mucha.png

Zemsta za Smoleńsk to najważniejszy temat dla PiS, schowany tylko na czas kampanii. - Dziwię się Gowinowi, że zgadza się być zasłoną dymną dla osoby, która będzie podejmowała decyzje, bo to na pewno nie będzie on - powiedziała w rozmowie z Renatą Grochal Joanna Mucha.

Renata Grochal: Jeśli po wyborach PiS nie będzie miał większości, to czy powinien powstać rząd mniejszościowy, czy koalicja wszystkich przeciwko PiS?

Joanna Mucha: Nie wiem, jakie będzie w tej sprawie stanowisko PO. Według mnie, jeśli zdarzyłoby się tak, że PiS wygra wybory – w co nadal nie wierzę – to powinien wziąć władzę w swoje ręce. Programy PO, Zjednoczonej Lewicy, Nowoczesnej i PSL są rozbieżne. Tworzenie takiego patchworku nie zostałoby zaakceptowane przez Polaków, bo nie ma wyrazistej linii programowej dla takiego sojuszu.

To może być koalicja promodernizacyjna.

Rozbieżności między Nowoczesną i Zjednoczoną Lewicą dotyczące choćby systemu emerytalnego, kwestii socjalnych są olbrzymie. Trudno mi sobie wyobrazić stworzenie spójnego programu dla takiej koalicji. Poza tym sądzę, że dla Polaków najbardziej zrozumiała jest sytuacja, gdy rządzi partia, która wygrywa, czyli ta, która procentowo dostaje najlepszy wynik. A to, że PiS prawie nie ma zdolności koalicyjnej (różnica między prawie a wcale polega na postawie Pawła Kukiza), to już jest problem PiS.

A PSL? Janusz Piechociński proponuje koalicję PO-PiS-PSL.

Wielka koalicja to mrzonka, bo różnice między PO i PiS są zbyt duże. Sam Piechociński już się z tego pomysłu wycofuje. Nie sądzę, by PSL wszedł w koalicję z PiS, bo stałby się kolejną przystawką.

Z „Diagnozy społecznej” wynika, że 80 proc. Polaków jest zadowolonych ze swojej sytuacji. Jak to się stało, że PiS udało się wmówić Polakom, że Polska jest w ruinie i trzeba zmiany?

 Po niedzielnym sukcesie piłkarzy ten odsetek zadowolonych pewnie jeszcze się zwiększył. Metoda PiS polega na prowadzeniu klasycznej propagandy, czyli powtarzaniu setki czy nawet tysiące razy jakiejś tezy. Najpierw to była teza, że Donald Tusk jest najgorszym premierem, potem najgorszym premierem stała się Ewa Kopacz i okazało się, że zmiany, które zaszły w kraju przez ostatnie 26 lat, są złe. Takie stwierdzenia powtarzane tysiące razy przyniosły efekt. A o tym, że nie jest tak czarno, jak to maluje PiS, świadczą nie tylko wyniki „Diagnozy społecznej”, bo jest też ranking międzynarodowy przygotowany przez firmę doradczą Boston Consulting Group, który pokazuje, jak różne kraje przekładają efekty wzrostu gospodarczego na jakość życia mieszkańców. I w tym rankingu Polska jest na pierwszym miejscu!

Skoro sama pani mi dostarczyła kolejnego argumentu, to zapytam, dlaczego PO nie potrafiła tego zagospodarować.

Na pewno Polacy są narodem, który chce więcej, szybciej, dalej i wyżej, prawie jak olimpijczycy. Mamy otwarte granice, globalizujący się świat, młodzi Polacy nie pamiętają komunizmu, bo urodzili się w wolnej Polsce, nie pamiętają transformacji, rządów PiS w latach 2005-07. Aspirują do jakości życia i możliwości, jakie stwarzają kraje Europy Zachodniej i wydaje im się, że jesteśmy w stanie przeskoczyć tę różnicę w znacznie krótszym czasie, niż to jest realnie możliwe.

Kiedy realnie Polacy będą zarabiać tyle, ile Niemcy?

Ekonomiści to policzyli. W zależności od tego, jakie przyjmiemy założenia dotyczące wzrostu w Polsce i w Niemczech, to potrzebujemy około dwóch dekad, by dogonić płace w najbogatszych krajach zachodnich.

Czyli gdy premier Ewa Kopacz obiecuje, że Polacy poczują Zachód w kieszeniach, to ma na myśli, że dopiero za 20 lat?

Tak źle nie będzie. Główna oś naszego programu dotyczy stabilizacji zatrudnienia. Chcemy wyprowadzić ludzi z szarej strefy zatrudnienia, skończyć z fikcyjnymi umowami cywilnoprawnymi i zmniejszyć klin podatkowy, czyli tę część, która jest odejmowana od płacy i zabierana przez państwo. Poprzez to, że znacznie rozszerzymy liczbę osób zatrudnionych, danina publiczna, która będzie zawierała podatki oraz składki, będzie wyraźnie niższa. Jeśli podatki płaci większa grupa ludzi, to mogą one być niższe, dzięki temu wynagrodzenia będą wyższe. Dodatkowo nasze propozycje są skierowane do tych osób, które mają najgorszą sytuację finansową.

Co jest największym zagrożeniem dla Polski?

Zejście ze ścieżki modernizacyjnej. Modernizacja polegająca na budowie infrastruktury się kończy. Etap Polski w budowie mamy za sobą. Natomiast zmiana społeczna, czyli budowa instytucji ułatwiających życie, jak żłobki, przedszkola czy domy pomocy dla seniorów, jest cały czas przed nami. Jeżeli zejdziemy z tej dobrej ścieżki, która została wytyczona przez ostatnie 26 lat, to konsekwencje mogą być bardzo złe. (...)

Cała rozmowa: wyborcza.pl

 


bg Image