siemoniak4.png

Spodziewałem się, że wilk dłużej pozostanie w owczej skórze, że zapowiedzi zgody i współpracy z opozycją będą prawdziwe przynajmniej na początku. Tymczasem okazuje się, że PiS z gorączką i niecierpliwością wraca do władzy i do tych jej elementów, które wydają mu się najważniejsze - mówi Tomasz Siemoniak w rozmowie z Renatą Grochal.

RENATA GROCHAL: Czy błędem było to, że PO powołała awansem dwóch sędziów do Trybunału Konstytucyjnego, dając PiS pretekst do zmiany ustawy o Trybunale?

TOMASZ SIEMONIAK: Parlamentarzyści, którzy się tym zajmowali, mieli dobre intencje, twierdząc, że należy uniknąć sytuacji, w której przez jakiś czas nie ma pełnej obsady Trybunału. Prace nad tamtą nowelizacją trwały dwa lata. Gdyby wtedy wiedzieli, że to będzie użyte jako pretekst do skoku na Trybunał... To nie było tego absolutnie warte. Ale wskazani przez nas członkowie Trybunału to wybitne autorytety, nie działacze PO. Zobaczymy, kogo wskaże PiS.

PO zaskarży tę ustawę do Trybunału Konstytucyjnego?

- Tak zamierzamy zrobić. To jest złamanie zasad leżących u podstaw liberalnej demokracji, zasad podziału władzy. Posiadanie większości parlamentarnej nie uprawnia do kontroli nad wszystkimi instytucjami, zwłaszcza o charakterze sądowniczym. Trybunał Konstytucyjny to jest sąd konstytucyjny. PiS zajął się załatwieniem kwestii w kilka godzin, bez dyskusji, bez dopuszczenia ekspertów, pokazał, że ma niepohamowany apetyt na wszystkie instytucje, które są od niego niezależne.

Według szefa MSZ Witolda Waszczykowskiego PiS musiał wymienić szefów służb specjalnych, bo "byli większym zagrożeniem niż to zewnętrzne".

- To skandaliczna wypowiedź. Minister Waszczykowski stracił po niej mandat do sprawowania jakichkolwiek funkcji w państwie. Jeżeli ma dowody na jakieś nieprawidłowości, to niech idzie do prokuratury. Nie można w taki sposób obrzucać błotem funkcjonariuszy państwowych. Premier ma prawo ich zmienić, natomiast nie może być tak, że czyni się zdrajców i zagrożenie z ludzi, którzy zrobili wiele dla Polski i zasługują na szacunek. Zwłaszcza że oni nie mają możliwości obrony, bo nie mogą mówić o swoich osiągnięciach.

Zaskakuje pana tempo? PiS zdążył w ciągu tygodnia wyciąć PSL z Prezydium Sejmu, opozycję z kierownictwa komisji ds. służb specjalnych, obsadzić służby swoimi ludźmi, w Lasach Państwowych zainstalować kuzyna Jarosława Kaczyńskiego oraz zmienić ustawę o Trybunale.

- Spodziewałem się, że wilk dłużej pozostanie w owczej skórze, że zapowiedzi zgody i współpracy z opozycją będą prawdziwe przynajmniej na początku. Tymczasem okazuje się, że po ośmiu latach w opozycji PiS z gorączką i niecierpliwością wraca do władzy i do tych jej elementów, które wydają mu się najważniejsze, czyli służb specjalnych. Nie rozumiem, dlaczego jedną z pierwszych decyzji nowego parlamentu, wymuszoną przez PiS, była rezygnacja z zasady rotacyjnego przewodnictwa komisji czy eliminacja najmniejszego klubu z komisji ds. służb. Ta ostentacja miała pokazać opozycji, że się kompletnie nie liczy w Sejmie.

Ale czy PO nie ma tu swoich grzechów? Bo to wy w 2009 r. zlikwidowaliście zasadę, że na czele komisji ds. służb specjalnych stoi polityk opozycji.

- A czy dzisiaj Paweł Kukiz jest w opozycji? Nie jest to jednoznaczne kryterium. Uznaliśmy, że wszystkie kluby mają prawo rotacyjnie przewodniczyć komisji. I przez większość kadencji politycy opozycji byli jej przewodniczącymi - ostatnio przedstawiciel SLD poseł Stanisław Wziątek. Po decyzji PiS opozycja straciła funkcję kontrolną w tej komisji, przedstawiciel opozycji nie będzie już zasiadał w kolegium ds. służb specjalnych, które ma wgląd w działania służb. Rządzący będą kontrolowali rządzących.

Jaką rolę w tym obozie będzie odgrywał Jarosław Kaczyński?

- Jarosław Kaczyński zdefiniował swoją rolę jako ideowego przywódcy obozu władzy. Zarysował szeroki plan ideologii rządzenia, w którym najważniejsza jest budowa w opozycji do państwa liberalno-demokratycznego takiego państwa, które będzie narzucać obywatelom pewien projekt ideologiczny. Nie przypadkiem największe oklaski rządzących przy exposé wywołały takie kwestie jak kanon lektur, który ma się zmienić. To będzie państwo, które będzie chciało w maksymalnie dużym stopniu formować poglądy obywateli i w którym większość rządząca będzie chciała kontrolować wszystkie instytucje. To zasadnicza różnica między nami. PiS uważa, że obywatel ma się podporządkować państwu, my, że państwo ma służyć obywatelowi.

Jak pan odebrał decyzję o ułaskawieniu przez prezydenta Mariusza Kamińskiego?

- Ta decyzja jest ogromnym rozczarowaniem dla mnie, pomijając nawet to, czy Kamiński jest winny, czy nie. To mocny sygnał dla całego systemu wymiaru sprawiedliwości, że są równi i równiejsi. Mariusz Kamiński byłby w znacznie lepszej sytuacji, gdyby w sądzie drugiej instancji dowiódł swojej niewinności, którą zgodnie z zasadami należy przecież domniemywać. A tak ta sprawa przez długie lata będzie budziła wątpliwości. To będzie grzech założycielski rządów PiS, pierwsza sprawa za czasów tej ekipy, która ludzi bardzo poruszyła.

Jaki pan ma pomysł na PO w tej sytuacji jako kandydat na jej szefa?

- Platforma na nowo musi się stać wspólnotą idei i wartości. Platforma to coś znacznie więcej niż tylko projekt. Partii potrzeba autentycznych liderów w różnych środowiskach, a nie tylko menedżerów projektu. Osiem lat rządów nie sprzyjało temu, ludzie rozeszli się do ministerstw, samorządów, mało mówili, o co nam chodzi, po co sprawujemy władzę. Potrzeba idei, wokół których skupią się najpierw tysiące członków PO, a później Polacy. Potrzeba nowego programu, z którym wygramy następne wybory. (...)

Cała rozmowa: wyborcza.pl


bg Image