borowczak2.png

Na początku chodziło o to, by pokazać władzy, że nie może tak po prostu zwalniać ludzi i są tacy, którzy są gotowi do protestu. O sukcesie przesądziła determinacja i przygotowanie - mówi w "Sygnałach Dnia" poseł Jerzy Borowczak.

Krzysztof Grzesiowski: Pan Jerzy Borowczak, współorganizator strajku w Stoczni Gdańskiej, poseł na Sejm Rzeczpospolitej, poseł Platformy. Dzień dobry, witamy.

Jerzy Borowczak: Dzień dobry, witam serdecznie.

Bo to tak na dobrą sprawę to 35 lat temu tu, w Gdańsku, w Stoczni to było w obronie pani Ani.

Tak, oczywiście wcześniej były strajki w Lublinie, w Tczewie i chcieliśmy w jakiś sposób się też z nimi solidaryzować, ale się nie udało. W Stoczni zarabiało się wtedy całkiem nieźle, ale kiedy zwolniono panią Anię, członka Wolnych Związków Zawodowych, bardzo dobrego pracownika, odznaczony Brązowym, Srebrnym i Złotym Medalem za dobrą pracę, uważaliśmy, że to nie może tak zostać. I dlatego w pięciu podjęliśmy decyzję, że przygotujemy ten strajk. Przygotowywaliśmy go od 7 sierpnia, a 14–go rozpoczęliśmy strajk.

Zwolnienie z pracy Anny Walentynowicz to po pierwsze, ale były i żądania podwyżki płac, prawda? I dodatku drożyźnianego.

No, to Bogdan Borusewicz, który robił scenariusz tego strajku, długo się z nami wykłócał, bo ustaliliśmy te postulaty przywrócenia Ani do pracy, ale potem tysiąc złotych podwyżki i jeszcze dodatek drożyźniany, bo wiedzieliśmy, że jeśli takich postulatów nie będzie ekonomicznych, no to trudno będzie ten strajk rozpocząć, a później go kontynuować.

Pan wspomniał o gronie kilku osób, które to przygotowywały i które wiedziały.

Tak, pięć osób, jak pięść, dlatego że uznaliśmy, że jeśli w ten strajk włączymy innych członków Wolnych Związków Zawodowych, no to ta informacja przedostanie się do służb i ten strajk się nam nie uda, dlatego ani Bogdan nie powiedział Alinie Pieńkowskiej, która była członkiem Wolnych Związków Zawodowych, nie mówiliśmy nawet pani Ani Walentynowicz i myślę, że bardzo była zaskoczona, kiedy przywieźliśmy ją tutaj do Stoczni dyrektorskim samochodem, a to był akurat jej dzień przed urodzinami, bo ona jest urodzona 15 czerwca, więc miała naprawdę... mówi: ale chłopcy zrobiliście mi fajny prezent.

Którędy pan wchodził do Stoczni? Tu, Bramą nr 2?

Tą bramą, tutaj przy tych dwóch budynkach, przed którymi stoimy, tak się umówiliśmy, że spotkamy się tam przed 5 rano, żeby razem wejść na teren Stoczni. Stocznia to 160 hektarów, więc potężny obszar, i taki był scenariusz, że ja rozpoczynam na Wydziale K–5 za mostem, za wodą, a Ludwik Prądzyński i Bogdan Felski rozpoczynają na Wydziale K–3 i oczywiście przyprowadzamy ludzi pod bramę, tu śpiewamy hymn, uczcimy minutą ciszy poległych w 70 roku. Chodziło nam o to, żeby ludzie nam nie wyszli na zewnątrz.

No właśnie, jak bardzo wisiał nad wami strach i lęk przed konsekwencjami i pamięć o tym, co wydarzyło się w Grudniu 70 roku?

