borusewicz2.png

Wolałbym, żeby prezydent nie używał do kampanii politycznej PiS-u rocznicy Grudnia, ale niestety, to mogą być takie apele, które trafiają w próżnię, więc zdaję sobie sprawę, ale to nie jest miejsce, aby używać do swoich działań politycznych rocznicy Grudnia - powiedział w "Sygnałach Dnia" Bogdan Borusewicz, wicemarszałek Senatu. 

"Krzysztof Grzesiowski: Bogdan Borusewicz, wicemarszałek Senatu Rzeczpospolitej. Witamy, panie marszałku.

Bogdan Borusewicz: Dzień dobry panom, dzień dobry państwu.

Ma pan okazję od czasu do czasu tak, nie wiem, siedząc samemu w domu, cofnąć się o 45 lat pamięcią?

Często się cofam...

W przypadku tego roku to jest 45 lat.

Niedawno ulica przy stadionie rugby w Sopocie była nazwana imieniem mojego kolegi Waldka Zajczonko, który zginął w Gdyni 17 grudnia. A więc pamiętamy o tym i ja też pamiętam. Na Wybrzeżu pamiętamy o Grudniu.

„Studiowałem w Lublinie, przyjechałem do Gdańska 17 grudnia w nocy. Pamiętam, wysiadłem z pociągu i uderzył mnie widok pustych ulic, obwieszczenia o godzinie milicyjnej”, tak pan wspominał tamten czas, tamte dni. I to takie wydarzenie, które panu zapadło w pamięć – pewna kobieta, która czekała na syna.

Tak, i podeszła do mnie. Myślała, że syn przyjechał. No, to było szokujące, oczywiście, te puste ulice i ludzie, którzy w kolejkach elektrycznych w ogóle nie rozmawiali z sobą, panowała taka grobowa cisza. 17 grudnia, akurat przyjechałem w tym dniu, kiedy dokonano tej masakry w Gdyni, zastrzelono 18 osób. To było wstrząsem, ale... I wydawało się, że sytuacja jest beznadziejna. Ale 10 lat później w rezultacie tego Grudnia, który przeżyli wszyscy, narodził się Sierpień i zwycięstwo. To niewątpliwie ten Grudzień 70 był podłożem takim, który przypominaliśmy. Ja od 77 roku przez trzy kolejne lata organizowałem wiece pod Bramą nr 2, tam, gdzie 16 grudnia zginęli dwaj stoczniowcy.

Czarny Czwartek, akurat pan przyjechał do Gdańska w ten Czarny Czwartek. Ci, którzy zginęli wówczas, zostali zastrzeleni, to byli ludzie w wieku, może nie wszyscy o tym wiedzą, od 15 do 34 lat, stoczniowcy, portowcy, uczniowie prawdopodobnie ze szkół...

Tak, to byli w większości bardzo młodzi ludzie, trzydziestokilkulatek to był wśród nich jeden z najstarszych. Ja szybko zacząłem szukać ich grobów, żeby zobaczyć, znaleźć te nazwiska. I w Gdyni znalazłem, w Wejherowie także znalazłem groby. To było zaskakujące, to było uderzające, to byli bardzo młodzi ludzie, najmłodszy miał 15 lat, był uczniem, to byli młodzi robotnicy, młodzi uczniowie. Tak, dlatego że młodzież jest najbardziej zapalona i zawsze idzie z przodu, chociaż rodzice, tak jak moja matka, przypominają: ty nie idź, z przodu, ty gdzieś idź tam z tyłu, ale młodzi nie patrzą na niebezpieczeństwo. Może mają mniejszą wyobraźnię, ale to... No i tak się zdarza, że wszystkie tego typu rewolucje, demonstracje wypychają młodzież do przodu.

A zna pan odpowiedź, panie marszałku, na pytanie, dlaczego właśnie to było Wybrzeże? Dlaczego to był Gdańsk, dlaczego to była Gdynia? Dlaczego to był Szczecin? Elbląg?

Zadawałem sobie to, oczywiście, pytanie, ale chcę powiedzieć, że dwa lata wcześniej były demonstracje młodzieżowe, studentów, uczniów, i w Gdańsku była to olbrzymia demonstracja w marcu 68 roku, 20 tysięcy ludzi, to już widać, że Trójmiasto jest bardzo dynamiczne. W dużej mierze ci stoczniowcy i przede wszystkim ze Stoczni najwięcej zginęło osób, to byli ludzie przyjezdni, to byli ludzie z różnych stron kraju, przyjechali, to byli ludzie tacy aktywni, dynamiczni. I myślę, że Wybrzeże dlatego było dynamiczne, że tam z różnych stron Polski po 45 roku napłynęli ludzie. Także w Gdańsku było dość dużo i jest dość dużo potomków tych repatriantów z Wileńszczyzny, którzy stracili swoje ojczyznę i znaleźli nowe miejsce w Gdańsku czy Gdyni, a przede Gdańsk to była ludność napływowa, Gdynia bardziej związana z miejscem, czyli z Kaszubami.

