crop-95llLNIh33d26AU_180x130-0.png

Wszystkie strony sceny politycznej powinny poważnie podchodzić do problemu uchodźców - mówiła w "Sygnałach dnia" wicemarszałek Sejmu Elżbieta Radziszewska.

Krzysztof Grzesiowski: Wicemarszałek Sejmu Rzeczpospolitej, pani Elżbieta Radziszewska. Dzień dobry, pani marszałek, witamy.

Elżbieta Radziszewska: Dzień dobry panom, dzień dobry państwu.

Początek o czternastej posiedzenia dziś?

Tak, o czternastej.

Zapowiedziana jest debata na 3 godziny wstępnie.

Tak, zapowiedziana jest na 3 godziny wstępnie, ale zawsze, wiadomo, może się przedłużyć, bo temat gorący, ale wszyscy są przygotowani na to, że ta debata będzie. A ja mam nadzieję, że nie będzie tak jak poprzednio, że najgłośniej ci, którzy krzyczeli o tę debatę, ich nie będzie, bo pamiętamy ubiegłotygodniowe posiedzenie Sejmu i odbywało się posiedzenie połączonych komisji na temat uchodźców i tej sytuacji, z którą mamy do czynienia w Europie, i okazało się, że zainteresowanych nie było. Najpierw się martwiono, że zabraknie nam tam miejsca na tej sali dla tych wszystkich zainteresowanych, takie tezy wygłaszał jeden z posłów Prawa i Sprawiedliwości, jak potem zerknęło się, ile osób jest zainteresowanych, to mogę powiedzieć, że z przykrością przyjęłam tę obecność tych krzykaczy poza tą salą.

„Informacja Prezesa Rady Ministrów na temat kryzysu imigracyjnego w Europie i jego reperkusji dla Polski”, tak się oficjalnie nazywa ten punkt porządku...

Tak.

Jeden jedyny zresztą. Swoją drogą, pani marszałek, warto pamiętać, że to jubileuszowe, setne posiedzenie Sejmu będzie.

To nawet nie zwróciłam na to uwagi. Ale to znaczy ważne.

Strona internetowa Sejmu informuje o tym wydarzeniu. Właśnie, wczoraj z panią poseł Agnieszką Pomaską rozmawialiśmy właśnie o tym, o czym pani marszałek wspomniała, że co innego sala posiedzeń Sejmu, sala plenarna, a co innego praca w komisjach, tam, gdzie są kamery, emocje biorą górę, tam, gdzie kamer nie ma, czyli w komisjach, rozmowa na temat uchodźców była daleko spokojniejsza. No i w takim gronie, jak pani marszałek powiedziała, mniej licznym.

Tak było.

Rzecznik klubu parlamentarnego Polskiego Stronnictwa Ludowego, pan Jakub Stefaniak mówi, że na mównicy będą się pojawiać ci, którzy będą chcieli robić sobie wyborcze punkty i będą robili tam szopkę, a merytorycznie to nic w ogóle nie wniesie. Jaka jest szansa, że to, co dziś, nie będzie powtórzeniem tego, co było w ubiegłym tygodniu?

Ja mogę tylko powiedzieć o swoich życzeniach, że ja bym chciała, żeby było merytorycznie, dlatego że sytuacja jest na tyle poważna, że wszystkie strony sceny politycznej powinny poważnie podchodzić do tego problemu. Widzimy, co się dzieje w Europie, ponieważ to wszystko się gotuje jak w wielkim kotle. Nawet stanowisko przecież Niemiec, Angeli Merkel, czy to, co się dzieje w strukturach europejskich, to, co się dzieje na granicy... wcześniej działo się na granicy serbsko–węgierskiej, dzisiaj to, co dzieje się na granicy austriacko–niemieckiej i obstawione drogi niemieckie policją i kontrola samochodów.

Sytuacja zasługuje naprawdę na poważną debatę i ja się dziwię, że wszystkie strony sceny politycznej nie chcą poważnie o tym rozmawiać. Niedobrze się stało, że pan Leszek Miller i pan Jarosław Kaczyński nie udali się na spotkanie do pani premier Kopacz dotyczące tej sytuacji, którą mamy dzisiaj w Europie, ponieważ jak wiemy, ta sytuacja nie skończy się ani za tydzień, ani za miesiąc, ani za dwa. Wczoraj usłyszałam, że są takie szacunki, że na granicy austriacko–niemieckiej do końca roku stanie milion uchodźców. Więc jeśli ktoś szykuje się do rządów i chce w sposób odpowiedzialny rozmawiać o Polsce, to powinien tym problemem zajmować się tu i teraz, a nie opowiadać, jak pani Beata Szydło, że ją to... ona nie będzie snuła żadnych tez mających cokolwiek wspólnego z rozwiązaniem tej sytuacji, bo za to jest odpowiedzialny rząd, ale na pytanie, czego się spodziewa po tej debacie, to właściwie trudno powiedzieć, co odpowiedziała, bo odpowiedziała, że znów pani premier nie będzie wiedziała, co ma powiedzieć i w końcu dowiemy się, co ma pani premier do powiedzenia w tej sprawie, chociaż pani premier codziennie odnosi się do tej sytuacji, która jest dynamiczna, więc trzeba dynamicznie reagować.

Ale jeśli ktoś...

Jak widać...

Proszę dokończyć.

Jak widać, to, co mówiła pani premier Ewa Kopacz się sprawdziło. Przecież wytykano jej, że jest sprzeczna w swych wypowiedziach, bo z jednej strony mówiła, że potrzeba nam tej solidarności wewnątrz Europy, bo sytuacja uchodźców, tych, którzy rzeczywiście uciekają przed śmiercią, jest trudna, ale z drugiej strony powiedziała: nie wyrażamy zgody na narzucanie nam kwot i żeby ktoś za nas decydował, jak mamy postępować. Jak widać, miała w stu procentach rację.

