halicki9.png

Często wyrażając pretensje do funkcjonowania administracji myślimy o państwie, tymczasem 90 proc. obsługi obywateli przez urzędników odbywa się w samorządzie, na najniższym szczeblu. Usprawnienie państwa powinno polegać na jego decentralizacji - mówi minister administracji i cyfryzacji Andrzej Halicki.

"Super Express": - W wyborach parlamentarnych 2007 i 2011 roku odnieśliście zdecydowane zwycięstwa. Teraz macie kilkanaście punktów straty do Prawa i Sprawiedliwości, które przejmuje pełnię władzy. Co pana zdaniem było przyczyną tak totalnej klęski?

Andrzej Halicki: - Przyczyn było wiele. Z jednej strony w partii rządzącej nastąpił długi proces erozji, spadku wiarygodności, której odbudowanie będzie długotrwałym, żmudnym i trudnym procesem. Z drugiej strony w kampanii wyborczej mieliśmy do czynienia z frontem ataku ze wszystkich stron na Platformę Obywatelską. Niemerytorycznym, populistycznym, pełnym nierealnych obietnic, ale bardzo szerokim. Skutkiem była chęć zmiany, widoczna zwłaszcza w najmłodszym pokoleniu.

- Prawo i Sprawiedliwość nie tylko wygrało wybory, ale nie potrzebuje koalicjanta. Jak będą wyglądać przyszłe rządy PiS?

- Zobaczymy, jak złożone przez zwycięską partię obietnice będą realizowane i czy wyborcy, którzy szukali nowych rozwiązań, chcieli zmian, będą tymi zmianami usatysfakcjonowani. Patrząc na obecne w kampanii populistyczne hasła i pierwsze zapowiedzi, jestem sceptyczny.

- Wróćmy do przyczyn waszej klęski. W Sejmie pojawiły się dwie nowe formacje, które w kampanii odnosiły się do dawnego programu PO. Ruch Kukiz'15 mówi o potrzebie zmiany konstytucji i JOW, a wolnorynkowy program Nowoczesnej Ryszarda Petru przypomina program PO z 2005 roku. Czy sukces tych ugrupowań nie wynikał z tego, że odeszliście od swoich pierwotnych założeń?

- Zgadzam się z tą opinią. Odpływ wśród ludzi uważających się za wolnościowców, myślących wolnorynkowo, jest dowodem na to, że PO od korzeni odeszła i że trzeba do nich wrócić, że Platforma Obywatelska odnowę musi zacząć od siebie. To także dowód na to, że w polityce zawsze powinno się być wiarygodnym i konsekwentnym, nie wolno realizować projektów na zasadzie przypadkowych decyzji.

- Za te decyzje odpowiada rząd PO. Czy premier Ewa Kopacz nadal powinna być liderem partii?

- Mamy przed sobą proces wyboru lidera. Deklarację startu w wyborach przewodniczącego PO ogłosił Grzegorz Schetyna. Bardzo dobrze, że taka deklaracja padła. Wszystko rozstrzygnie się w demokratycznych wyborach, w których wezmą udział wszyscy działacze Platformy Obywatelskiej z całej Polski.

- Wspomniał pan o populizmie. A czy nie jest tak, że kolejną przyczyną tak dotkliwej porażki PO było to, że zamiast na merytoryczną dyskusję postawiła w kampanii na strategię straszenia PiS, nowym średniowieczem, państwem talibów? Przecież to już jest nudne i, szczególnie w ustach przedstawicieli partii rządzącej od ośmiu lat, nikogo nie przekonuje!

- Oczywiście, zabrakło merytorycznych argumentów. Pytanie tylko, co bardziej interesuje odbiorców i media. Bo spór partyjny jest często odbierany poprzez pryzmat emocji. One pojawiają się zawsze. Ale faktycznie, obok tych emocji zabrakło debaty o tym, co istotne: jakie mają być cele, ustrój państwa, jego model. Ja próbowałem to robić, pokazując możliwe rozwiązania konstytucyjne czy proponując rozmowę o tym, co dotyczy funkcjonowania samorządu. Mało kto to zauważył, tymczasem to bardzo ważna sprawa jeśli chodzi o funkcjonowanie państwa, administrację, obsługę obywateli. Często wyrażając pretensje do funkcjonowania administracji myślimy o państwie, tymczasem 90 proc. obsługi obywateli przez urzędników odbywa się w samorządzie, na najniższym szczeblu. Usprawnienie państwa powinno polegać na jego decentralizacji.

- Czyli opowiada się pan za naprawą państwa. Może wstąpi pan do PiS?

- Obóz PiS ma zupełnie odmienną wizję. Przykładowo prezydent Andrzej Duda rozpoczął swoje urzędowanie od zawetowania ustawy wspomagającej mniejszości narodowe żyjące na niewielkim obszarze, raptem na terenie czterech powiatów. Chodziło o kilka ułatwień dla tej społeczności, polegających między innymi na dopuszczeniu jako urzędowego dodatkowego, używanego przez te mniejszości języka. Weto prezydenta jest tu niezrozumiałe. Podobnie jak zapowiedziane przez głowę państwa skrócenie kadencji samorządu. Chodzi zapewne o to, by przejąć kontrolę nad samorządem, co służyć będzie centralizacji środków europejskich, którymi dziś dysponują regiony. Delikatnie mówiąc, zaprzecza to idei wzmocnienia wspólnot lokalnych. W środowisku PiS mówi się też o reformie administracyjnej zwiększającej liczbę urzędów wojewódzkich ala Edward Gierek. To chyba nie jest droga do naprawy państwa. (...)

Cała rozmowa: se.pl


bg Image