Jaka była atmosfera tamtych dni, właściwie jaki był stosunek ówczesnych władz do wydarzeń na Wybrzeżu, niech świadczy taka wypowiedź ówczesnego członka Biura Politycznego KC PZPR Zenona Kliszki, który na spotkaniu z dyrekcją Stoczni Gdańskiej i z członkami partii mówił, że mamy do czynienia z kontrrewolucją i nieważne jest, że zginie dwustu czy więcej stoczniowców, Stocznia zostanie zburzona, a na gruzach starej zbudujemy nową.

A to była pogarda dla życia ludzkiego, w ogóle dla ludzi, ta pogarda, która właśnie kosztowała życie kilkudziesięciu osób, 42 demonstrantów zginęło i 2 milicjantów.

Dziś, oczywiście, przy okazji rocznicy wydarzeń grudniowych na Wybrzeżu pojawiła się w naszym programie ballada o Janku Wiśniewskim, utwór znakomicie znany. Nazwisko Mieczysław Cholewa na pewno coś panu mówi.

No tak, ja słyszałem tą balladę na początku w jego wykonaniu, słowa napisał Krzysztof Dowgiałło, też mój kolega z Solidarności, potem z podziemia. Długo razem walczyliśmy. Ten tekst najpierw obiegł, przepisywany ręcznie, Trójmiasto i ja go po raz pierwszy jako tekst anonimowy przeczytałem gdzieś w 71–72 roku.

Janek Wiśniewski, a naprawdę Zbyszek Godlewski, 18–latek, który zginął zastrzelony w Gdyni. Ale wracając jeszcze do Mieczysława Cholewy, dziś Rzeczpospolita pisze o tym utworze, o balladzie i jej autorze, kompozytorze, właśnie o panu Cholewie. Może zacytuję panu, panie marszałku, fragment, bo to także pana nazwisko się pojawia. „Warto wrócić do postaci Mieczysława Cholewy. W 2005 publicznie wyznał, że przez wiele lat współpracował z peerelowską Służbą Bezpieczeństwa, z jednej strony występując z gitarą, zagrzewał młodych ludzi do walki z komuną, a z drugiej zaś donosił na ukrywającego się Bogdana Borusewicza”.

No, takie są losy niektórych. Ten system peerelowski strasznie łamał ludzi, ich sumienia. To był system straszny, chociaż to nie był stalinizm, ale bardzo represyjny, bardzo taki aktywny w niszczeniu ludzi, bo Mietek Cholewa został w ten sposób przecież zniszczony. Był bohaterem, a stał się agentem. To tragedia, także tragedia dla niego i tragedia dla mnie. Ja się z nim przyjaźniłem.

Prezydent Andrzej Duda dziś na uroczystościach w Gdyni mówił, że za tę III Rzeczpospolitą po 89 roku, która nie umiała skazać sprawców tej zbrodni, wstyd, zwyczajnie wstyd dzisiaj chyba nam wszystkim, jak tutaj stoimy – mówił prezydent. Dlaczego nie doszło do rozliczenia? Dlaczego tak to trwało?

Ja wolałbym, żeby prezydent nie używał do kampanii politycznej PiS-u rocznicy Grudnia, ale niestety, to mogą być takie apele, które trafiają w próżnię, więc zdaję sobie sprawę, ale to nie jest miejsce, aby używać do swoich działań politycznych rocznicy Grudnia. Proces trwał 8 lat, bardzo długo, on się odbył, zostało kilka skazanych. W międzyczasie znaczna część tych oskarżonych zmarła. Proces się tak długo ciągnął, dlatego że prokurator prowadzący popełnił podstawowy błąd, przesłuchał około 3 tysięcy świadków i potem przed sądem oni musieli stawać. I też znowu 3 tysiące świadków było przesłuchiwanych przez sąd. To był podstawowy błąd procesu. Ja rozumiem, że jeżeli ten proces prowadziłby prokurator Piotrowski, to patrząc na jego szybkość w zmianie nie tylko Konstytucji, łamania Konstytucji, w zmianie ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, to ten proces odbyłby się w ciągu, podobnie jak te głosowania nad zmianą kolejnej ustawy o Trybunale, w ciągu maksimum dwóch dni.

A czy tak wewnętrznie nie czuje pan pewnego dyskomfortu, że to nie tak powinno wyglądać?

No oczywiście, że... Ale...

Że niektórym ludziom włos z głowy nie spadł, tym, którzy byli odpowiedzialni za masakrę robotników w 70 roku?

No niestety, tak, tak, oczywiście, ale to błąd był prokuratora, on został zmieniony. Zresztą popełniony z nadgorliwości, jak sądzę, nie ze złej woli. Prokurator został zmieniony i wtedy proces ruszył do przodu, no ale 8 lat on trwał, 8 lat trwał. (...)"

Cała rozmowa: polskieradio.pl


bg Image