schetyna9.png

To jest pytanie o przyszłość Schengen, czyli wolnej Europy z otwartymi granicami. Pytanie, co dalej z imigrantami, z tą falą imigracji nielegalnej, która jest u drzwi Europy, a często już w samej Europie – mówił w programie „Polityka przy kawie” minister spraw zagranicznych Grzegorz Schetyna, pytany o to, czy strefa Schengen przetrwa kryzys migracyjny.

Polska jest gotowa do dyskusji, przyjęcia twardych decyzji. My kilka miesięcy temu podjęliśmy decyzję o 2200 imigrantach, którzy znajdą się w Polsce. Dzisiaj sytuacja jest jeszcze bardziej dramatyczna i trudniejsza – stwierdził minister.

Dodał, że mimo zarzutów, jakie pojawiają się z niektórych stron, Polska jest solidarna w tej sprawie z innymi krajami UE. – Ten gest to potwierdza. Tylko dzisiaj stawiane są następne pytania o następne liczby uchodźców. Trzeba oddzielić uchodźców politycznych, którzy uciekają przed działaniami wojennymi, czy gwałtami, od tych, którzy emigrują z przyczyn ekonomicznych. Trzeba zastanowić się, jak zatrzymać nielegalną emigrację, jak spowodować, żeby ten wjazd do Europy nie był w taki sposób otwarty, jak pomagać Syryjczykom w obozach w Turcji, czy Libanie – mówił. Stwierdził, że Europa może sobie z tym nie poradzić, bo liczba uchodźców jest już ogromna.

Zapytany o to, dlaczego UE nie wywiera presji na Stanach Zjednoczonych, aby te również zajęły stanowisko w tej sprawie, odpowiedział, że tu jest potrzebna zgoda największych mocarstw światowych.

– To decyzja na poziomie Rady Bezpieczeństwa Narodowego ONZ. Nie ma jednak zgody Rosji na to, żeby angażować się w sprawy Syrii i nie ma zgody Rosji, żeby misja pokojowa dotyczyła północnych brzegów Afryki – mówił. Jego zdaniem decyzja w tej sprawie powinny zostać podjęte we wrześniu.

– Najpierw trzeba zatrzymać tych uchodźców tam, gdzie są, bo inaczej Europie grozi wybuch. Nie było takiej sytuacji, w której Europa była tak bardzo zaskoczona, jak w przypadku migracji – powiedział.

„PO nie podaje szalupy ratunkowej”

W programie poruszony został również temat ruchów na listach PO i pojawienie się trzech nowych kandydatów, czyli Michała Mazowieckiego, Ludwika Dorna oraz Grzegorza Napieralskiego. Grzegorz Schetyna stwierdził, że to „strzał w dziesiątkę” dla partii, która wybory chce wygrać. – Jest pytanie, jaki to będzie miało wpływ na wynik wyborczy, ale o tym zdecydują wyborcy – stwierdził. Decyzję o przyjęciu trzech nowych kandydatów uznał za „symbol powrotu do gry skrzydłami”.

– Ludwik Dorn przechodził ewolucję poglądów, oczekiwań. Jestem zwolennikiem tego, by wykorzystywać ludzi doświadczonych w polityce – powiedział.

O Grzegorzu Napieralskim mówił, że „to polityk, który ostatnie lata miał trudne, był w SLD marginalizowany, odsunięty od partii, na którą miał wpływ i którą kiedyś prowadził”. Dodał, że wierzy, iż wyborcy docenią to, że PO chce być alternatywą dla PiS–u i chce zatrzymać wyścig tej partii do władzy.

Grzegorz Schetyna zapytany, czy te ruchy nie są polityką ratunkową w stosunku do Dorna, czy Napieralskiego, zaprzeczył. – PO jest zbyt dużą partią, zbyt duże są oczekiwania, żeby podawać szalupę ratunkową politykom, którym się nie wiedzie. PO pokazuje, że nie wybiera jednego kierunku – wyjaśniał.

Źródło: tvp.info


bg Image