kidawa4.png

Marszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska mówiła w radiowej Jedynce, że rozumie obawy Polaków w sprawie przyjmowania imigrantów. Przypomniała jednak, że w pewnym okresie w naszym kraju przebywało 80 tysięcy uchodźców z Czeczenii i nie wywoływało to wtedy podobnych lęków. - Mamy prawo bać się kogoś obcego na naszym terenie, ale powinniśmy ten strach pokonać - dodała.

Zuzanna Dąbrowska: Naszym gościem jest marszałek Sejmu Małgorzata Kidawa–Błońska. Dzień dobry.

Małgorzata Kidawa-Błońska: Dzień dobry, witam państwa.

Władze Macedonii rozważają budowę muru na wzór węgierskiego wzdłuż swojej granicy. W ciągu ostatniej doby padł rekord, kolejny rekord liczby uchodźców, którzy wędrują z terenu Serbii na Węgry, około 5000 osób. Spieszą się, dlatego że może wejść już w przyszłym tygodniu nowe prawo na Węgrzech, które mówi, że osoba przebywająca nielegalnie na terytorium Węgier może trafić na 3 lata do więzienia. Nie wiem, co Węgry zrobią z taką masą więźniów. A redaktorzy naczelni znanych europejskich gazet trzynastu, dzisiaj w Gazecie Wyborczej jest tekst apelu, piszą: „Europa stoi w obliczu najostrzejszego kryzysu uchodźczego od czasu drugiej wojny światowej”. Pani marszałek, czy w polskim parlamencie powinna się odbyć debata na ten temat?

Na pewno dyskusje i rozmowy na ten temat trwają. Tym pierwszym miejscem, gdzie zaczynają się... zaczyna się wypracowywanie i dyskusja, są komisje i... dwie połączone komisje: Komisja Spraw Wewnętrznych i Komisja Europejska pracuje, uzyskuje informacje i przygotowuje dla nas, dla posłów, dla nas wszystkich wiedzę. I podejmą posłowie decyzję, czy pracujemy dalej na sali plenarnej, czy to, co wypracowaliśmy, jest dla nas wystarczające. Mam nadzieję także, że dzisiaj uda się przyjąć wspólną uchwałę parlamentu, Sejmu, mówiącą o problemie uchodźców, dlatego że rzeczywiście mówimy cały czas o problemach uchodźców, którzy są już na terenie Unii Europejskiej, ale samo rozlokowanie ich, nawet gdyby wszystkie kraje przyjęły maksymalną ilość i gdybyśmy każdego z tych uchodźców rozlokowali, to nie rozwiązuje problemu, bo następnego dnia będą kolejne tysiące. Ten problem trzeba rozwiązywać w kilku miejscach równocześnie. Na pewno trzeba starać się zatrzymać ich w ich krajach, czyli tam rozwiązywać, tam zacząć w pierwszej kolejności rozwiązywać problemy...

Ale to się nie udaje.

Ale musimy to robić, z trudem, bo przecież cała Afryka czy cała Azja nie może przejść do Europy. Musimy tam pomagać rozwiązać te problemy, tam stwarzać lepsze warunki do życia, tych migrantów, którzy tu przyjeżdżają, także w jakiś sposób zagospodarować, ale też musimy wiedzieć, kto przychodzi do Europy, dlatego że ratuje swoje życie, a kto tylko dlatego, że chce poprawić... mieć lepsza pracę.

Pani marszałek, wrócę do kwestii debaty parlamentarnej. Jakie jest pani zdanie? Czy pani by się opowiadała za tym, żeby taka debata się odbyła? Czy to powinna być informacja rządu, czy to powinna być debata? Kto powinien wnioskować i co będzie w deklaracji?

Jeżeli jest informacja rządu, zawsze są pytania, wtedy posłowie... Na pewno do tej debaty dojdzie, ja mówię, bo to nie jest tak, że robimy debatę. Musimy się do niej przygotować i Sejm się do tego przygotowuje, tak że ja jestem przekonana, że ta debata będzie, bo te decyzje dotyczące emigrantów musi... Oczywiście rząd organizuje to wszystko logistycznie, ale to my wszyscy powinniśmy podjąć te decyzje, jakie rozwiązanie widzimy, bo problem jest nie tylko w zabezpieczeniu miejsc, ale także w zmianie naszej mentalności, żebyśmy się przestali tak bardzo bać. Bo ja rozumiem...

Problem jest w nas?

