kierwinski.png

Te wybory zdecydują o tym, jak będzie wyglądała Polska za cztery lata. Czy Polska pozostanie na ścieżce szybkiego rozwoju, będzie proeuropejska, otwarta, prowolnościowa czy też będzie zamknięta, zdystansowana od Unii Europejskiej - mówi minister w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Marcin Kierwiński w rozmowie z Marcinem Pieńkowskim.

"+Rzeczpospolita+: Dobrze pan sypia ostatnio?

Marcin Kierwiński, szef gabinetu premiera, szef sztabu PO: Dobrze, choć krótko.

A nie śnią się panu koszmary z PiS? Sondaże pokazują, że poniesiecie sromotną klęskę, a gra toczy się już chyba tylko o to, czy PiS będzie w stanie rządzić samodzielnie.

Gra, jak Pan to ujął, toczy się o to, kto wygra wybory 25 października i jak będzie wyglądała Polska za cztery lata. Czy Polska pozostanie na ścieżce szybkiego rozwoju, będzie proeuropejska, otwarta, prowolnościowa czy też będzie zamknięta, zdystansowana od Unii Europejskiej. O tym tak naprawdę zadecydują te wybory. Pana pytanie zawiera nieuprawnioną tezę, jakoby wynik wyborów był już znany. Nie, to wyborcy zdecydują 25 października. Sondaże należy śledzić, ale lepiej nie przywiązywać do nich zbyt wielkiej wagi.

Gdy jeden z sondaży pokazał mały wzrost PO, w mediach społecznościowych część polityków pana partii wpadało w euforię. Nie pamiętam, kiedy ostatnio prominentni działacze Platformy cieszyli się z mikrowzrostów, gdy wciąż strata do PiS wynosi kilkanaście proc.

Jest kilka przykładów w ostatnich latach, które pokazały, jak bardzo te badania mogą się pomylić. Mieliśmy niedawno konwencję programową PO w Poznaniu. Tam obecnemu prezydentowi Jackowi Jaśkowiakowi, na kilka miesięcy przed startem, nikt nie dawał żadnych szans z wówczas bardzo popularnym włodarzem Ryszardem Grobelnym. A stało się inaczej.

Do niespodzianki potrzebna jest wiara. Tymczasem już po akceptacji list przez Radę Krajową ze startu wycofali się m.in. posłowie Andrzej Kania i Jacek Kozaczyński. Dwóch kolejnych przeszło do lewicy. Chyba nawet w PO nie ma już nadziei na sukces.

To ich osobiste decyzje. W tych wyborach parlamentarnych Platforma wystawiła ponad tysiąc osób. W większości okręgów listy mamy pełne i zgłoszeń z chęcią kandydowania mieliśmy więcej, niż miejsc. To pokazuje, że cały czas szyld PO jest dla ludzi istotny i chcą pod nim startować. Tych dwóch posłów, którzy odeszli do lewicy nie znalazło się na listach PO, więc zaczęli szukać uznania gdzie indziej. Natomiast dwóch posłów z okręgu siedlecko-ostrołęckiego zdecydowało się wycofać z kandydowania. Jeden zmienił ugrupowanie. Nie rozumiem tych decyzji kolegów, ale mogą one wynikać z pewnego rozgoryczenia. Może w przypadku posła Kani miejsce, które mu zaproponowano nie było tak wysokie, jak tego oczekiwał. Z kolei poseł Kozaczyński swoją decyzję tłumaczył zbyt dużą liczbą kandydatów z Siedlec na jego liście i aby zoptymalizować listę sam zrezygnował.

Pan, jako szef sztabu wyborczego, obawia się utraty partyjnej pozycji w przypadku porażki na jesieni?

W sposób oczywisty, każdy polityk bierze odpowiedzialność za swoje decyzje. Również za funkcje, które pełni. Wierzę, że PO wygra te wybory i że będziemy tworzyć przyszły rząd. A co będzie po wyborach ze mną, będę się zastanawiał po wyborach.

W kuluarach PO mówi się, że jest pan w komfortowej sytuacji, bo bardziej spektakularnie i zaskakująco niż Robert Tyszkiewicz przegrać się nie da.

Wierzę, że PO wygra te wybory i będzie tworzyła nowy rząd. A to, że niektórzy uważają, że wybory są już rozstrzygnięte, bo sondaże tak pokazują, może być również naszym atutem na ostatniej prostej.

To inaczej. Jak Platforma chce przekonać do siebie wyborców po ośmiu latach rządów i kilku aferach z taśmową na czele?

To nieuprawnione uproszczenie z Pana strony. Proszę zauważyć jak bardzo Polska przez ostatnie 8 lat zmieniła się na lepsze. Te zmiany widzimy na każdym kroku. Ludzie, którzy przemieszczają się po Polsce widzą nowe mosty, autostrady, dworce, rodzice mają dłuższy urlop rodzicielski, jest znacznie więcej żłobków i przedszkoli. To są nasze realne osiągnięcia. Ale wiemy, że ludzie nie będą wybierać nas za to, co zrobiliśmy, ale za to, co proponujemy.

Czyli co?

Dobry i odważny program na kolejne cztery lata. Program, który można jednym zdaniem scharakteryzować następująco – po etapie budowy infrastruktury i solidnych fundamentów teraz czas, by beneficjentami tych zmian byli Polki i Polacy, którzy odczują je we własnych kieszeniach. Proponujemy duże zmiany podatkowe, na których skorzystają wszystkie osoby zatrudnione na umowach o pracę. Proponujemy m.in. likwidacje umów śmieciowych poprzez jednolity kontrakt. Ale przede wszystkim proponujemy, to co przez wiele lat liderzy innych partii politycznych jedynie obiecywali, czyli realne wsparcie dla rodzin wielodzietnych. Wiele już w tej sprawie zrobiliśmy. System podatkowy, który zaproponowaliśmy, będzie pierwszym w polskiej historii systemem rozliczania podatków na dziecko. A ponieważ kosztuje to 10 miliardów, to znaczy że te 10 miliardów zostaje w kieszeniach Polek i Polaków. (...)"

Cała rozmowa: "Rzeczpospolita" nr 234(10263), str. A8


bg Image