Multithumb found errors on this page:

There was a problem loading image 'images/kppo3/wmediach/siemoniak3.png'
There was a problem loading image 'images/kppo3/wmediach/siemoniak3.png'
siemoniak3.png

Nigdy wcześniej po 1989 roku premier tak mało nie poświęcił w swoim expose sprawom obronności i bezpieczeństwa - mówił w "Sygnałach dnia" Tomasz Siemoniak komentując sejmowe wystąpienie Beaty Szydło.

Krzysztof Grzesiowski: Tomasz Siemoniak, poseł Platformy Obywatelskiej, były wicepremier i minister obrony narodowej. Witamy, panie pośle.

Tomasz Siemoniak: Dzień dobry panom, dzień dobry państwu.

Z pana pierwszych komentarzy po wczorajszym exposé pani premier Beaty Szydło wynika, że był pan trochę zaskoczony, nawet użył pan słowa: to dziwne. Mam tu na myśli to, co pani premier mówiła o bezpieczeństwie militarnym, takiego słowa użyjmy, bo i pani premier takiego użyła.

Byłem zaskoczony nie tyle tym, co pani premier Beata Szydło powiedziała o sprawach obrony, ile tym, ile nie powiedziała i jak mało na ten temat znalazło się w exposé. To bardzo ważny temat, myślę, że od dwóch lat nie ma nikt wątpliwości, że powinno się o tym dużo mówić, dużo rozmawiać, więc gdy w najważniejszym swoim wystąpieniu na początku kadencji premier polskiego rządu tak mało mówi na ten temat, to na pewno wywołuje to zdziwienie i tym zdziwieniem się dzieliłem. Rzeczywiście, tak jak zajrzałem do poprzednich exposé premierów po 89 roku, żaden z premierów tak mało o obronie narodowej i bezpieczeństwie nie powiedział. Nie wiem, czy należy z tego jakieś bardzo daleko idące wnioski wyciągać, bo to jedyne zdanie było słuszne, mówiło o potrzebie wzmacniania naszych sił zbrojnych i wzmacniania wschodniej flanki NATO, ale sądzę, że ja i wielu obserwatorów pozostało w stanie bardzo dużego niedosytu. Czekaliśmy na to exposé, również sprawy polityki zagranicznej bardzo zdawkowo zostały potraktowane.

Pani premier mówiła tak w sprawie bezpieczeństwa militarnego: „Planujemy prowadzenie dwojakiego typu działań równoległych i wzajemnie się uzupełniających. Z jednej strony umacnianie, a także rozbudowa naszych sił zbrojnych, zaplanowane już znaczne inwestycje w uzbrojenie powinny być prowadzone tak, by służyły rozwojowi polskiej gospodarki”. Czy pan się może odnieść do tego, do tej części?

Tak, jest to zdanie słuszne, natomiast zabrakło potwierdzenia zapowiedzi wyborczej Prawa i Sprawiedliwości o podniesieniu wydatków na obronę w obecnej sytuacji. Tu różne liczby padały: a to 3% PKB, a to 2,5% PKB. Nie było na ten temat ani słowa. To jest kwestia fundamentalna. Inną kwestią fundamentalną są przygotowania do szczytu NATO, który odbędzie się w Warszawie w przyszłym roku. Również wzmianki na ten temat nie było.

Rozwój polskiej gospodarki – czy rozumie pan to jako możliwość polskiego przemysłu wyposażenia polskiej armii całkowitą? Zatem rezygnujemy z poszukiwań dostawców spoza granic naszego kraju niezbędnego sprzętu?

Obecnie jest 70%, mówię o roku 2014, przeznaczaliśmy na zakupy w polskim przemyśle obronnym i ja w tej zapowiedzi widzę potwierdzenie kontynuacji tego kierunku. Ale jeśli nasza armia ma być wyposażona na światowym poziomie, musi, właściwie jak praktycznie każda armia na świecie, korzystać też z zagranicznych dostawców, byle to było z korzyścią dla polskiego przemysłu i polskiej nauki. Sądzę, że ten kierunek będzie utrzymany, a polski przemysł będzie coraz mocniejszy, coraz bardziej konkurencyjny. Myślę, że sprzyja temu przeprowadzona w ostatnich latach konsolidacja i powstanie Polskiej Grupy Zbrojeniowej.