Jest, bo jesteśmy nieufni. Ja nie oceniam tego, mamy prawo, zawsze mamy prawo bać się kogoś obcego na swoim terenie, ale powinniśmy ten strach pokonać. Potrzeba więcej wiedzy, więcej informacji. Ja przypomnę, że był czas, że na terenie naszego kraju było 80 tysięcy uchodźców z Czeczenii i jakoś nikt wtedy się tego nie bał i nie czuliśmy się zagrożeni w naszym kraju. Potrzebna jest większa świadomość, chociaż ja rozumiem ten strach i rozumiem niepokój Polaków.

W Strasburgu Parlament Europejski poparł w rezolucji, ona nie ma wiążącej mocy, to nie jest Komisja Europejska, ale jednak jest przegłosowana, przyjęcie propozycji Komisji Europejskiej o rozlokowaniu, stałym mechanizmie rozlokowania i o tym, że teraz państwa Unii Europejskiej muszą według ustalonych kwot podzielić 160 tysięcy uchodźców między siebie i zapewnić im byt. Czy to ma szansę w Polsce zostać przyjęte, czy musi być przyjęte, bo nas propozycje Komisji Europejskiej jednak do czegoś obligują?

Na pewno będzie szczyt europejski i będzie na ten temat rozmowa. Wielokrotnie Polska mówiła i tutaj była zgoda, że my nie unikamy, chcemy przyjąć uchodźców, ale chcemy przyjąć ich na naszych warunkach, tak, żeby było to bezpieczne i dla nich, że...

A mamy propozycje tych naszych warunków?

Są negocjowane. Zawsze jak są negocjowane te propozycje, one... ogłasza się wtedy, kiedy wiemy już na sto procent, jaka to będzie... ile to będzie osób. W tej chwili te rozmowy trwają. My jesteśmy naprawdę przygotowani, ale musimy także pamiętać, że za naszą wschodnią granicą trwa wojna i także musimy być przygotowani, że może być taki moment, że stamtąd przyjdą uchodźcy do Polski. My się nie uchylamy od solidarności, ale ja mówię, podział i przyjęcie emigrantów to jest jedno, ale to nie rozwiązuje problemu i Unia musi się skoncentrować także na tych dalszych i innych, równolegle prowadzonych krokach, dlatego że samo przyjmowanie ich nie rozwiązuje problemów ani ich jako uciekinierów, ani nie rozwiązuje problemów ich krajów, ani w ogóle nie rozwiązuje problemu Europy. Zagospodarowanie tych uchodźców, którzy są już na terenie Europy to jedno, a przeciwdziałanie temu, co następuje z dnia na dzień, to jest drugie. I tutaj także musi Unia wspólnie podjąć jakieś działania, bo samo przyjmowanie wszystkich emigrantów nie rozwiąże tego problemu.

Niewątpliwie ten temat stał się tematem kampanii wyborczej, która akurat dzieje się w Polsce i pewnie to nie sprzyja poszukiwaniu rozwiązań, ale  podobno sytuacja ma chyba miejsce w innej sprawie, która zresztą dzisiaj będzie głosowana w Sejmie, czyli w sprawie obywatelskiego projektu wprowadzającego całkowity zakaz aborcji. W Sejmie znowu odbyła się bardzo emocjonalna debata. No, chyba nie taka, jaką by się chciało oglądać. Fundacja Pro – Prawo do Życia i Komitet Inicjatywy Ustawodawczej złożyły ten projekt. Jak to się stało, że on trafił pod obrady, skoro tak długo leżał w tzw. zamrażarce i nikt się nim nie interesował?

Projekt nie leżał w zamrażarce, bo każdy projekt ma określony czas, kiedy musi trafić pod obrady wysokiej izby. To był projekt obywatelski i w tym miesiącu mijał ostatni moment, że ten projekt powinien trafić na salę plenarną. I ktoś, kto śledzi życie parlamentarne wie, że zawsze na początku każdej kadencji taki projekt trafia pod obrady Sejmu i zawsze na końcu kadencji. Wydaje mi się, że to jest... Ta dyskusja nigdy nie wygląda dobrze, tutaj nie ma argumentów merytorycznych, jest za każdym razem taka próba zerwania tej trudnej ustawy, która na pewno nikogo nie zadowala, ale daje takie poczucie dla kobiet bezpieczeństwa w pewnych sytuacjach. Przecież to kobieta w tych trzech skrajnych wypadkach sama podejmuje decyzję, ale ma prawo wyboru. I zabieranie tego, zamykanie wydaje mi się niedobre i nie do końca jestem przekonana, że to jest tylko intencja obrony życia, że to bardziej ma także pokazać... Tym bardziej że dzieje się to zawsze przed wyborami i jest to bardzo polityczne.

