kopacz.png

Zaproponowaliśmy bardzo prosty, sprawiedliwy podatek, który promuje osoby decydujące się na dzieci. Można połączyć liberalizm w gospodarce z wrażliwością społeczną - i to nie musi być skręt w lewo. Te dwie rzeczy stoją u podstaw choćby sukcesu Niemiec - mówi premier Ewa Kopacz w rozmowie z Renatą Grochal.

Renata Grochal: Platforma jest partią nieudaczników, jak mówi Zbigniew Ziobro? Po co była ta szopka z waszym wnioskiem o Trybunał Stanu dla ministra sprawiedliwości w rządzie PiS, skoro nawet szefowa partii nie przyszła na głosowanie?

Ewa Kopacz: Premier musi nade wszystko wykonywać swoje obowiązki, dlatego pojechałam do Gdańska na wmurowanie kamienia węgielnego pod drugą część Uniwersyteckiego Centrum Klinicznej Medycyny Nieinwazyjnej. Rzeczywiście zabrakło kilku głosów do tego, by przegłosować wniosek w sprawie Ziobry: po kilka głosów z SLD, PSL i PO. Ale zastanowił mnie brak pokory u tego człowieka, brak refleksji. Bo ten wniosek nie wziął się znikąd. Spora część Sejmu uznała, że pan Ziobro powinien się wytłumaczyć ze swoich rządów. A jego jedynym wytłumaczeniem była arogancja, którą pokazał, mówiąc, że PO nie potrafiła go nawet postawić przez Trybunałem. To znaczy, że on czuje się kompletnie bezkarny. Po tej wypowiedzi pożałowałam, że wniosek nie przeszedł. Teraz sprawa została przekazana do prokuratury.

Z czego wynika niechęć PO do rozliczenia IV RP? W sprawie uchylenia immunitetu byłemu szefowi CBA Mariuszowi Kamińskiemu też nie było większości.

- Bo my nie jesteśmy mściwi. Nie uważamy, że polityka służy do tego, by wyrównywać z kimkolwiek rachunki. Może jestem zbytnią optymistką, bo myślę, że u ludzi, którzy popełnili jakieś błędy - a nie ma takich, którzy błędów nie popełniają - zawsze jest szansa na refleksję i wyciągnięcie wniosków z tego, co było. Jeśli im jej nie damy, to nigdy nie sprawdzimy, czy mają na tyle dobry i mocny charakter, że mogą jeszcze funkcjonować w przestrzeni publicznej. Co do Zbigniewa Ziobry, to widać, że nie wyciągnął wniosków. Jest pewny siebie i będzie to samo robił w następnych latach w polityce.

Jaki pomysł polityczny stoi za zastąpieniem na listach wyborczych Platformy takich ludzi jak Sikorski czy Rostowski Dornem i Napieralskim, a szefów regionów - sportowcami?

- W moim rodzinnym Radomiu w wyborach samorządowych postanowiłam zmienić liderów list, przesuwając na dalsze miejsca tych, którzy od lat startowali z "jedynek". Zwykle braliśmy tylko pięć mandatów do rady miasta, bo to okręg, w którym wygrywał PiS. Wprowadziłam na "jedynki" zupełnie nowe osoby. I ci, którzy byli do tej pory liderami, a znaleźli się na drugim lub trzecim miejscu, bardzo ciężko pracowali, by udowodnić mi, że jednak powinni otwierać listę. A nowi, którzy dostali szansę, bardzo ciężko pracowali, żeby udowodnić, że na nią zasłużyli. I teraz zamiast pięciu mandatów mamy 12.

Czy jesteście wiarygodni, strasząc PiS i jednocześnie biorąc na listy Ludwika Dorna, jednego z ideologów IV RP?

- Ludwik Dorn już dawno nie jest w PiS.

Ale nie odcina się od IV RP.

- Nie wiem, czy się odcina czy nie, ale na pewno podpisuje się pod programem Platformy.

W "Polsce The Times" Dorn powiedział, że "Platforma to nie jest szambo, ale gównem zalatuje".

- Ludwik Dorn słynął w parlamencie z dość oryginalnych określeń. Ludzie szanują go również za to, że potrafi być oryginalny. Nie zawsze zgadzałam się z jego opiniami i w tej konkretnej sprawie też się nie zgadzam. Ale jeśli on zgadza się z programem PO, ma dość siły i determinacji, by potem - jeśli zostanie wybrany - ten program realizować, to dla mnie to jest najważniejsze. Dzisiaj muszę zbudować taką większość, która pozwoli budować realny, ale również prospołeczny program na kolejne cztery lata. W następnym Sejmie potrzeba ludzi doświadczonych, a Ludwik Dorn jako były marszałek takie doświadczenie ma.

