpływ na tę zmianę w taki sposób, jak każda inna większość parlamentarna w poprzednich parlamentach. To jest coś normalnego. A jeżeli ktoś łamie niezależność instytucjonalną Trybunału Konstytucyjnego, to robi to po to... albo żeby zdobyć w nim większość i decydować natychmiast, albo żeby go anihilować, unieszkodliwić, czyli zabrać mu tę niezależność i możliwość decydowania. Więc ani jedno, ani drugiw... Znaczy i jedno, i drugie jest nie do zaakceptowania, bo to jest po prostu sprzeczne z prawem, ale także taką racjonalną logiką funkcjonowania państwa. Po to powstał Trybunał Konstytucyjny i w ogóle sąd konstytucyjny, właśnie wyciągając wnioski z doświadczeń komunizmu i nazizmu, gdzie większość może wszystko, także według zapisów ustaw, które sama narzuca. Dokładnie tak nie jest. Konstytucja jest czymś najważniejszym, przyjęta przez większość Polaków w referendum i to musi być decydujące.

No tak, ale wtedy, kiedy Platforma mówi o Trybunale Konstytucyjnym, to Prawo i Sprawiedliwość mówi o także Trybunale, ale w kontekście tego, co wydarzyło się w czerwcu tego roku, czyli gdyby Platforma nie naruszyła Konstytucji, to wtedy być może by tej sprawy nie było. Państwo teraz biją się w piersi, od niedawna co prawda, ale jednak.

Ja mówiłem o tym od początku, że to... Ale tylko, panie redaktorze, żebyśmy tu byli precyzyjni. Jest jednak taka sytuacja, że tam wybraliśmy trzech posłów, parlament wybrał w sposób nie podlegający jakiejkolwiek dyskusji, dwóch wybraliśmy zmieniając ustawę i oddaliśmy tą sprawę sami do Trybunału Konstytucyjnego, pytając, czy ta sprawa jest zgodna z Konstytucją, uznając, że wyrok, orzeczenie, werdykt Trybunału będzie decydujący. To jest jednak zupełnie coś innego niż to, co widzimy przez ostatnie kilka tygodni w wykonaniu większości pisowskiej.... Tu jest po prostu totalne używanie broni atomowej i atakowanie Trybunału Konstytucyjnego jako... jako czegoś najgorszego, tak jakbyśmy się musieli wstydzić jego funkcjonowania i tej instytucji, która tak naprawdę jest gwarancją wolności i to, że Polska była i jest państwem prawa. Musimy szanować niezależność instytucji konstytucyjnych i instytucji prawa. Więc z tego naprawdę musimy wyciągać poważne wnioski, bo ten spór, który jest w Polsce, ten konflikt czy ta wojna wokół Trybunału jest bardzo uważnie obserwowana w Europie i w świecie i ona nie przynosi nam tutaj splendoru, mówiąc zupełnie delikatnie.

No to teraz mówi pan jako przewodniczący sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych nieco. Ale tak swoją drogą, przecież nie musiał pan być przewodniczącym, większość parlamentarna mogła wybrać innego posła, na przykład ze swojego grona, który kierowałby tą komisją. Zatem nie jest tak, że opozycja nie ma nic do powiedzenia w parlamencie, przynajmniej na poziomie Komisji Spraw Zagranicznych.

No ale mam doświadczenie, bo byłem trzy lata wcześniej, przed Ministerstwem Spraw Zagranicznych byłem tym przewodniczącym. Ja bym powiedział tak: zawsze jest parytet i tutaj nie ma... to nie jest jakikolwiek gest większości, że są komisje parlamentarne, które są prowadzone przez posłów opozycji. To jest taka zasada i to wynika czy wypływa z podziału i z matematyki. Więc dlatego to jest pewnego rodzaju gest, oczywiście, bo polityka zagraniczna powinna być wspólna i ona powinna szukać takiego wspólnego spojrzenia między koalicją rządzącą a... między rządzącymi a opozycją. Wydawało się, że udawało się to robić w poprzedniej kadencji, dużo pracowaliśmy nad tym, żeby tak mogło być, szczególnie że czasy przecież przyszły trudne. Ja wierzę, że może być tak też i w tej sytuacji. (...)"

Cała rozmowa: polskieradio.pl

 


bg Image