siemoniak2.png

- Trybunał Konstytucyjny przesądził o tym jak należy interpretować zgodność ustaw z konstytucją - mówił w "Sygnałach dnia" poseł Tomasz Siemoniak.                             

"Krzysztof Grzesiowski: Poseł Platformy Obywatelskiej Tomasz Siemoniak. Dzień dobry, kłaniamy się.

Tomasz Siemoniak: Dzień dobry panom, dzień dobry państwu.

Wczorajszy, kolejny werdykt, orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego dotyczący listopadowej nowelizacji ustawy o Trybunale, według Trybunału częściowo niezgodne z Konstytucją, takiego użył sformułowania. Trybunał nie zakwestionował konstytucyjności trybu uchwalenia samej nowelizacji, ale miał wątpliwości i uznał za niekonstytucyjne inne punkty. W jakim my jesteśmy etapie w tej chwili? W jakim punkcie w sprawie Trybunału Konstytucyjnego? Bo ktoś... w Rzeczpospolitej napisano takie zdanie: „Mamy więc pat, ośmiu wybranych sędziów zamiast pięciu, w tym trzech bez ślubowania”.

Mamy sytuację dość jasną z punktu widzenia państwa prawa. Trybunał Konstytucyjny, który zgodnie z Konstytucją ma moc orzekania powszechnie obowiązującego i ostatecznego, 3 i 9 grudnia przesądził o tym, jak należy interpretować zgodność ustaw z Konstytucją. Więc problemem jest dzisiaj to, że rządząca większość, prezydent nie zamierzają przestrzegać Konstytucji i nie zamierzają przestrzegać orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego. To tworzy pat. Nie widać wyjścia z tego kryzysu. Prezydent opowiedział się jasno po jednej ze stron, nie stał się arbitrem, tak jak różne partie, różne instytucje apelowały. I dzisiaj mamy sytuację taką, w której trzeba wyraźnie powiedzieć: Konstytucja została złamana.

A jakie zatem zamiary wobec tego faktu ma Platforma?

Platforma w parlamencie robiła co się da, to Platforma przygotowała kolejne wnioski do Trybunału Konstytucyjnego, aby właśnie w zgodzie z prawem tę sytuację rozstrzygać. Dzisiaj pozostaje mocny, ostry sprzeciw, mamy zorganizowaną przez wiele organizacji, także z poparciem Platformy, manifestację w najbliższą sobotę o dwunastej przed siedzibą Trybunału w Warszawie na Szucha i to będzie taki moment, żeby obywatele powiedzieli: stop, bo destrukcja państwa prawa źle się skończy.

A kwestia, nazwę ją na zewnątrz, czyli rozmowa o tym, co się dzieje, na forum unijnym, to za wcześnie, czy to jest zbędne na tym etapie?

Ja dawno nie byłem w Brukseli, więc nie wiem, jakie tam panują nastroje. Mogę mówić o prasie zachodniej, która bardzo jaskrawo pisze o tym, co się dzieje w Polsce. Natomiast uważam, że to jest czas na załatwianie polskich spraw w Polsce, w polskim parlamencie, wśród polskiej opinii publicznej. Miejmy nadzieję, że to tu właśnie pojawi się po stronie rządzącej, po stronie PiS-u refleksja, że to jest droga donikąd, że łamiąc prawo, nie zajdzie się daleko.

Pan powiedział, że polskie sprawy powinniśmy załatwiać w Polsce, przed chwilą pan to potwierdził. „Debatę w Unii Europejskiej uważam za przedwczesną”. Słowo przedwczesna oznacza, że nie zamyka pan takiej drogi, takiej możliwości.

Nie zamykam takiej możliwości, bo Parlament Europejski to także jest nasz parlament, tam są polscy eurodeputowani i mogą rozmawiać i dyskutować o czym chcą. Uważam, że jest za wcześnie i dobrze, że Platforma była wśród tych, którzy powiedzieli: nie rozmawiajmy teraz, dajmy sobie czas w Polsce. Natomiast tego, że zachodni politycy czy zachodnie media będą się interesowały Polską, nie zmienimy, to jest naturalne, jesteśmy bardzo ważnym państwem w Europie, państwem, które uchodziło za wzór wiarygodności, za wzór stabilności gospodarczej i politycznej, i dzisiaj w pospiesznym tempie przez kolejne tygodnie tę wiarygodność tracimy. Nic dziwnego, że nasi przyjaciele się martwią, a nasi wrogowie się cieszą.

No ale przyzna pan, że... zresztą pana koledzy, koleżanki i koledzy partyjni przyznają, że nie byłoby tego być może, gdyby nie to, co wydarzyło się w czerwcu.

Nie da się tych sytuacji porównać. Ja wielokrotnie przyznawałem, że został popełniony w czerwcu błąd, ale gdy Trybunał 3 grudnia powiedział: to było niezgodne z Konstytucją, natychmiast powiedzieliśmy: to błąd i respektujemy, szanujemy orzeczenie Trybunału. Inaczej postępuje PiS, uznając, że może wybierać z orzeczeń Trybunału tylko to, co mu odpowiada.