Czy zmiany w podatkach i na rynku pracy to próba odzyskania liberalnego elektoratu czy ciąg dalszy kursu w kierunku socjaldemokracji?

- Nasze propozycje zawsze szły w kierunku uproszczenia podatków. Zaproponowaliśmy bardzo prosty, sprawiedliwy podatek, który promuje osoby decydujące się na dzieci. Można połączyć liberalizm w gospodarce z wrażliwością społeczną - i to nie musi być skręt w lewo. Te dwie rzeczy stoją u podstaw choćby sukcesu Niemiec.

Pani mówi o jednolitej stawce na poziomie 10 proc., podczas gdy naprawdę podatek będzie progresywny, z górną stawką 39,5 proc. I chwalicie się, że zlikwidujecie składki na ZUS i NFZ - a przecież je zapłacimy, tyle że w formie skonsolidowanego podatku.

- Podatek PIT będzie progresywny, z najniższą stawką 10 proc. dla tych, którzy zarabiają najmniej. A jeśli chodzi o składki na ZUS i NFZ - to nie będą ich odprowadzać ani pracownicy, ani pracodawcy. Oni zapłacą prosty podatek, a odpowiednia instytucja - ZUS i NFZ - zabezpieczy z niego składki. Bo każdy z nas musi mieć zabezpieczenie na przyszłość i dostęp do służby zdrowia.

Ale i tak to my zapłacimy. Po co robicie ludziom wodę z mózgu?

- Kiedy państwo będzie odprowadzało składki, system zrobi się prostszy i przejrzystszy. To oznacza też znacznie mniej formalności po stronie pracodawców i pracowników. A to nie wszystko. Wprowadzimy jednolity kontrakt zatrudnienia, który wyeliminuje umowy śmieciowe. Dzięki temu jednocześnie zapewnimy bezpieczną formę zatrudnienia dla wszystkich Polaków oraz znacznie ograniczymy szarą strefę. Kluczem jest powszechność tego rozwiązania. Wtedy będziemy mogli płacić niższe podatki, a w kieszeniach podatników zostanie 10 mld zł więcej.

Tylko czy partia, która podniosła podatki, jest wiarygodna, gdy obiecuje na koniec kadencji: "Obniżymy, obniżymy, tylko po wyborach"?

- Walczyliśmy z nadmiernym deficytem. Musieliśmy powiedzieć: dzisiaj musi być gorzej, zaciskamy pasa, by za chwilę było lepiej. W 2017 roku podatek VAT spadnie z powrotem do 22 proc. Dzięki temu, że Polacy zgodzili się zacisnąć pasa, mogłam zapisać w przyszłorocznym budżecie 2 miliardy na podwyżki w sferze budżetowej. Dzisiaj ludzie zasługują na to, by im powiedzieć: przyszła odwilż, jest lepiej. Europa to zobaczyła, nasze finanse są zdrowsze, wy musicie zarabiać więcej i z całą determinacją będę o to walczyć. Tak jak udało się nam z budową dróg, przedszkoli i stadionów, tak teraz uda się nam realnie zwiększyć dochody Polaków.

Przygotowała się już pani na wizytę górników? Mówią, że rząd ich oszukał, i zapowiadają, że jeszcze przed wyborami przyjadą do Warszawy.

- Tak mówią niektórzy działacze związkowi. Jestem zaskoczona, bo zrealizowaliśmy nasze zapowiedzi. Kompania Węglowa bezpiecznie wchodzi do spółki TF Silesia, która daje gwarancje finansowe na lata. To początek budowy wielkiego koncernu paliwowo-energetycznego, który powstanie z połączenia naszych elektrowni ze spółkami energetycznymi i z węglem, który jest dla nich paliwem. Związkowcom powinna leżeć na sercu przede wszystkim stabilność zatrudnienia górników. Jeśli występują przeciwko władzy, która uporządkowała ten rynek, jednocześnie chroniąc miejsca pracy, to widać, że chcą tę sprawę rozgrywać politycznie. (...)

Cała rozmowa: wyborcza.pl


bg Image