trzskowski3.png

Kolejna decyzja dotycząca podziału 56 tys. uchodźców zapadnie za rok większością kwalifikowaną i PiS będzie mógł zbudować koalicję, która to zablokuje - mówił poseł Rafał Trzaskowski.

Renata Grochal: Premier Beata Szydło mówiła w Polsat News, że „nie jest w stanie powiedzieć, do czego Polska się zobowiązała w sprawie uchodźców, bo pełnej informacji nie było”. No to do czego rząd się zobowiązał? 

Rafał Trzaskowski: Przecież była pełna informacja. To jest informacja jawna, bo decyzja została opublikowana przez UE na stronach internetowych. Wszyscy, którzy chcą się z nią zapoznać, mają do niej dostęp. Poza tym osobiście informowałem sejmową komisję o ustaleniach, które zapadły. Premier Kopacz też występowała w tej sprawie przed Sejmem.

Były dwie decyzje dotyczące uchodźców. Pierwsza mówi o tym, że Polska przyjmie 1100 osób przesiedlonych z obozów w Libanie. Druga - że przyjmiemy 900 osób relokowanych z obozów z Włoch i Grecji. W momencie, gdy sytuacja stała się krytyczna, UE podjęła decyzję, że proces relokacji obejmie kolejne 120 tys. Do tej pory podjęto decyzję o relokacji 66 tys. uchodźców z tej transzy. Myśmy się zobowiązali do tego, że relokacja do Polski obejmie maksimum 5 tys. osób. Dlatego w sumie mówimy o liczbie 7 tys. uchodźców, którzy mają przyjechać do Polski w 2016 i 2017.

Premier Szydło mówi, że trzeba oddzielić uchodźców od imigrantów ekonomicznych. Czy polski rząd o to nie zadbał? 

- Zadbaliśmy. Właśnie o to szła walka od samego początku. Walka, którą w UE wygraliśmy. Nie zostanie objęta relokacją do Polski żadna osoba, która nie będzie miała potwierdzonego wstępnie statusu uchodźcy, która nie zostanie sprawdzona pod względem bezpieczeństwa, której tożsamość nie zostanie potwierdzona i która nie zgodzi się na relokację. Każda osoba zostanie sprawdzona, zostaną zdjęte odciski palców i będzie zweryfikowana przez służby UE, a także naszych ekspertów. Jeśli będzie choć cień wątpliwości, to strona polska może odmówić przyjęcia takiej osoby. Dopiero gdy przyjedzie do Polski, to zostanie nadany jej status uchodźcy.

To dlaczego premier Szydło mówi, że żadne decyzje nie zapadły? Jaki polityczny zamysł za tym stoi? 

- Nie wiem, dlaczego PiS udaje, że tutaj są jakieś niedopowiedzenia. Są dokumenty i można się z nimi zapoznać.

Beata Szydło mówi też "o konieczności uszczelniania granic". Czy polski rząd o to nie zabiegał? 

- To też zostało ustalone. To, że granice UE zostaną uszczelnione, jest wpisane w konkluzje Rady Europejskiej, także z posiedzenia RE na Malcie, na którym Polskę reprezentowały Czechy. Powtarzam: to wszystko jest w unijnych dokumentach, które są ogólnie dostępne. Uszczelniamy granicę UE, będą specjalne fundusze na wzmocnienie agencji ochrony granic Frontex. Będzie program współpracy z Turcją polegający na tym, że w zamian za pomoc finansową Turcja zobowiąże się do zamknięcia granic zewnętrznych. Pamiętajmy, że ten ostatni napływ uchodźców w dużej mierze był związany z tym, że Turcy otworzyli swoje granice i uchodźcy zaczęli się przemieszczać do UE.

Pani premier powtarza słowa Jarosława Kaczyńskiego, że "pomoc humanitarna tak, ale trzeba się zastanowić, czy to, co zostało ustalone, było dobre". Jakie będą konsekwencje, jeśli Polska odmówi przyjęcia 7 tys. uchodźców lub kolejnej transzy? 

- Jeśli chodzi o 7 tys. uchodźców, to klamka zapadła. Niewykonanie tej decyzji groziłoby skierowaniem sprawy przeciwko Polsce do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości i sankcjami finansowymi. Jeśli chodzi o każdą kolejną decyzję, to jeżeli PiS skonstruuje w UE koalicję, która będzie w stanie zablokować przyjmowanie uchodźców, to nie będzie kolejnej relokacji. My w tej sprawie poczyniliśmy już spore wysiłki. (...)

Cała rozmowa: wyborcza.pl


bg Image