Ciekawa sprawa z Trybunałem Konstytucyjnym. Okazuje się, że w ciągu 8 lat koalicji Platforma Obywatelska, Polskie Stronnictwo Ludowe ówczesny rząd nie wykonał 48 orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego. Wiedział pan o tym?

Tak, bo Rada Ministrów przecież pracowała i nad...

Czyli nie ma w ogóle żadnych sankcji za niewykonanie orzeczeń.

...dostosowaniem prawa do wymogów europejskich, gdzie w różnych momentach były różne problemy. I tak samo nad wprowadzaniem orzeczeń Trybunału. Każda z tych sytuacji na stronach rządowych była precyzyjnie wyjaśniona. Tu dzisiaj mamy do czynienia z zupełnie inną sytuacją. Tu chodzi o sprawy ustrojowe, o podważenie zasady podziału władzy i nie można tego porównywać z opóźnieniami we wprowadzaniu innych orzeczeń w zupełnie innych sprawach. Często to się wiązało z ogromnymi kosztami, więc to nie jest zupełnie porównywalna sytuacja. To nie jest ani czerwcowa, błędna częściowo nowelizacja, ani te fakty, o których pan redaktor mówi, nie są żadnym alibi do tego, co się dzieje teraz, bo to są sprawy zupełnie nieporównywalne.

Ale miały miejsce.

Jasne.

No to zmieńmy temat, jeśli pan pozwoli. Jak działa program Nuclear Sharing? Czego dotyczy?

W skład Sojuszu Północnoatlantyckiego wchodzą państwa, które dysponują bronią jądrową. To jest jedna z istotniejszych strategii Sojuszu, ta strategia nuklearna. Wszyscy sojusznicy mają prawo na ten temat dyskutować. Odbywają się cyklicznie grupy planowania nuklearnego NATO, ja brałem w nich także udział. Natomiast ponieważ dotyczy to kilku z państw sojuszniczych, podjęto wiele lat temu taki program, w którym Stany Zjednoczone współpracują z niektórymi sojusznikami, korzystając z ich infrastruktury i środków przenoszenia, jeśli chodzi o amerykańską broń jądrową. To jest jakby sedno tego programu, który ma bardzo długą historię i w czasie zimnej wojny był jednym z elementów nuklearnego odstraszania Związku Radzieckiego.

Pytam o ten program, ponieważ resort obrony narodowej przekazał taki komunikat, oświadczenie, że w MON nie trwają obecnie żadne prace nad przystąpieniem naszego kraju do natowskiego programu Nuclear Sharing, właśnie taka jest nazwa tego programu. Wcześniej nieco gdzieś taka się pojawiła opinia, taka sugestia, że może byśmy mogli z tego skorzystać. Jeśli moglibyśmy, to w jaki sposób i czy w ogóle moglibyśmy? Co się musiałoby wydarzyć?

Nie gdzieś tam, tylko wiceminister obrony obecny to zasugerował, a potem Ministerstwo Obrony się od tego odcięło...

Stąd komunikat.

...wywołując ogromne zamieszanie, bo zanim pojawiło się to dementi, na całym świecie napisano, że Polska chce mieć broń jądrową. W takich sprawach trzeba maksymalnej odpowiedzialności, maksymalnej tajności i tak my te wszystkie sprawy przez lata prowadziliśmy. Dzisiaj mamy wielki spadek wiarygodności Polski, między innymi też i przez takie historie, bo ręczę, że bardzo długo sojusznicy będą tę sprawę pamiętali, jak w Polsce rozmawia się o najdelikatniejszych sprawach bezpieczeństwa. Skutki będziemy tego ponosić bardzo długo.

No ale skoro pojawił się wątek za sprawą wiceministra obrony, to są i komentarze. Poseł Robert Winnicki z Ruchu Kukiz’15 mówi, że nie należy wykluczać posiadania broni jądrowej. „Broń atomowa jest w dzisiejszym świecie ostateczną sankcją suwerenności”.

No, jeśli uznawać to za miarę suwerenności, to oznaczałoby, że takie państwa, jak na przykład Niemcy, nie są suwerenne, bo nie dysponują własną bronią jądrową. I dotyczy to bardzo wielu państw. Zasadą światowej polityki jest nieproliferacja, czyli nierozprzestrzenianie broni jądrowej. Więc ta dyskusja jest szkodliwa, ta dyskusja powinna najpierw odbywać się w zaciszu gabinetów lub w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego, której od miesięcy nie ma, której prezydent nie powołał. I wydaje mi się, że to, jak to było przedstawiane opinii publicznej, było z wielką szkodą dla samej sprawy bezpieczeństwa Polski. Oczywiście, inna jest odpowiedzialność ministerstwa i wysokich urzędników, inna posłów, którzy mogą własne oceny tutaj sobie wyrażać. To jest debata demokratyczna. Natomiast bigosu narobiło Ministerstwo Obrony. I jak mówię, znam te mechanizmy polityki międzynarodowej, pracowałem w nich cztery lata i wiem, że taka sprawa przez długi czas będzie się ciągnęła za Polską i obniżać będzie naszą wiarygodność. (...)"

Źródło: polskieradio.pl


bg Image