Pan Antoni Macierewicz, nowy minister obrony narodowej, odnosząc się do kontraktu na śmigłowce wielozadaniowe, powiedział, że MON prowadzi przegląd postępowania przy okazji tego kontraktu, by sprawdzić, czy przetarg należy powtórzyć. Dalsze decyzje dotyczące systemu obrony powietrznej średniego zasięgu zależą od poznania stanu negocjacji. Pan minister Macierewicz dodał, że kiedy był jeszcze posłem, kierownictwo resortu, czyli pan kierował tym resortem z Platformy, dostarczało posłom bardzo fragmentaryczne informacje, ale te, które dostarczano, wskazywały, że przetarg, w tym przypadku chodzi o śmigłowce, trzeba unieważnić i rozpisać od nowa, mówi minister Macierewicz.

Przekazywaliśmy tyle informacji, ile było możliwe. Odbyło się kilka posiedzeń jawnych, niejawnych Komisji Obrony Narodowej, więc myślę, że każdy z posłów mógł sobie wyrobić zdanie. Byli zapraszani przedstawiciele oferentów, tak że Komisja Obrony bardzo szeroko weszła w tę materię. Dzisiaj nowy minister obrony dysponuje wszelkimi materiałami i informacjami. Poczekajmy, niech wyrobi sobie zdanie i wtedy będzie zapewne gotów do podejmowania decyzji.

Ale nie jest niczym nadzwyczajnym, nie byłoby niczym nadzwyczajnym, gdyby rozpisano ten przetarg od początku.

To znajduje się w gestii nowego ministra obrony. Warto zauważyć, że dotychczasowe postępowanie było prowadzone w zgodzie ze wszelkimi procedurami i przepisami, że wojsko bardzo potrzebuje śmigłowców i nie możemy dopuścić, nie powinno się dopuścić do luki, jeśli chodzi o nasze zdolności bojowe, ale, oczywiście, na każdym etapie minister obrony ma prawo podejmować wszelkie decyzje. Tak jak miałem okazję wielokrotnie publicznie mówić, nie spieszyliśmy się, nie było żadnego wyścigu, żeby zdążyć przed wyborami, po wyborach, wszystko dzieje się zgodnie z kalendarzem i to nowy minister i nowy rząd powinny podjąć decyzję, tak jak i w przypadku systemu obrony powietrznej, gdzie podpisanie umowy planowane jest na przyszły rok, więc można to audytować, sprawdzać. Natomiast żadne decyzje w tych sprawach nie zapadły i nowy rząd, nowy minister mają pełną władzę nad tymi sprawami.

I ta druga część, zresztą pan już wspomniał, druga część wypowiedzi dotyczącej bezpieczeństwa militarnego państwa pani premier – działania zmierzające do umocnienia wschodniej flanki NATO. „Proces ten – powiedziała wczoraj pani Beata Szydło – choć chcielibyśmy go przyspieszyć, może być powolny. Chodzi o to, żeby był jednokierunkowy i konsekwentny”. Zatem?

To zapowiedź...

Chodzi o słowo „powolny”.

To zapowiedź...

Jak należy to słowo rozumieć pana zdaniem?

Ja nie chcę tu interpretować, różnie można rozumieć tempo. Ważne, że jest potwierdzenie kontynuacji naszej polityki co do wzmacniania wschodniej flanki NATO, polityki, która zyskała potwierdzenie na szczycie walijskim w 2014. I ważne, żeby w Warszawie w lipcu przyszłego roku sojusznicy podjęli następne decyzje dotyczące trwałej obecności w Polsce i w krajach Europy Wschodniej, widząc w tym najlepszą gwarancję naszego bezpieczeństwa. Tu kolejne miesiące przynoszą różne decyzje. Przypomnę majowe moje rozmowy w Waszyngtonie i ustalenie co do baz ciężkiego sprzętu armii Stanów Zjednoczonych w pięciu miejscowościach w Polsce. Więc to jest dobra zapowiedź. A zresztą w debacie sejmowej potwierdzałem, że podkreślenie szczególnych relacji ze Stanami Zjednoczonymi to jest rzecz bardzo ważna i tutaj rząd absolutnie będzie miał wsparcie Platformy Obywatelskiej.

