siemoniak2.png

Liczy się to, żeby prezydent lub premier byli obecni na Radzie Europejskiej, a nie nasze dyskusje i przepychanki wokół tej sprawy, bo nie wygląda to dobrze - mówił w "Kontrwywiadzie RMF FM" minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak.

Konrad Piasecki: Ewa Kopacz nie jedzie na szczyt maltański i to już jest ostateczna decyzja?

Tomasz Siemoniak: Sądzę, że ważny w tej sprawie będzie efekt końcowy, nie przepychanki. Myślę, że jest dobre rozwiązanie - mógłby pojechać prezydent Andrzej Duda. To jest normalne, że prezydenci i premierzy uczestniczą w takich spotkaniach - lub też prezydent mógłby swoim postanowieniem przesunąć pierwsze posiedzenie Sejmu na dowolny inny dzień, tak żeby premier Ewa Kopacz mogła pojechać na Maltę.

Panie premierze, pan wie doskonale, że dałoby się to rozwiązać jakoś polubownie. Można by usiąść, porozmawiać, ustalić, że posiedzenie Sejmu zostanie rozciągnięte w czasie, Ewa Kopacz wróci z Malty... tzn. brak dobrej woli, po obu stronach.

Ze strony rządu nie było przecież jakiejś podmiotowości, ani nie mieliśmy wpływu na decyzję prezydenta, ani na decyzję przewodniczącego Rady Europejskiej, która nastąpiła wcześniej.

Ale potem, kiedy już te decyzje zapadły i zostały ogłoszone, jest jakieś pole porozumienia i żadna ze stron nie wykazuje chęci do tego porozumienia. Chociaż nie, PiS wykazuje.

Nie jest za późno, Polska może być reprezentowana przez prezydenta lub premiera więc mówię: może pojechać pan prezydent. Myślę, że ma do tego mocny mandat. Może pojechać pani premier, ale wtedy posiedzenie Sejmu powinno być przesunięte. Bądźmy poważni - jakieś przerwy, wychodzenie, przesuwanie... pierwsze posiedzenie nowego parlamentu jest też bardzo ważnym wydarzeniem i powinniśmy jedną i drugą sprawę pogodzić.

Czyli rękę wyciągnięta do zgody na tej zasadzie, że PiS umożliwi pani premier powrót z Malty, zaprzysiężenie, czy złożenie ślubowania i wystąpienie końcowe - nie wchodzi w grę?

Ja myślę, że wystarczy, żeby pan prezydent - mówię, jeśli nie będzie chciał sam pojechać, to też należy uszanować - żeby posiedzenie Sejmu przesunąć o jeden dzień, na piątek lub na sobotę i wtedy nie będzie żadnego problemu.

Ale prezydent już wydał postanowienie o pierwszym posiedzeniu Sejmu, nawet nie wiem, czy formalnie można wydać następne.

Formalnie można nowym postanowieniem zmienić to poprzednie. Naprawdę wydaje mi się, że liczy się to, żeby prezydent lub premier byli obecni na szczycie Rady Europejskiej, a nie te nasze dyskusje i przepychanki, których jest zbyt wiele wokół tej sprawy.

Czyli rząd, rozumiem, wzywa: "Panie prezydencie, proszę zmienić termin pierwszego posiedzenia Sejmu i nie będzie problemu".

Rząd nie wzywa, rząd prosi, Tomasz Siemoniak prosi i wskazuje rozwiązanie, które jest z szacunkiem wobec pana prezydenta i z szacunkiem wobec pani premier, naszego parlamentu. Warto tę dyskusję dzisiaj zakończyć, bo nie wygląda to dobrze. Liczy się na koniec dnia, kto będzie - czy prezydent, czy premier - na szczycie na Malcie. To jest ważne spotkanie i Polska nie może sobie pozwolić na puste krzesło.

A jeśli byłoby to puste krzesło, to rzeczywiście braci Czechów poprosimy o reprezentowanie naszego stanowiska?

Nie wiem. Ja takiego rozwiązania sobie nie wyobrażam, nie dlatego, że brak mi sympatii do braci Czechów, natomiast to jest zbyt ważna sprawa, żeby powierzać ją komuś innemu, zwłaszcza że stanowisko czeskie bywa inne od naszego.

Panie premierze, ale czy pan da sobie obciąć rękę, że rząd zawiadomił prezydenta o terminie tego szczytu?

Tego nie wiem, jak to się formalnie odbywa, natomiast o terminie szczytu...

Może być tak, że prezydent nie miał pojęcia o nim? Formalnie rzecz biorąc przynajmniej.

Nie wiem, sądzę, że służby pana prezydenta, zwłaszcza odpowiedzialne za sprawy zagraniczne, tę informację odnotowały. Ja dowiedziałem się - jak pewnie wszyscy - z mediów, bo powszechnie poinformował o tym przewodniczący Rady Europejskiej. Więc wydaje mi się, że... czy wszyscy na to zwrócili uwagę - tego nie wiem, natomiast wszyscy na pewno o tym wiedzieli - kto się interesuje polityką zagraniczną czy kto się nią zajmuje profesjonalnie.

Czy Służba Kontrwywiadu Wojskowego albo obserwowała, albo w jakikolwiek inny sposób inwigilowała polityków i dziennikarzy po aferze taśmowej?

To absolutnie nieprawda. Będzie...

"Wprost" pisze: obserwowano m.in. Mariusza Kamińskiego, Macieja Wąsika, Cezarego Gmyza.

To absolutnie nieprawda. Proszę zresztą zwrócić uwagę: sam tygodnik tak jakby zakładał, że to jest bzdura, bo byłoby to sprawą bardzo poważną, gdyby wiceprezesa PiS-u ktokolwiek inwigilował, wtedy...

Byłby to skandal - zgodzilibyśmy się.

...wtedy powinien być to tekst na okładce, wykrzykniki - natomiast gdzieś mimochodem, w środku numeru są absolutnie nieprawdziwe, niesprawdzone informacje. SKW nie łamie, nie łamała prawa. Będzie komunikat w tej sprawie. Wiem, że służba nie wyklucza też kroków prawnych, bo nie wolno bezkarnie tego rodzaju bzdur upowszechniać.

Ale zgodzimy się, że gdyby rzeczywiście coś takiego było tu pisze się w tym tekście o tym, że to było pod płaszczykiem jakiegoś szkolenia pracowników.

Nieprawda.

Może pan po prostu czegoś nie wie?

Nie, to jest nieprawda. Nie ma takiej możliwości, żeby pod płaszczykiem szkolenia łamać prawo i śledzić wiceprezesa partii opozycyjnej. Przecież proszę zwrócić uwagę, jaki zarzut tam pada. Jest to absolutna bzdura, mówię to z całą odpowiedzialnością.

Ale zgodzilibyśmy się, że gdyby coś takiego miało miejsce, to byłaby to absolutna kompromitacja służby.

Oczywiście, że tak, dlatego coś takiego absolutnie nie miało miejsca i to jest absolutnie w realiach służby nie do pomyślenia.

Wicepremier i szef MON - pan chyba po raz ostatni w tym studiu w tej roli.

No chyba, że jutro lub pojutrze pan redaktor mnie zaprosi. Chętnie będę przychodził codziennie rano. (…)

Cała rozmowa: rmf24.pl


bg Image