szczurek.png

„Podpisuję się pod propozycją podatkową, która została zaprezentowana w sobotę i podjąłbym się jej realizacji”– mówi w Kontrwywiadzie RMF FM minister finansów Mateusz Szczurek pytany o propozycje PO.

Konrad Piasecki: Panie ministrze, czy program Platformy to program Mateusza Szczurka?

Mateusz Szczurek: Na pewno nie, bo przecież w programie Platformy jest cały szereg rozwiązań - jednolity kontrakt o pracę, różne inne rozwiązania...

Ale rozumiem, że to jest coś, pod czym się pan podpisuje.

Z pewnością pod propozycją podatkową, która została zaprezentowana w sobotę.

Czyli nie jest tak, że to futuryści, bajkopisarze i marzyciele napisali ten program i ten jego fragment.

Absolutnie nie. Nad tą częścią programu pracowały osoby, których na pewno nie można w ten sposób określić.

"Zaproponujemy Polakom jednolitą stawkę podatku PIT na poziomie 10 procent, zlikwidujemy składki na ZUS i NFZ" - tak mówi Ewa Kopacz. Przecież to jest obietnica bez pokrycia. Jak przy 10-procentowym podatku zlikwidować składki na NFZ i ZUS?

Spieszę wyjaśnić - dlatego że jednolitość stawki polega na tym, że jest jedna, a nie rozczłonkowana na kolejne składki: emerytalne, rentowe, wypadkowe itd., itd....

Ale ma być jednolita 10-procentowa.

Dla osób o najmniejszych dochodach na osobę w rodzinie - bo tak to liczymy...

Czyli pani premier zapomniała dodać, że te 10 procent to dla najmniej zarabiających.

Sprawa została wyłuszczona z większymi szczegółami przez komisarza Lewandowskiego, a później przeze mnie.

Ewa Kopacz mówiła też, że podatek ma być powszechny, sprawiedliwy i prosty. Ciężko powiedzieć, że podatki od 10 do 39,5 procent - jak potem wyjaśnialiście - są proste - one są diabelnie skomplikowane.

Nic podobnego. Dziś one są skomplikowane, dlatego że płacimy po pierwsze PIT, po drugie kolejne składki, których jest bardzo, bardzo dużo. Płacimy je wobec różnych instytucji, przy różnych podstawach opodatkowania - i to jest skomplikowanie. A akurat progresja nie jest żadnym skomplikowaniem, bo przecież nieraz dyskutowaliśmy, również w tym studiu, o kwocie wolnej od podatku na przykład, która również wprowadza progresję.

Ale rozumiem, że o 10-procentowym podatku liniowym mowy nie ma - dla wszystkich i powszechnym.

No na pewno nie ma, dlatego że to by kosztowało nie 10,2 mld, ale znacznie, znacznie, znacznie więcej. Już dziś przecież podatki i składki, a więc ten łączny klin podatkowy od pracy przeciętnie w Polsce jest bardzo, bardzo niski.

Panie ministrze, proszę w takim razie wyjaśnić, jak likwidując składki, nie podwyższając radykalnie podatków da się zapełnić finansowanie służby zdrowia, emerytur i rent?

Otóż tak, że te korzyści największe są dla osób najmniej zarabiających na osobę w rodzinie. Dla osób, które zarabiają lepiej, ta zmiana, jeśli chodzi o łączne obciążenie podatkami i składkami, jest znacznie mniejsza.

Policzmy w takim razie wspólnie. Dzisiaj składki emerytalno-rentowe przynoszą ok. 140 miliardów złotych. Nie mylę się?

Przecież nie eliminujemy ZUS-u, czy NFZ-tu.

Ale składki eliminujecie.

Płacenie tych składek przez pracodawcę i przez pracownika.

Składka ma być w PIT-ie rozumiem? Czyli nie płacimy czegoś takiego jak składka, płacimy jeden podatek PIT, w którym gdzieś tam potem sobie Ministerstwo Finansów wyciąga to, co da ZUS-owi, tak?

Czy to będzie Ministerstwo Finansów czy jedna agencja płatnicza, to jeszcze zobaczymy, ale tak właśnie będzie.

To przynosi dziś 140 miliardów złotych.

Dziś jeśli zsumujemy cały klin podatkowy dla osoby nieźle zarabiającej, to on wynosi 43 proc. W okolicach 40 proc. - tyle płacimy podatków i składek razem tyle że w różnych strumieniach, wobec różnych instytucji. To co zmieniamy, to zamieniamy to na jeden strumień. Dla osób, które nieźle zarabiają ta różnica nie będzie duża, to będą podobne pieniądze dla osoby na etacie. Dla osób, które zarabiają mało w przeliczeniu na osobę w rodzinie, to łączny podatek będzie sporo mniejszy.