A to, że doszło do tej debaty, nie jest też może ze strony Platformy taką próbą mobilizacji własnego elektoratu – poprzyjcie nas, bo jak nie, to przyjdą osoby...

Ja pani powiem, gdyby to ode mnie zależało, nie chciałabym, żeby w tej kadencji na finiszu parlamentu była dyskusja na ten temat. Prawo nas do tego i regulamin Sejmu zobligowało. Jestem przekonana, że nowy parlament na samym początku znowu będzie musiał zmierzyć się z tą materią.

Kaja Godek, która była tym obywatelskim sprawozdawcą...

Po raz kolejny zresztą.

...po raz kolejny z Fundacji Pro – Prawo do Życia mówiła, że mitami są różne opinie dotyczące aborcji i mitem jest sytuacja, w której aborcja może być niezbędna dla ratowania życia matki, kolejnym mitem to, że aborcja po gwałcie może być dobra dla kobiety. Doszło do spięcia z wicemarszałkiem Sejmu, który prowadził obrady. Marszałek Wenderlich upominał sprawozdawczynię, wyłączył mikrofon i także wyłączył mikrofon Marzenie Wróbel, a teraz są żądania, by był postawiony przed Komisją Etyki.

Na pewno pan marszałek nie będzie postawiony przed Komisją Etyki. Zadaniem marszałka prowadzącego jest zapanowanie nad emocjami na sali, zapanowanie tak, żeby mogła odbywać się merytoryczna dyskusja.

Zapanował?

Wydaje mi się, że bardzo. To skrajnie trudne warunki i ja wiem, jak te debaty wyglądają. Ja powiem tylko jedno – ja bym wolała, żebyśmy w Sejmie rozmawiali nie o mitach, tylko o faktach i o stanie medycznym, stanie... a nie rozmawiali o mitach. A jeżeli za każdym razem... Ta dyskusja za każdym razem wygląda tak samo, jak byśmy zajrzeli do stenogramów z poprzednich, dokładnie te same słowa, te same zachowania. Nie jest to dobre na pewno.

Czy w takim razie wynik głosowania dzisiejszego będzie za odesłaniem projektu do dalszych prac, czy zostanie odrzucony w pierwszym czytaniu?

Ja mam nadzieję, że ten projekt zostanie odrzucony, tak jak już raz w tej kadencji, zostanie odrzucony i nie będzie procedowany dalej w komisji, bo nad tym projektem nie można dalej pracować, bo kiedyś ustaliliśmy bardzo po burzliwych, trudnych dyskusjach pewien kompromis i uważam, że tego kompromisu powinniśmy bronić.

Za dalszym procedowaniem są PiS, PSL – koalicjant Platformy Obywatelskiej, i Zjednoczona Prawica. Chciałam zapytać panią na koniec o to, co wczoraj działo się znowu pod Sejmem, między innymi pod Sejmem, czyli protest pielęgniarek. Na oko nie widać dużej rozbieżności między tym, co chcą wywalczyć pielęgniarki, a tym, co proponuje minister zdrowia. Minister zdrowia mówi: cztery razy czterysta, czyli przez 4 lata po 400 zł podwyżki, pielęgniarki mówią: trzy razy po 500 zł. Ale emocje są bardzo duże i chyba jednak jakiś realny problem istnieje. Na czym on polega?

Na pewno istnieje problem, bo pielęgniarek w naszym kraju jest za mało. Na pewno ich praca jest bardzo ciężka i na pewno powinny zarabiać więcej. I co do tego wszyscy się zgadzają. Jeżeli popatrzymy, jak w ostatnich latach wzrastają pensje pielęgniarek, to to jest chyba taka grupa zawodowa, że ciągle te zarobki wzrastają. Na pewno nie jest to takie oczekiwanie, które by wszystkich zadowoliło, ale te zarobki wzrastają. Minister mówi realnie to, co w danym budżecie możemy przeznaczyć, co może się stać, co możemy obiecać pielęgniarkom. Bardzo łatwo obiecać kwoty i potem tego nie spełnić. Ale ponieważ jak sama pani powiedziała, te różnice są coraz mniejsze, jestem przekonana, że wczorajsza manifestacja nie zamyka dyskusji  i te prace trwają, te rozmowy trwają...

We wtorek mają znów usiąść do stołu.

Więc ja mam nadzieję, że dojdzie tutaj do porozumienia, bo jest naprawdę ze strony rządu determinacja, żeby ten problem rozwiązać, ale tutaj musi być ta odpowiedzialność, nie można obiecywać czegoś, czego potem nie będzie można zrealizować. (…)

Cała rozmowa: polskieradio.pl


bg Image