Oczywiście, pamiętam Grudzień, już miałem wtedy 13–14 lat, ale powiem szczerze, że kiedy wszedłem w Wolne Związki Zawodowe, kiedy widziałem służbę bezpieczeństwa, kiedy widziałem moich kolegów, którzy po jednym, drugim zatrzymaniu, spotkaniu z esbecją rezygnowali z działalności w Wolnych Związkach Zawodowych, ale być może ja też nie byłem aż nadal ważniejszy, mimo że byłem na misji stabilizacyjnej na Bliskim Wschodzie akurat, wróciłem parę miesięcy wcześniej, ale dziewczyny – Alina Pieńkowska, Maryla Płońska, Magda Rybicka, Bożena Rybicka – to były dziewczyny, które w opozycji nam dawały takiego kopa, że skoro one są, to dlaczego my mamy rezygnować? I to mnie trzymało i dlatego mówię, ten strajk był takim potrzebnym protestem przeciwko władzy ludowej.

Łatwo było namówić do strajku?

No oczywiście, jak ja słyszę, że (...) mówią: w Stoczni Gdańskiej wybuchł strajk, to czasem się trochę uśmiechnę, bo on tak nie wybuchł, tak? Ja rozpoczynałem go gdzieś o godzinie za dwadzieścia szósta na Wydziale K–5, mimo że parę dni wcześniej pytałem kolegów, czy byliby solidarni z Lublinem, czy byliby solidarni z Tczewem, młodych kolegów w moim wieku, i oni mówili: tak, nie ma problemu, jak tylko by coś było, to my to poprzemy. Ale kiedy ja przyszedłem o tej za piętnaście szósta na wydział i rozdawałem ulotki, mówiąc, że dziś strajkuje cała Stocznia, że strajkuje Gdynia, że strajkują inne zakłady, no to tak udało mi się zebrać 30 osób, później jak idąc przez Stocznię, rozdając ulotki biograficzne Ani Walentynowicz, trochę ludzi się przyłączało. No ale tak na 10.30, kiedyś już miałem komitet strajkowy wybrany, mieliśmy około 12 tysięcy ludzi, to się tak nakręcało. Na początku to poważnie nie wyglądało, bo ja miałem wtedy 22 lata z hakiem, Bogdan Felski 23, Ludwik Prądzyński 23, więc wyglądaliśmy jak... ludzie tak się przyglądali, co to z tego będzie.

Obdarzyć was zaufaniem, czy nie, tak? Dacie radę, czy nie?

Myślę ludzie... Gdyby Lech Wałęsa był tak jak miał być, o piątej rano, to może ten strajk mógł się nawet nie udać, bo mogliby się ludzie go wystraszyć. I dlatego jak Lech wszedł o 10.30 i wszedł na tą koparkę, to ten strajk dopiero naprawdę się zaczął.

Czytając o tym dniu, o 14 sierpnia, kiedy strajk się zaczął, pojawiają się osoby, które kierowały pracą Stoczni, dyrektorzy, ale także i działacze ówcześni partyjni, szefowie podstawowych organizacji partyjnych, którzy na widok tego tłumu, który szedł, który powoli narastał, pytali, co to ma znaczyć. To znaczy nie mieli zielonego pojęcia, że coś się może wydarzyć?

Ja myślę, że akurat wydawało się, że po Lublinie, kiedy my w swoim gronie Wolnych Związków Zawodowych, ROPCiA, Ruchu Młodej Polski rozmawialiśmy, czy w Gdańsku może to się udać, czy w Gdańsku możemy wywołać strajk, no, sami do końca nie wierzyliśmy, no bo próbowaliśmy w lipcu do lubelskich kolejarzy się przyłączyć i krzyczeliśmy: Trzeba! Trzeba! Ale tego poparcia nie było. Ja myślę, że to, co zdecydowało, to to, że byliśmy zdeterminowani ten strajk wywołać. To, że mieliśmy plakaty, że mieliśmy 7000 ulotek, że mieliśmy kolportaż zewnętrzny, to wpłynęło na to, że ten strajk się udał, ale władza była według mnie tym zaskoczona, że w Stoczni całkiem nieźle się zarabiało i że ten strajk wybuchł tu, w Stoczni im. Lenina. (...)

Cała rozmowa: polskieradio.pl


bg Image