siemoniak_pap.png

Ostatnich kilka dni to wielka szkoda dla wiarygodności Polski. Świat na to patrzy. Jeśli tak będziemy prowadzili dyskusję na temat dostępu do broni nuklearnej, to sojusznicy nam nawet PlayStation nie pożyczą, co dopiero mówić o poważnej broni” – mówi gość Kontrwywiadu RMF FM Tomasz Siemoniak.

Konrad Piasecki: W Kontrwywiadzie RMF FM niedawny minister obrony narodowej, dziś kandydat na szefa Platformy Obywatelskiej, Tomasz Siemoniak. A pan rozważał wszczęcie starania o dostęp Polski do broni nuklearnej?

Tomasz Siemoniak: Te ostatnie kilka dni to wielka szkoda dla wiarygodności Polski. Takich rzeczy nie załatwia się przez media, takich rzeczy nie załatwia się w taki sposób. Jeśli będziemy prowadzili tak tę dyskusję, to sojusznicy nie pożyczą nam nawet PlayStation, a co dopiero jakiejś poważnej broni. Tak się takich spraw nie załatwia.

Wiceminister obrony mówi, że MON rozważał udział w programie nuklearnym, MON twierdzi, że nic takiego się nie dzieje. Ale czy na etapie takich prac, na poziomie prac studyjnych, rozumiem, że w MON-ie od zawsze rozważa się tego typu opcję.

Nie będę mówił niczego na ten temat. Sprawy nuklearne w NATO i wszędzie należą do najtajniejszych spraw. Ta dyskusja w Polsce, te dziwne głosy posła, który wczoraj był konstytucjonalistą, dzisiaj jest specjalistą od broni atomowej, są naprawdę fatalne. Wróćmy do tego, że o sprawach bezpieczeństwa nie rozmawia się przez media.

Czyli rozumiem: róbmy swoje, a nie gadajmy o programie nuklearnym dla Polski.

Dokładnie tak, bo to są konkretne szkody. Świat na to patrzy, świat odnotował tę dyskusję i szkoda dla wiarygodności Polski jest bardzo duża. To jest dla mnie bardzo wyraźne.

Ale jeśli któregoś dnia taka opcja czy taka możliwość by się pojawiła, to chyba wcześniej warto ją przedyskutować z narodem, czy naród ma ochotę na dostęp do broni nuklearnej. Z tym się wiążą poważne możliwości, ale też bardzo poważne zagrożenia.

Podkreślę - od kilku miesięcy nie ma Rady Bezpieczeństwa Narodowego. To byłoby gremium do rozważań na temat różnych aspektów bezpieczeństwa Polski i liczę, że prezydent Andrzej Duda szybko powoła tę radę. Sytuacja na świecie, w Europie jest, jaka jest. Źle, że o sprawach bezpieczeństwa rozmawia się tak, jak przez ostatnich kilka dni - albo w tonacji zupełnie niepoważnej, albo zgłaszając jakieś fantastyczne projekty.

Ale rozumiem, że na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego takim tematem, jak dostęp Polski do broni nuklearnej, można by się zająć.

Rada może zajmować się każdym tematem ważnym dla bezpieczeństwa Polski.

Czy służby, w tym służby wojskowe, prowadziły jakiekolwiek działania, w których pod lupę bralibyście polityków opozycji i dziennikarzy?

Te działania Antoniego Macierewicza to też są z gatunku takich fantazji jak broń atomowa. Nie było inwigilacji opozycji. Zwracam uwagę, że wszystkie sprawy dotyczące podsłuchów, billingów, muszą mieć akceptację sądu i tu zapada decyzja.

I służby nie występowały do sądu?

Występowały w przypadku przestępców kryminalnych, podejrzanych, itd. Natomiast nie w przypadku polityków.

Ale czy kiedykolwiek na liście tych podejrzanych znaleźli się politycy czy dziennikarze? łatwo można sobie wyobrazić sytuację, w której wplątuje się albo są wplątani jacyś dziennikarze czy politycy w jakąś historię, którą służby badają i się występuje wtedy o podsłuchy czy billingi ich numerów.

Powtórzę: politycy opozycji nie byli za rządów Platformy i PSL inwigilowani. Natomiast spraw, które prowadzą służby są setki, tysiące. Przecież na przykład sprawa Jana Burego to była sprawa też polityka. Mówię o politykach opozycji. Takich decyzji, takich działań nie było.

Pisze o tym "Gazeta Polska", Antoni Macierewicz mówi o audycie i być może komisji, która będzie to wyjaśniać. 

Niech wyjaśnia. To jest bzdura zajmowanie się takimi sprawami i uciekanie od realnych problemów bezpieczeństwa Polski.

Panie premierze, jak daleko opozycja posunie się w walce o Trybunał?

Jesteśmy zdeterminowani. Polacy zobaczyli, co się dzieje. To już nie jest gniew elit warszawskich, tylko naprawdę opinia publiczna ma prawo być zaniepokojona.

Ale jak się widzi te niektóre demonstracyjki pod siedzibami PiS-u, to nie powiedziałbym, że to jest już tylko gniew elit.

W sobotę o 12:00 w Warszawie spotkamy się przed siedzibą Trybunału Konstytucyjnego. Organizuje to Komitet Obrony Demokracji, ja tam będę.

Platforma to popiera?

Ja to popieram. Razem z Rafałem Trzaskowskim i Agnieszką Pomaską ogłosiliśmy, że będziemy, bo popieramy to jako konkretni politycy, bez szyldu, tu nie chodzi o szyldy partyjne. Tam pokażemy swoją siłę. Uważam, że wszyscy, którym zależy na dobru Polski, na państwie prawa, powinni w sobotę o 12:00 pojawić się przed Trybunałem, apeluję o to.

Pan - człowiek spokojny i raczej stonowany - nie ma poczucia, że w tym jest jednak nadmiar histerii i te odezwy Komitetu Obrony Demokracji brzmią trochę kabotyńsko?

Nawet ja tracę spokój. Siedzę w Sejmie, widzę, co się dzieje, widzę w jaki sposób sprawy są prowadzone przez PiS, że można zadać pytania do kandydatów na sędziów, ale już nie ma odpowiedzi. Widzę, kto się znajduje na tej liście. Jeśli PiS deleguje do trybunału człowieka, który posługuje się knajackim językiem, wulgarnie pisze do mnie na Twitterze, to widzę, że dzieją się złe rzeczy i też jestem przekonany co do tego, spędziłem teraz kilka dni poza Warszawą, że zwykli ludzie są zaniepokojeni. Być może liderzy PiS-u odsypiają teraz w dzień nocną pracę i słyszą, co mówią Polacy. Warto im to przypomnieć. (...)

Cała rozmowa: rmf24.pl

Foto: PAP


bg Image