Budka.png

Jeśli lewicą ma być wspieranie wolności obywatelskich, niepchanie się do łóżka obywatelom czy do ich sumień, to PO ma w sobie taką lewicowość. Ale ja uważam, że to jest liberalizm, bo lewicowość kojarzy mi się z gospodarką - interwencjonizmem państwowym - mówi Borys Budka, minister sprawiedliwości.

Renata Grochal: Dlaczego to pan powinien zostać szefem PO, a nie Ewa Kopacz lub Grzegorz Schetyna? 

Borys Budka: Rzuciłem takie hasło, że w PO potrzebna jest trzecia droga. Nie można wracać do podziałów frakcyjnych, które udało się zasypać - na tuskowców, których uosobieniem jest Ewa Kopacz, i schetynowców. Jeżeli PO chce być silną opozycją i wrócić do gry o władzę, ten anachroniczny podział trzeba zakończyć.

W czym pan jest lepszy od tych dwojga kandydatów? 

- Mam więcej energii, która jest konieczna, by zaktywizować struktury. Ludzie potrzebują świeżości, czegoś nowego. Wszyscy mówimy, że należy iść do przodu, walczyć o nowych wyborców. Łatwiej będzie walczyć o to osobie, która ma 37 lat i czuje to młode pokolenie, które się od nas odwróciło.

To dlaczego młodzi się odwrócili, skoro pan ich tak dobrze czuje? 

- Dlatego że młodzi utożsamiali PO z partią władzy, która nie ma im nic do zaproponowania. Wyobrażacie sobie za cztery lata debatę telewizyjną, w której obok młodych liderów Partii Razem, Nowoczesnej, lewicy w jakiejś tam postaci będą stali były premier Kaczyński i była premier Kopacz?

Czyli pańska przewaga polega tylko na tym, że jest pan od nich młodszy? 

- Dyskusja tylko o wieku absolutnie nie ma sensu, bo jak widać po wyborach, zarówno Jarosław Kaczyński, jak i Ewa Kopacz potrafią zmobilizować wyborców np. w Warszawie. Tylko że mówimy o najbliższych czterech latach. Jeśli PO ma zdobyć nowych wyborców, to musi postawić na nową twarz, a nie tylko mówić o tym, że otwiera się na nowe twarze, a w wyborach zachęcać do głosowania na tych, którzy są w partii od wielu lat. Przywódcą PO powinna zostać osoba z kolejnego pokolenia. Jeśli chcemy być nowoczesnym ugrupowaniem, które potrafi z jednej strony rywalizować z Nowoczesną, a z drugiej zabiegać o opuszczonych wyborców lewicy - tych liberalnych, a nie socjalnych - muszą to robić nowe osoby.

Ewa Kopacz chce być jednocześnie szefową partii i klubu. To dobry pomysł? 

- Nie. Szef partii będzie musiał odbudować struktury, być w terenie, zmobilizować ludzi. Natomiast szef klubu musi zadbać o to, by PO była w parlamencie silną opozycją, musi zbudować zespół ludzi, rozdzielić role wśród posłów i wspomagać szefa partii w docieraniu do wyborców. Nie będziemy już ugrupowaniem, które ma zaplecze w rządzie, ekspertów, którzy przygotują projekty ustaw. To klub będzie musiał przygotować ustawy.

Na kogo pan zagłosuje w wyborach szefa klubu - na Ewę Kopacz czy na Sławomira Neumanna? 

- Jeszcze nie mam swojego kandydata. Ale podpiszę się pod obydwiema kandydaturami na szefa klubu, by mogli przedstawić swoje wizje.

Kopacz proponuje, by PO najpierw wybrała szefów kół, powiatów, regionów, a na końcu szefa partii. 

- Wybory szefa partii powinny się odbyć jak najszybciej - najlepiej na początku stycznia 2016 r. Nasz statut jest wyjątkowo demokratyczny - szef partii powinien być wybrany przez wszystkich członków. Należy pamiętać, że w 2013 r. Donald Tusk został najpierw wybrany na szefa PO, a dopiero później odbyły się wybory lokalne i regionalne. Najgorsze, co może spotkać PO, to pół roku wymiany poglądów w mediach, bo jak widać są osoby, które nie potrafią się powstrzymać od cierpkich uwag. Nawet jeśli mają rację, nie może się to odbywać za pośrednictwem mediów.

Skoro już pan wywołał Radosława Sikorskiego, to czy zgadza się pan z nim, że Kopacz powinna zrezygnować ze stanowiska, bo odpowiada za porażkę? 

- To byłoby niesprawiedliwe. Kampanią kierował sztab, a premier wykonywała jego zalecenia. Popełniono wiele błędów, nie było planu kampanii, błędem było oparcie kampanii tylko na Ewie Kopacz, trzeba było pokazać cały zespół liderów. Powinniśmy o tym do bólu szczerze rozmawiać, ale za zamkniętymi drzwiami, a nie w mediach. (...)

Cała rozmowa: wyborcza.pl


bg Image