Zresztą pani premier mówiła o Stanach Zjednoczonych, że to główny gwarant światowego pokoju. Ale wracając jeszcze do tak zwanej wschodniej flanki, trwała obecność, czyli bazy.

Tak.

Stałe.

Obecnie mamy ciągłą rotacyjną obecność, przyjeżdżają żołnierze, ćwiczą, są wymieniani następnymi jednostkami wojskowymi. Natomiast chcielibyśmy, aby zagwarantować sobie dwie rzeczy, mianowicie jak najwięcej trwałej obecności, to znaczy sprzęt i żołnierze, ale także żeby tak zwaną infrastrukturę państwa–gospodarza, infrastrukturę przyjęcia pomocy znacząco rozbudować, bo istotna jest właśnie ta stała obecność, ale przede wszystkim NATO jest sojuszem powołanym do obrony swoich członków i żeby bronić ich, musi mieć zdolności szybkiego przerzutu, a państwo, które oczekuje wsparcia, powinno dysponować zdolnościami przyjęcia. To są właśnie lotniska, porty, drogi, bazy. I chodzi o taką infrastrukturę, żeby ona przez najbliższe lata była w Polsce i w krajach Europy Wschodniej tworzona.

Nie wiem, czy pan miał, panie pośle, okazję wczoraj rzucić okiem do Dziennika Gazety Prawnej. Tam na pierwszej stronie ukazał się taki artykuł: „Bazy? (I tu znak zapytania) Nie liczmy NATO”. Z tym, że na to jest pisane tak jak skrót Paktu Północnoatlantyckiego. W treści można znaleźć takie zdanie, że jeśli do szczytu NATO w Warszawie nie dojdzie do eskalacji konfliktu na Ukrainie, a Rosja przyczyni się do zniszczenia Państwa Islamskiego, trudno będzie przekonać Francję i Niemcy do pomysłu większego zaangażowania NATO na jego wschodniej flance. I coś jest na rzeczy.

Warto na tę sprawę patrzeć całościowo. Co do naszych polsko–amerykańskich relacji wojskowych zwrócę uwagę, że od przyszłego roku mamy już wszystkie umowy podpisane, startuje budowa bazy antyrakietowej w Redzikowie koło Słupska. To będzie największa amerykańska instalacja wojskowa w Polsce. Więc ten kierunek na wzmacnianie obecności jest zagwarantowany. Oczywiście, do szczytu NATO w Warszawie dyskusji będzie bardzo dużo i optyka sojuszników, zwłaszcza europejskich, jest w tych kwestiach różna i na pewno nie wszyscy są zdania obecnie, że to tu są największe zagrożenia dla państw europejskich. Ale rolą naszych władz państwowych, naszej dyplomacji jest przekonywanie sojuszników co do tego. Tutaj przez ostatnie lata udało się bardzo wiele zrobić i ta podstawa, ten fundament jest bardzo mocny. Trzeba po prostu nad tym pracować. To nie jest tak, że to się dzieje jakby przez jedną chwilę czy w ciągu jednego spotkania. To jest nieustanna presja, nie tylko zresztą Polaków, ale i naszych sąsiadów, szeroko rozumianych z regionu, którzy też o to zabiegają, którzy uważają, że to sojusznicza i amerykańska obecność wojskowa w tej części Europy gwarantuje nam bezpieczeństwo, tak jak gwarantowała bezpieczeństwo Europie Zachodniej przez kilkadziesiąt lat zimnej wojny po drugiej wojnie światowej. (...)

Cała rozmowa: polskieradio.pl


bg Image