schetyna.png

Mówiliśmy tygodniami, że przyjęlibyśmy 2 tys. uchodźców, ale to było kilka miesięcy temu. Dziś Europa stanęła przed dużo większym problemem. Jesteśmy gotowi do rozmowy” – mówił w Kontrwywiadzie RMF FM minister spraw zagranicznych Grzegorz Schetyna.

Konrad Piasecki: Pękamy? Uginamy się?

Grzegorz Schetyna: Nie, nigdy nie pękamy.

Mówiliśmy tygodniami: "Przyjmiemy 2 tysiące uchodźców" i nagle Ewa Kopacz mówi: "No, właściwie możemy przyjąć więcej".

Mówiliśmy tygodniami, że przyjmiemy i przyjęliśmy 2 tysiące...

...przyjęlibyśmy...

Przyjęlibyśmy i przyjęliśmy 2 tysiące uchodźców. To było dobre kilka miesięcy temu - wtedy, kiedy była pierwsza faza tej wielkiej migracji. Dzisiaj Europa stanęła przed dużo większym problemem niż kilka miesięcy temu.

Ale przyzna pan, panie ministrze, że to od paru dobrych tygodni było widać, że Europa stoi przed gigantycznym problemem i że ta fala uchodźców z kilkudziesięciu tysięcy rośnie do kilkuset tysięcy. Nie warto było udeptywać gruntu pod tę zmianę stanowiska?

Nie, dlatego że pojawiła się kwestia zasadnicza - czy ci uchodźcy polityczni, czy ci, którzy nielegalnie przedostają się przez granice, zostaną, czy dotrą do Niemiec i tam otrzymają polityczny azyl, czy też stworzą swą liczbą problem dla całej Europy.

I dzisiaj już wiemy, że stworzyli problem dla całej Europy.

Tak, dzisiaj wiemy, że te liczby, których przecież jeszcze kilka tygodni temu tej skali nikt nie kalkulował, są ogromne.

Rozumiem, że pod tą zmianą stanowiska, bo to jest zmiana stanowiska, podpisuje się cały rząd, w tym również szef dyplomacji.

Tak, uważam, że obok takiej odpowiedzialności, dobrowolności powinna w nas dojrzewać, czy powinniśmy pamiętać o solidarności, bo to, że ta sytuacja wygląda na Węgrzech, w Austrii, w Niemczech w taki sposób, powoduje, że pozostałe kraje europejskie muszą się czuć także solidarne.

A mówiąc o 2 tysiącach, zapominaliśmy o solidarności?

Wtedy było takie wyzwanie.

Tej solidarności było mniej.

Nie, była mniejsza liczba uchodźców. Dzisiaj te liczby są dużo, dużo większe. Nieporównywalnie większe, dlatego wyzwanie jest większe.

Panie ministrze, ale przedwczoraj i wczoraj sytuacja była praktycznie taka sama. Dlaczego przedwczoraj Ewa Kopacz mówiła: dwa tysiące, a wczoraj powiedziała: jednak więcej?

Sytuację określa polityka Komisji Europejskiej w tej kwestii. Jeżeli dzisiaj przewodniczący Juncker przygotowuje konkretną propozycję, to dzisiaj będziemy się do niej odnosić, będziemy o niej dyskutować.

Czyli wywarto na nas presję? I pod tą presją się ugięliśmy.

Nie, dlaczego pan się emocjonuje? Tu trzeba bardzo spokojnie.

A to nie jest emocjonalna sprawa?

Nie, bo jeśli chodzi o stanowisko rządu, to musi być w bardzo spokojny sposób skalkulowana, przemyślana i obliczalna. Rząd musi zachować się w sposób racjonalny. Emocje są po prostu niepotrzebne, chociaż na zewnątrz są bardzo obecne.

Ale te emocje w Europie są. Rozmawia pan, słucha i czyta opinie na temat Polski, że jesteśmy egoistami, że solidarność europejską mamy w głębokim poważaniu, że nie umiemy zachować się w Unii Europejskiej.

