kierwiski3.png

Decyzja o udziale Polski w planowanej przez UE pomocy finansowej dla uchodźców zapadnie na najbliższym posiedzeniu rządu. Przeznaczone na to pieniądze muszą być proporcjonalne do wielkości gospodarek, a kraje Europy Zachodniej są bogatsze od Polski - mówił w "Sygnałach Dnia" minister Marcin Kierwiński.

Krzysztof Grzesiowski: Sekretarz stanu w Kancelarii Premiera i szef Gabinetu Politycznego pani premier Ewy Kopacz Marcin Kierwiński. Dzień dobry, witamy.

Marcin Kierwiński: Dzień dobry.

Po wczorajszym szczycie przywódców państw unijnych pani premier powiedziała, że decyzja o udziale finansowym Polski w Unii dla obozów uchodźców będzie to temat na najbliższym posiedzeniu Sejmu. Ale o jakich pieniądzach mówimy? Jakie to mogą być kwoty i skąd?

To przede wszystkim poczekajmy na powrót pani premier ze szczytu i na rozmowę z ministrem finansów. Polska wielokrotnie mówiła, że w sprawie uchodźców będzie solidarna z resztą Unii Europejskiej, ale w ramach naszych możliwości budżetowych. Kraje Europy Zachodniej są krajami bogatszymi niż Polska i na pewno te ewentualne pieniądze, które mają przeznaczać, muszą być proporcjonalne do wielkości gospodarek.

A w drugą stronę, na jaką pomoc z kolei my możemy liczyć ze strony Unii Europejskiej w momencie, kiedy uchodźcy w liczbie, no, mówi się o grupie około 7000 osób, pojawią się w Polsce?

To wszystkie koszty przybycia tychże uchodźców do Polski pokrywa Unia Europejska. To jest bodajże 6 tysięcy euro, 6,5 tysiąca euro na każdego uchodźcę, więc to są spore pieniądze, ale, oczywiście, pyta pan o całą kwestię solidarności europejskiej. To, co jest najważniejsze dla Polski to chyba decyzje, które zapadły dziś w nocy, wczoraj wieczorem, czyli kwestie uszczelnienia granic, bo uszczelnienie granic Unii Europejskiej to jest coś, co może przeciwdziałać dalszemu napływowi uchodźców do Europy.

Ale jeszcze przy pieniądzach zostańmy, bo środki unijne środkami unijnymi, ale rozumiem, że i z budżetu państwa również jakieś kwoty będą przeznaczone na rzecz uchodźców.

Pyta pan o...

Tym się będą zajmowały tylko instytucje państwowe, czy także na przykład tak zwane endżiosy?

Tym się będą zajmowały instytucje państwowe, oczywiście, ale – tak jak mówię – koszt przybycia tychże 7000 uchodźców – 2000, na które zgodziliśmy się wcześniej i 5000, na które ostatnio Polska wynegocjowała – te koszty pokryje Unia Europejska.

O pieniądze tak pytam, bo przed godziną 6.30 prezentowaliśmy rozmowę z działaczami organizacji pozarządowych, tych organizacji, które zajmują się pomocą ludziom, którzy przyjechali do Polski w charakterze uchodźców, no i oni mówią, że coś jest nie tak, bo oni bardzo chcieliby pomóc i bardzo by chcieli działać, ale nie mają pieniędzy. Pewne decyzje ze strony resortu spraw wewnętrznych dotyczące finansowania tych organizacji powinny zapaść już kilka miesięcy temu, tymczasem nic się nie dzieje, oni pomagają, ale za darmo w tej chwili, bo nie mają środków.

No tak, ale...

Czy da się sprawdzić, dlaczego tak się dzieje?

Ale proszę zwrócić uwagę, że o tych osobach, o których rozmawiamy, czyli o uchodźcach, którzy ratują własne życie, którzy przybędą do Polski, to mówimy w perspektywie kilku najbliższych miesięcy, ten strumień pieniędzy europejskich na ten cel dopiero do Polski popłynie. Natomiast jeżeli są, oczywiście, jakieś wątpliwości, na pewno pani minister Piotrowska, minister spraw wewnętrznych, te wątpliwości będzie wyjaśniać i rozwiewać.

Na czym miałaby polegać mocniejsza (wspomniał pan o tym) kontrola zewnętrznych granic Unii? Jak to miałoby wyglądać?

Panie redaktorze, proszę zwrócić uwagę, że wschodnia granica Unii Europejskiej, czyli granica Polski, jest bezpieczna, nie mamy do czynienia z lawinowym przyrostem uchodźców, te osoby, które są zatrzymywane na polskiej granicy, są od razu odsyłane do krajów, z których pochodzą. A takie przypadki też, i wcale nie pojedyncze, się zdarzają. Natomiast w przypadku południowej granicy Unii Europejskiej, jeśli tak można powiedzieć, ten proces napływu, niekontrolowanego napływu uchodźców jest bardzo, bardzo duży i tutaj Unia musi na pewno dołożyć wszelkich starań, aby te granice po prostu uszczelnić.

Nasza granica wschodnia jest bezpieczna, jak pan powiedział, co nie znaczy, że będzie bezpieczna, bo jak pokazuje historia, dzieją się różne rzeczy. Jeśli uchodźcy zmienią szlak, to może być niebezpiecznie.

Granica wschodnia jest bezpieczna, a duża tu, właściwie ogromna zasługa polskich służb granicznych. I jestem przekonany, że także w przyszłości nasza granica wschodnia będzie bezpieczna. Nie tak dawno minister Piotrowska wizytowała granice, sprawdzała ich przygotowanie na ewentualną falę uchodźców i wnioski są zadowalające.

A czy ze szczytu przywódców taka popłynęła myśl, że nasza inicjatywa, mówi się, że to polska inicjatywa, tak zwanych punktów weryfikacji uchodźców, z angielska hot spotów to się nazywa, jest powszechna i akceptowana w pełni.

Z tego, co wiem, zapadła decyzja, że hot spoty powstawać mają do listopada tego roku, więc bardzo, bardzo szybko. Więc rozumiem, że tu jest pełen konsensus pośród liderów innych państw europejskich. Te hot spoty są ważne z jednego powodu, jeżeli chodzi o weryfikację osób, które mają potem trafiać do Polski, a także do innych krajów europejskich, a ta weryfikacja jest kluczowa, jeżeli chodzi o kwestie i poczucia bezpieczeństwa dla Polaków, którzy przecież mają prawo mieć wątpliwości, ale także dla bezpieczeństwa wewnętrznego Polski. (...)

Cała rozmowa: polskieradio.pl


bg Image