Pan chce to od strony człowieka, ja od strony wpływów budżetowych. 140 miliardów wpływów ze składki na ZUS, 67,5 miliarda wypływów ze składki na NFZ. Dobrze liczę cały czas? Podatek z PIT przynosi 44,5 miliarda rocznie. Wychodzi z tego, że podatek PIT w tym systemie, o którym pan mówi, miałby dać nie 45 a 250 miliardów. Czyli wpływy z podatku PIT musiałyby wzrosnąć ponad 5-krotnie, żeby wypełnić to, co dzisiaj przynosi skumulowany PIT, ZUS i NFZ.

Przede wszystkim warto wyjaśnić, że mówimy o zupełnie innym podatku. Porównywanie dzisiejszych stawek - 18, 32 z tymi docelowymi nie ma już żadnego sensu. Te docelowe będą obejmowały wszystko.

Ale one mają przynosić podobne sumy. Pan mówi, że to będzie kosztowało 10 miliardów. Czyli nie 250 miliardów, a 240 miliardów to ma przynosić.

Dlatego też ta stawka jednolita będzie się zmieniała - od 10 do 39,5 proc. Dzisiaj nominalnie przynajmniej wydaje się, że jest mniejsza, chociaż naprawdę nie jest.

Ale powie pan, że przy 39-procentowej stawce podatku PIT wpływy z niego wzrosną pięciokrotnie?

Jeżeli zliczymy wszystko, a więc dzisiejszy klin itd. to oczywiście tak, oczywiście tak to będzie.

Pięciokrotnie wyższe wpływy z podatku PIT przyniesie ta reforma? Przecież to bajka jest, panie ministrze.

Absolutnie nie jest to bajka. W ministerstwie finansów nie pracują bajkopisarze, co się nieraz okazało. To jest propozycja bardzo solidnie przeliczona, zresztą nie przez jedną instytucję, która się naprawdę składa.

Z tego wynika, że przeciętny Polak musiałby zapłacić pięciokrotnie wyższy podatek PIT.

Ale jak?

No tak, żeby przyniósł takie same wpływy do budżetu.

Panie redaktorze, znów rozbijamy się o tę miskoncepcję. Znów rozbijamy się o to, że zapominamy o tych wszystkich składkach, które też Polak płaci. Nie płacimy tylko PIT-u. Płacimy także po kolei składki emerytalne, zdrowotne, ubezpieczeniowe...

Oczywiście. Mówię, że one przynoszą 250 miliardów to wszystko razem. Muszą przynosić cały czas to samo.

To też jest podatek, to też jest obciążenie. Łączymy te wszystkie obciążenia w jedno, więc nie można porównywać podatku dzisiejszego z podatkiem przyszłym. To jest zupełnie inny strumień.

Ja porównuję wpływy z tych podatków, a nie podatki. A wpływy mają być takie same.

Wpływy nie mają być takie same, bo różniące się o 10,2 miliarda.

Czyli nie 250, a 240 miliardów.

Ale dziś też płacimy te wszystkie obciążenia i to, co dostajemy na rękę w pracy różni się przecież o 40 procent od tego, co łącznie brutto...

A pan cały ten program Platformy przeczytał?

Tak.

Bo tam więcej ma dostawać armia, policja, szkolnictwo, rodziny, seniorzy, nawet program "Wiejski stragan" ma być. Przecież to są gigantyczne koszty, a tymczasem już przyszłoroczny budżet trzeszczy, bo pan zaplanował maksymalny deficyt na poziomie 55 miliardów. Jak w tym wszystkim zmieścić te wszystkie obietnice?

Każdy element programu, jeśli chodzi o wydatki, będzie, no to chodzi o pokazanie priorytetów, jeżeli mówimy o...

Ale tu nie ma priorytetów, tu wszyscy mają mieć lepiej; rodziny, seniorzy, policja, armia, wiejski stragan, każdy ma mieć lepiej.

Za pomocą lepszego ukierunkowania priorytetów mamy też i poprawę sytuacji w różnych dziedzinach życia gospodarczego i społecznego, o to przecież chodzi, a nie chodzi o to, żeby wydawać więcej na wszystko.

Ministerstwo Finansów uwielbiało kiedyś zliczać, ile kosztują obietnice Prawa i Sprawiedliwości. Ile kosztują te wszystkie obietnice Platformy?

W budżecie przyszłorocznym to wszystko jest zawarte, jeśli chodzi o 2016 rok. (...)

Cała rozmowa: rmf24.pl

 


bg Image