siemoniak1.png

Decyzja o konsolidacji polskiej zbrojeniówki w Polską Grupę Zbrojeniową była dobra. Oczywiście trzeba czasu, by te polsko-polskie rywalizacje przełamać - mówi w "Dzienniku Gazeta Prawna" Tomasz Siemoniak.

"Dziennik Gazeta Prawna: Słyszał pan o tym, że Polska Grupa Zbrojeniowa kupiła ostatnio kilka nowych volvo xc 90? Ponad 200 tys. zł za sztukę.

Tomasz Siemoniak: Nie nadzoruję PGZ, to kwestia władz tej spółki i ministra skarbu, który ją nadzoruje.

Ale PGZ nie działa niezależnie od MON. Władze państwowej spółki kupują za publiczne pieniądze auta lepsze niż to, którym jeździ premier. Nie ma pan poczucia, że coś tam poszło nie tak?

Nie przywiązuję wielkiej wagi do tego, jakim autem jeżdżę. Byle się nie psuło i dojeżdżało do celu, ale zgadzam się z panem, że w państwowej czy prywatnej firmie umiar zarządu jest wskazany.

Nie uważa pan za smutne, że choć ciągle mówicie o konsolidacji przemysłu, to o PGZ robi się głośno tylko przy okazji takiego zakupu, a nie przy okazji tego, że stworzyła jakiś nowy, świetny produkt?

Bywa też głośno z dobrych powodów.

Podpisuje się listy intencyjne, z których nic nie wynika.

Nie zgodzę się. Ostatnio w Bułgarii podpisaliśmy kontrakt na remont samolotów MiG – 29. Prace nad kontraktem na rosomaki dla Słowacji są bardzo zaawansowane. Decyzja o konsolidacji polskiej zbrojeniówki w Polską Grupę Zbrojeniową była dobra. Oczywiście trzeba czasu, by te polsko-polskie rywalizacje przełamać. Konsolidacja była nieuchronna i wierzę w to, że przyszły minister obrony będzie ją dalej wspierał. Potrzebujemy silnego krajowego podmiotu, który jest w stanie koordynować duże projekty dla MON, a także eksportować swoje produkty. Bo nasz eksport obronny…

Nie ma czegoś takiego.

Właśnie. To wymaga wielkiego wysiłku. Nie jest tak, że jacyś ludzie pojadą na targi, wystawią stolik i coś sprzedadzą. Te trzy transakcje dobrze mi znane, czyli wspominane Bułgaria, Słowacja oraz gromy na Litwę, to jest wielki wysiłek MON promujący sprzedaż i działanie na poziomie politycznym. Ale później po takich rozmowach musi wejść profesjonalna PGZ i umieć to zorganizować.

Cztery lata to dużo czasu. Był pan najdłużej urzędującym ministrem obrony po 1989 r. Największy sukces w sferze modernizacji technicznej armii i zakupów? 

Przyjęcie w grudniu 2011 r. priorytetów, wśród których była obrona powietrzna, w ogóle podjęcie tego tematu. Teraz jest to projekt bardzo zaawansowany. 

Wybraliśmy system Patriot produkowany przez koncern Raytheon. Niektórzy uważają, że jest świetny, inni że niespecjalnie. Tak czy inaczej, nie ma żadnej wiążącej decyzji. Rozmowy zaczęliśmy w 2011 r. Realizacja kontraktu potrwa pewnie dwa razy dłużej. 

To jest przedsięwzięcie bardzo złożone i kosztowne. Jest to decyzja Rady Ministrów. Uważam, że fakt wyboru rządu USA jako partnera w kwietniu 2015 r. nastąpił we właściwym momencie. Czyli wtedy, gdy od naszych rozmówców amerykańskich i francuskich uzyskaliśmy maksimum tego, co mogliśmy uzyskać. Teraz jest czas, by doprowadzić do podpisania umowy.

Ale przecież oni nie złożyli ofert końcowych. Mieliście tylko informacje z dialogu technicznego.

Od rządów USA i Francji otrzymaliśmy wiążące dokumenty i to na tej podstawie Rada Ministrów podjęła decyzję. Oczywiście teraz przed podpisaniem umowy w przyszłym roku wymagane jest dogranie tysięcy szczegółów. Ale uważam, że w kwietniu zamknęliśmy najważniejszy etap. Najpierw z kilkunastu podmiotów ubiegających się o kontrakt wybraliśmy cztery, potem dwa. Później uznaliśmy, że przechodzimy na rozmowy rząd – rząd, bo to są rzeczy zbyt poważne, by ustalać je na linii Polska – prywatny koncern zbrojeniowy. Odbyłem serię rozmów politycznych z sekretarzem obrony USA i ministrem obrony Francji, chcąc zagwarantować pełne polityczne wsparcie. Ta decyzja została podjęta w sposób optymalny dla interesów Polski. (...)"

Źródło: "Dziennik Gazeta Prawna" nr 223(4116), str. F3, F5

foto: pap


bg Image