Jestem złym adresatem tych pańskich ocen, bo słyszałem w nocy dzisiaj, gdy wróciłem do Warszawy, wypowiedź prezydenta Dudy w Krynicy, która właśnie wypełnia pański opis takich zachowań - że nie chcemy kwot, że nie chcemy rozmawiać o uchodźcach. Moje spotkania w Europie pokazują tylko tyle - że Polska musi być odpowiedzialna, ale musi być także solidarna. Nie może zostawić krajów, które są obiektem wielkiej migracji i wielkiej obecności nielegalnych imigrantów.

Panie ministrze, ale żebyśmy się dobrze zrozumieli - pan sugeruje, że to nie Polska jest egoistyczna, a prezydent Duda jest egoistą?

Nie rozumiem, dlaczego pan mówi o egoizmie Polski.

Mówię, że takie czytam opinie, takie są w Europie opinie.

Gdzie pan to przeczytał? Proszę być poważnym.

Mam panu podać tytuły gazet?

Tak, bardzo proszę. Mówmy zupełnie wprost - był problem kilka miesięcy temu z falą uchodźców. Polska zadeklarowała przyjęcie dwóch tys. uchodźców. Dzisiaj problem się potęguje. Jesteśmy gotowi do rozmowy. Chcemy pomóc krajom, które są obiektem wielkiej migracji i które są sparaliżowane setkami tysięcy nielegalnych imigrantów.

Pan mówi: Juncker coś zaproponuje. A wiemy, co zaproponuje?

Zaproponuje kwoty podziału.

Tak, ale jaka to będzie kwota w przypadku Polski?

To trudno jeszcze o tym zdecydować. To wszystko dzisiaj jeszcze jest próbą przygotowania tych wielkich liczb, tych liczb. Nie wiadomo, czy one będą wielkie.

Jak powie: 9300? A tyle powie. Jak zareagujemy?

Będziemy o tym rozmawiać. To jest kwestia oczywiście decyzji. Ja jestem zwolennikiem rozmowy koalicyjnej najpierw, a później także informacji i rozmowy w parlamencie. My musimy jako Polska zbudować opinię o tej wrażliwej kwestii. My naprawdę jesteśmy ważnym elementem Unii Europejskiej.

Ale już w tej chwili widać, że np. spotkanie zaproponowane przez Ewę Kopacz będzie fiaskiem. Bo nikt chyba oprócz Ewy Kopacz i Janusza Piechocińskiego na nie nie przyjdzie.

Zdumiewa mnie, że pan to traktuje jako coś oczywistego. Bo w każdym kraju europejskim, jeżeli premier rządu zaprosiłby przedstawicieli opozycji do rozmowy o bardzo ważnej kwestii uchodźców, dzisiaj, tu i teraz, to nie sądzę, żeby była odpowiedź taka, jaka jest w Polsce - że odwracają się plecami do tej kwestii szefowie partii opozycyjnych. Nie rozumiem tego.

Wracając do prezydenta Dudy i uelastycznienia. Czy między rządem a prezydentem są w tej sprawie jakiekolwiek konsultacje?

Ja nie miałem konsultacji.

Bo pan był tym szczęśliwcem, który rozmawiał kiedyś z prezydentem Dudą.

Ale rozmawialiśmy o Zgromadzeniu Ogólnym Narodów Zjednoczonych wcześniej. Później rozmawialiśmy o sprawach wschodnich z panem ministrem Szczerskim. Natomiast w tej kwestii uchodźców - nie i dlatego potrzebne jest takie spotkanie jak to dzisiaj popołudniowe, gdzie można pewne rzeczy skonsultować, położyć liczby i odnieść się bezpośrednio do propozycji Junckera, bo wtedy po południu wszystko będzie jasne. (...)

Cała rozmowa: rmf24.pl


bg Image