No ale jeśli ktoś oczekuje odpowiedzi na pytanie, ile, jaka grupa uchodźców trafi do Polski i kiedy to nastąpi, to takiej odpowiedzi do tej pory nie ma.

I to jest odpowiedzialne, panie redaktorze. A skąd my wiemy, ile? Dzisiaj już wiadomo, że również Niemcy mówią o tym, że trzeba się zastanowić, co się dzieje, i nie tylko w granicach Unii Europejskiej, ale również poza granicami Unii Europejskiej. Wystarczy posłuchać tych wypowiedzi różnych ważnych przywódców europejskich i z krajów europejskich, żeby wiedzieć, jak bardzo zmieniło się to, co oni mówią. Najpierw straszono nas, że odbiorą nam dotacje europejskie, pieniądze europejskie, jeśli się nie zastosujemy do tego, co wymyślili urzędnicy unijni, ale już Angela Merkel to zmiękczyła i powiedziała: no przecież siłą nic nie zrobimy, tutaj trzeba się nad tym poważnie zastanowić. I już wszyscy dzisiaj mówią: trzeba zacząć działać poza granicami Unii Europejskiej, trzeba uszczelnić granice, bo inaczej cała umowa z Schengen dotycząca wolnego przemieszczania się ludzi, która jest podstawą działania Unii Europejskiej, weźmie w łeb. Po trzecie trzeba rozróżniać imigranta ekonomicznego od uchodźcy, który ucieka przed śmiercią. Trzeba umieć weryfikować ludzi, to, co dzisiaj robią Niemcy czy Austriacy, żeby wiedzieć, z kim mamy do czynienia, czy przypadkiem naszych granic nie przekracza ktoś, kto może zagrażać bezpieczeństwu w Europie.

I te wszystkie trzy rzeczy trzeba wziąć pod uwagę. I mówienie i domaganie się od pani premier Kopacz, żeby powiedziała: tak, weźmiemy dwa tysiące jedenastu albo dwanaście tysięcy jedenastu, jest nieodpowiedzialne, kiedy trzeba po prostu poczekać, aż wszyscy solidarnie w Unii Europejskiej, wszystkie państwa uzgodnią, jak to ma wyglądać, na jakich zasadach. My musimy zachowywać się jak państwo, które jest we wspólnocie, i podejmować działania razem, tym bardziej że sytuacja się komplikuje, bo tak jak napisał jeden z dziennikarzy niemieckich, są rosyjskie tropy na ziemi syryjskiej. Widzimy, że swoją grę zaczyna prowadzić Putin, wysyłanie wojska do Syrii i wzmacnianie reżimu Asada. Głos zabiera w tej sprawie... zabierają Stany Zjednoczone. Więc to już nie dotyczy tylko granicy serbsko–węgierskiej czy granicy austriacko–niemieckiej. To jest sprawa, która wydaje się jest sprawą globalną i nie skończy się za tydzień, że trzeba być spokojnym, solidarnym, odpowiedzialnym.

I dlatego ja namawiam, żeby dzisiaj ta debata była naprawdę odpowiedzialna. Z jednej strony musimy zachować się odpowiedzialnie i wrażliwie, bo sami mamy przeszłość jako uchodźcy i wielu z nas uciekało przed tym, co się działo w Polsce, i byliśmy przyjmowani z otwartymi ramionami, pomagano nam, a z drugiej strony trzeba realnie spojrzeć na niebezpieczeństwa, które są, na koszty, które są. To jest... Chyba nie było tak poważnej sytuacji od wielu lat w Unii. Ja nie wiem, czy to nie jest najpoważniejsza sytuacja, która nawet zagraża całej Unii Europejskiej, temu pięknemu projektowi.

Pani marszałek, musimy poczekać, tylko że właśnie ten czynnik czasu jest tu decydujący. Trzeba decyzje podejmować szybko i świadomie.

Ale jak widać... Nie, nie potrzeba tak bardzo szybko. Zresztą sam pan wie, że my przyjęliśmy już wiele rodzin syryjskich i okazało się, że nikt na siłę nikogo w danym kraju nie przytrzyma, o czym zresztą ci uchodźcy mówią, że oni idą do Niemiec, bo tam jest ten raj, na który oni czekają...

Część opuściła Polskę i wyjechała do Niemiec.

...a rodziny, które w Polsce przyjęliśmy, pod osłoną nocy cichaczem uciekli do świata, w którym chcieli być, czyli udzieli do Niemiec, bo tam jest ten ich raj, do którego oni uciekają. Nie da się dyrektywami ani rozkazami europejskimi, ani nawet wypowiedziami najpoważniejszych polityków nikogo przywiązać do ziemi, na której on nie chce być. Więc trzeba naprawdę zachować daleko posunięty spokój i solidarność i odpowiedzialność wewnątrzeuropejską, bo sprawa jest zbyt poważna. Jeśli ktoś dzisiaj w sposób nieodpowiedzialny podsyca takie antyimigranckie, anty uchodźcom teorie, to też wykazuje się nieodpowiedzialnością. Jeśli ktoś nie bierze udziału w rozmowach na ten najbardziej poważny temat w całej Europie, to znaczy, że nie jest gotowy do rządzenia. Jeśli są nieodpowiedzialne wypowiedzi posłów PiS-u i kandydatki na premiera, pani Szydło, to znaczy, że ani ona, ani PiS nie są w stanie wziąć odpowiedzialności za państwo w dobie takiego kryzysu i pani Szydło nie jest zdolna do tego, żeby być premierem rządu.

Cała rozmowa: polskieradio.pl


bg Image